Zwierzakowe zabawy – Auchingarrich Wildlife Centre – Comrie

Przeszukując internet w poszukiwaniu inspiracji na krótkie (jednodniowe) wyjazdy z Perth trafiliśmy na Auchingarrich Wildlife Centre. Przejrzysta strona internetowa, zwierzaki i bezpośredni dojazd z naszego miasteczka do nieodległego Comrie sprawiły, że postanowiliśmy zobaczyć to miejsce w rzeczywistości.

DSC04592

Wypadło na 3 marca 2014 roku. Pogoda okazała się naszym sprzymierzeńcem i na szkockim niebie zagościło niczym nie przesłaniane słońce. Wskoczyliśmy w autobus i już po godzinie byliśmy w Comrie. Czy to miejsce odznacza się czymś specjalnym? Chyba nie, jeśli nie liczyć jego maleńkości i umiejscowienia. Comrie otoczone jest w zasadzie górami. I w ich obliczu miasteczko złożone może z trzech ulic wydaje się jeszcze mniejsze.

Cel naszej wyprawy nie znajduje się w samym Comrie, a kawałek za nim, dokąd musieliśmy dojść pieszo. Raczej niewiele osób na tutejszej prowincji podróżuje wyłącznie komunikacją zbiorową, przez to niektóre miejsca są trudno dostępne bez samochodu. Ale co tam, nogi mamy zdrowe. Spacer urozmaicały nam piękne widoki, które zapierały dech w piersiach, aż trudno szło się do przodu, wciąż odwracając głowę na boki i do tyłu. Dla samego spaceru w takich okolicznościach przyrody warto było wyjść z domu. Czasem niewiele nam trzeba do radości.

DSC04597

Dotarliśmy do zjazdu z drogi, a z tablicy informacyjnej wyczytaliśmy, że to właśnie tam zmierzamy. Na pierwszy rzut przywitały nas kangury. No przecież w Szkocji żyją kangury! A dalej wielkie i mniejsze kozice górskie, skaczące po stromych zboczach swojej zagrody. Doszło akurat do jakiejś walki między dwoma osobnikami, radośnie tłukącymi się głowami. Jedno jest pewne, po tej wycieczce nigdy już nie będę zastanawiać się skąd wzięło się określenie śmierdzieć jak cap, kozice śmierdzą bowiem niemiłosiernie. I chyba najbardziej capią te najmniejsze. Kawałek dalej biegały sobie lamy. Ot, tak sobie. W chwili, gdy nas zobaczyły od razu podeszły do ogrodzenia. Przechodząca obok pani, ostrzegła nas byśmy uważali, bo te oto patrzące na nas uroczo stworzenia, lubią pluć na ludzi. Cóż…

DSC04611

Cały kompleks rozciąga się na sporej przestrzeni, a żeby wejść należy uiścić niewielką opłatę za bilet, do którego dostajemy paczkę kramy dla zwierząt. Dla nas bomba, a co muszą czuć dzieciaki? Dla nich specjalnie porobiono huśtawki a nawet małe tunele między zagrodami, do których dorosły się nie zmieści. Dzieciakom się chyba podoba, radośnie taplają się w błocie obok równie wytaplanych świń. Wszędzie wokół zagrody ze zwierzakami – świnie, kozy wszystkich chyba rodzajów, pawie, surykatki, kury, kaczki, kucyki szetlandzkie, osły, strusie, jelenie. Między jeleniami żyje też jak, ciekawe czy myśli że jest jeleniem. Dodać trzeba że zagrody są spore, np dla owych jeleni wydzielono chyba z kilometr kwadratowy. Wszystkie zwierzęta chcą jeść i gorliwie podbiegają do ludzi, widać dawana gościom karma jest ich przysmakiem. Bawiliśmy się jak małe dzieci, reagując maksymalnym entuzjazmem na radosne kozy wdrapujące się na siatkę byleby dostać trochę jedzenia – bezpośrednio z mojej ręki. Kuce były bardziej nieśmiałe, ale równie przyjazne. Podchodziły do płotu jakby od niechcenia, jakby udzielały nam łaskawego pozwolenia nakarmienia ich. Co krok też postawione były pojemniki z płynem do dezynfekcji dłoni (raczej nieprzyjemnie chodzić pół dnia z dłoniami wylizanymi przez kozy czy osiołki).

DSC04621

DSC04629

DSC04637

Długi spacer polnymi dróżkami pomiędzy zagrodami i wolną przestrzenią. Wspaniałe miejsce na spędzenie pogodnego dnia. Dla złapania oddechu, obcowania z przyrodą i zwyczajnego relaksu. Na jednym pagórku ustawiono ławkę piknikową, z którego rozciągał się cudowny widok na góry. Kiedy już mieliśmy ruszać w drogę powrotną trafiliśmy na zagrodę z królikami. I od razu myślałam, że już tam zostaniemy. Jedne spały, inne kicały, a jeszcze inne siadały obok nas i chciały żeby je głaskać.

DSC04681

Do Comrie wróciliśmy trochę inną drogą, był to szlak czy raczej ścieżka przez pastwiska należące do nieodległej farmy. Oczywiście nie przewidzieliśmy, że będziemy taplać się w błocie i wodzie po kostki. Dosłownie po kostki. Miło było nie iść po asfalcie, a szukanie w miarę suchej ścieżki sprawiło, że było to bardziej ekscytujące. A do tego patrzące na nas z oddali owce. Nic dodać, nic ująć, niemal kwintesencja Szkocji.

DSC04699

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s