Dunkeld

Wycieczka do Dunkeld należała do tych jednodniowych, zimowych i spacerowych. Bez pośpiechu, w miarę w określonym kierunku. By coś zobaczyć i wyrwać się ze swojego miasteczka, z którego ruszyliśmy zwykłym miejskim autobusem. Nie za wcześnie, ale też nie za późno.

DSC04530

Dunkeld to w zasadzie nawet nie miasteczko, a wioska z jedną główną ulicą i standardowym w Szkocji Market Cross. A dlaczego wybraliśmy się akurat tam? Z powodu pięknej katedry, tylko w części zrujnowanej, a w której do tej pory odprawiane są nabożeństwa. Jest to piękne miejsce, najlepiej przy ładnej i słonecznej pogodzie. Wnętrze zdobią witraże, dzięki którym wszystko wygląda inaczej. I w zasadzie jest to jedyna ozdoba. Katedra jest mroczna i surowa, wręcz straszy swoją prostotą i ciemnością panującą w środku. Grube szkło okien daje mało światła, a podświetlony żarówkami drewniany protestancki ołtarz wygląda jak wyjęty z innego miejsca. Część niegdyś zniszczona, z naszym szczęściem była akurat w trakcie remontu, jednak te stare mury, okna pozbawione kolorowych szkiełek.. To wszystko jest historią ludzi. Ktoś kiedyś to zbudował, ktoś przychodził do tej katedry i o nią dbał, aż w końcu ktoś zapragnął ją zniszczyć.

DSC04531

DSC04550

DSC04540

Skąd w ogóle katedra w takiej małej mieścinie? W średniowieczu Dunkeld miało znacznie wyższy status. Ponoć między innymi tutaj urzędował znany z Szekspira król Makbet. Przed przyjazdem do Szkocji nie zdawaliśmy sobie sprawy, że ta postać jest autentyczna. Zupełnym przypadkiem zamieszkaliśmy w obrębie włości wczesnośredniowiecznego władztwa Mac Bethada, króla Alby. Pewnie zrobimy wkrótce małą wędrówkę śladami pierwowzorów szekspirowskich postaci. Obok Dunkeld znajduje się las Birnam, ten sam, który miał obalić nieprawowitego władcę.

Wokół miasteczka rozpościerają się dłuższe i krótsze ścieżki spacerowe. Wybraliśmy jedną i ruszyliśmy przed siebie. W ten sposób przeszliśmy przez pole golfowe, Michał zdobył jeden dołek, no i znaleźliśmy piłeczkę golfową, która do tej pory z nami jest. Piłeczek wokół pól golfowych leży tutaj mnóstwo, niektóre chyba od lat patrząc na ich stan. Widać tutejszym golfiarzom nie bardzo chce się szukać chybionych strzałów po tych błotnistych zaroślach okalających pole golfowe. Szliśmy po polnych ścieżkach, czasem wpadając w błoto po kostki, ale takie już są uroki szkockich, zimowych wędrówek.

DSC04561

DSC04566

Relaksacyjny spacer z widokami na odległe jezioro, do którego w końcu doszliśmy, a przy którym znajdował się punkt obserwacyjny ptaków. Jak ktoś lubi ptaki, cudowne miejsce. Michał siedziałby w nim godzinami, gdyby mógł. Nad samym jeziorem weszliśmy do drewnianej „altanki”, w której bez żadnych opłat dostępne były lornetki i lunety do obserwacji ptaków. Poza tym tylko drewniane ławy, zdjęcia ptaków i zapełnione skrzydlatymi stworzeniami jezioro. I można powiedzieć, że ten miły akcent wypatrywania ptaków zakończył naszą wędrówkę.

DSC04568

DSC04569

Niestety żeby wrócić do domu, musieliśmy wrócić do miasteczka. W drodze zaskoczyła nas albo raczej zaatakowała potężna i krótka ulewa. Po tym już ze spokojem mogliśmy wracać – nie było na nas suchej nitki.

DSC04576

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Dunkeld

  1. Hej, hej!
    Dużo w Dunkeld zmurszałego gotyku, dużo zmurszałego drewna, zmurszałego kamienia… Czyli tego, czego coraz mniej w Polsce… Fakt, nasz kraj w gotyk zasobny nie jest. Całe szczęście, że w szale modernizowania Polski żaden (jeszcze?) nie odróżniający Kopernika od Copperfield’a debil nie wpadł na pomysł, żeby przerobić (czytaj: dać zarobić szwagrowi) na przykład Wawel, bo przecież średniowiecze z ciemnotą się kojarzy! Bo za mało aluminium, żelaza i szkła! A kostka brukowa nie jest trendy!
    No dobrze.
    Swego czasu bywałem często (z racji roboty) w Tenczynie… Taka mała wieś między Glisnem a Lubniem… Wyróżniają ją dwie rzeczy. Każde osiedle to jakaś Rola… Od Andrzejowej do Żałobnej. Oraz zabudowa drewniana czyli to, co mnie niezmiennie zachwyca. Dużo domów stu- i więcej -letnich… I nikt nad tym nie panuje. Żaden konserwator zabytków, wójt czy inny referent. Te domy niszczeją, za 20 lat może w ogóle ich nie będzie. Niektóre się walą a niektóre są „odnawiane” przez właścicieli… Wstawiają plastikowe okna… Albo kryją blachą falistą… „A co, tak se walnąłem, fajny kolor, no nie?” Wściekle zielony albo czerwony… Marność i dziadostwo.
    Ale jest wiosna! Nie wiem jak w Szkocji ale tu jest! Z racji markizowego przymusu, zwiedzałem znów wertepy w okolicy pływalni. Pierwsze pszczoły i motyle oblatują mlecze… Pierwszy szpak się wydziera… Pierwsza wrona się zapędziła w osiedle, co jest rzadkością, bowiem tu rządzą gawrony i kawki…
    Aha! Na przeciwko „uchaczówki” gawrony zakładają gniazda i drą się wniebogłosy. I niezmiernie mnie to cieszy albowiem wredny jestem! Hi, hi… Rok temu „esteci” (są tacy!) z „uchaczówki” awanturowali się, że dzieci pod blokami zbytnio hałasują… No to w tym roku mają… I jak tu nie wierzyć w instytucję kary bożej?
    Pozdrawiam Was oboje!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s