Zatraceni w Londynie

Przyszedł taki moment w naszym życiu, że postanowiliśmy zobaczyć miasto większe niż każde, które widzieliśmy do tej pory. Z większą ilością wieżowców niż ma Warszawa (tak wiem, o to nie jest bardzo trudno). Z rozbudowaną siecią transportu miejskiego. Z niewyobrażalną dla nas liczbą ludności, ludności rozmaitej kulturowo. Tak, przyszedł czas na Londyn.

SONY DSC

Tym razem zabawa zaczęła jeszcze przed właściwą podróżą, ponieważ kolega w pracy Michała nawalił i ten musiał zostać na nocną zmianę.  Nieważne było to, że z samego rana musieliśmy jechać na lotnisko. Cóż, na szczęście Siaśka nas zawiozła, więc było i szybko i przyjemnie, ba! Wesoło i to bardzo. Tak więc zwiedzanie Anglii zaczęło się od przygód – zabłądziliśmy nawet na parkingu wielopoziomowym. Cóż, przy nas różne rzeczy się dzieją. Mogę dodać, że popijając kawę na lotnisku, zagapiliśmy się i cóż, zdążyłam panikować, że spóźnimy się na samolot.

W sumie był to pierwszy w naszej karierze lot krajowy. Trwał jakąś godzinę, więc czasu na drzemkę nie miałam zbyt wiele. Różnica po wylądowaniu w Stansted? Nikt już nie prosi o okazanie dokumentów. Możesz iść przed siebie. Problem w tym, że to duże lotnisko. Dużo ludzi. Okazało się, że możliwości dostania się do centrum Londynu jest co najmniej kilka, a w tym pociąg (za około 24 funty) i dwie różne firmy autobusowe (12 i 8 funtów).

SONY DSC SONY DSC SONY DSC

I oto stało się. Jesteśmy w Londynie. Mieście, o którym słyszeliśmy całe życie, no bo królowa, bo piętrowe autobusy i czerwone budki telefoniczne. Miasto mody, wielu kultur i kolorów skóry. No i teraz my. Mieliśmy mniej więcej dwa dni, ale mniej niż trzy. Nie chcąc tracić za wiele, ruszyliśmy przed siebie, mniej więcej w kierunku naszego hotelu. Naszym sposobem, a w zasadzie „po naszemu” rozpoczęliśmy zwiedzanie tego pierwszego w naszej karierze tak wielkiego miasta z wieżowcami.

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

Tego wszystkiego było tak wiele. Trzeba mieć oczy wokoło głowy, żeby nie przeoczyć czegoś ciekawego. Tak też widzieliśmy wysokie domy ze szkła, plac pomiędzy takimi z posągiem bardzo grubej baby. Do tej pory nie wiem po co to tam stało, bo chyba nie dla ozdoby (?). Wszędzie pełno ludzi, garniturów, różnorodności wśród nich. W drodze trafiliśmy na mały park, w którym sprytnie poustawiane były nagrobki. Normalnie przez chwilę poczuliśmy się jak w Bośni – brakło tylko tego ciepła i Lisowczyka obok.

Pierwsza z atrakcji, jakie postanowiliśmy zobaczyć to dworzec Kings Cross. Robi wrażenie. W sumie to za małe słowo, ale jak oddać w prostych słowach to, co zaobserwowały oczy? To piękny budynek, ogromny, a wokół niego na placu, ludzi jak mrówków. Nie powiem, przerażało mnie to, ale i niesamowicie kusiło. Do całego tego obrazka dodać jeszcze trzeba powoli zapadający zmrok. Miałam wrażenie, że znajduje się w jakimś dziwnym, magicznym miejscu.

SONY DSC SONY DSC

W tak wspaniałej aurze, wpadliśmy na genialny pomysł, by spróbować dodzwonić się do znajomych. I tak rozpoczęła się nasza nocna wędrówka po stolicy świata. Najpierw musieliśmy rozgryźć działanie metra (w sumie pierwszy raz jechałam tą podziemną kolejką właśnie wtedy) – niby nic trudnego, ale jak się nie ma u siebie takich wynalazków, to potem trudniej na świecie. W końcu znaleźliśmy się na Vauxhall i czekaliśmy, i czekaliśmy. Okazało się, że w tym zachodnim świecie pociągi również mają awarie. Przetransportowaliśmy się na Wimbledon. Większości ludzi na świecie ta nazwa kojarzy się z tenisem, nam już nie. Dla nas to wspomnienie ciekawego pubu, dziwnych kolesi z tanim podrywem i szalonym biegiem na autobus, który bynajmniej nie zmierzał w stronę Kings Cross. Londyn nami zawładnął, pochłonął, zniósł czas. I tak zamiast wrócić do hotelu, pojechaliśmy ze znajomymi do nich. Ale gdzie to było? W której części miasta? Nie mam pojęcia. Miły wieczór, czy już raczej noc, trwał dalej. To tam, już w domu, padło zdanie tego wyjazdu: „Zapraszam na garden!”.

Następny dzień był ciężki, bo jak głowa ciężka, to i wszystko wydaje się trudniejsze. Na szczęście pogoda była przepiękna, nie mogliśmy tak po prostu tego przespać. To był ten dzień, dzień intensywnego zwiedzania Londynu. I tak udało nam się zobaczyć zmianę warty pod Pałacem Buckingham. Muszę przyznać, że konie, które się w jej czasie pojawiały były przepiękne. Główny minus, to tłum, w jakim staliśmy. Nie wiem dlaczego było tyle ludzi, ale później przekonaliśmy się, że nie tylko w tym miejscu. I padła nam bateria w aparacie. Jak na złość.

SONY DSC

Merto to duża oszczędność czasu, zaledwie w kilka minut można znaleźć się w zupełnie innym miejscu. Ułatwiało nam to sprawne przemieszczanie się, bo chcieliśmy zobaczyć w tym krótkim czasie jak najwięcej. Tak trafiliśmy pod najwyższy budynek w Londynie i naprawdę ciężko było zadzierać głowy do góry. Przespacerowaliśmy się także po Tower Bridge. To niesamowite jak wiele emocji towarzyszy poznawanie nowego miejsca, spacerowanie po moście, który stoi w tym jednym miejscu tak długo, po którym spacerowali londyńscy gentelmeni i piękne lady. No i teraz też my! Pod Tower rozstawiona była „wystawa” z ceramicznych maków. Maków symbolizujących poległych w wielkiej wojnie żołnierzy. Sama twierdza, świadomość jej historii i to pole maków, tworzyły niesamowitą aurę. Coś, co zakorzeniło się w nas, sprawiło, że kiedyś tam wrócimy. W dodatku w jednym momencie z głośników zaczęto wyczytywać imiona, nazwiska i stopnie poległych. Tłum, bo tak, wokół twierdzy było pełno ludzi, stał w milczeniu. Nikt nie został zapomniany. I nie miało znaczenia czy wyczytywano generała, oficera czy szeregowego żołnierza. Każdy z nich zasłużył na pamięć.

SONY DSC SONY DSC SONY DSC

Wielki Ben zaskoczył nas swoją osobą, bo dosłownie pod nim wysiedliśmy z metra. Ten, kto wymyślił stację w tym miejscu był geniuszem. Ten zegar naprawdę jest tak ogromny. Nie kłamały ani zdjęcia, ani filmy, ani opowieści. Było już ciemno, ale oświetlony wyglądał obłędnie. W połączeniu z budynkiem parlamentu ma się wrażenie, że jest to coś wyjętego z zupełnie innej bajki. Pochodzące z innego świata punkty na mapie Londynu. Nie podarowaliśmy sobie również magicznego spaceru nad Tamizą. Zawładnęła nami magia świateł.

Pogoda w Szkocji zmienia się jak w kalejdoskopie. W Anglii widać jest podobnie, ponieważ po słonecznym dniu, przyszedł dzień deszczowy. W końcu od zawsze słyszałam o londyńskiej pogodzie, więc przekonałam się na własnej skórze, a moje oczy rejestrowały te przymglone ulice. Westminster Abbey to miejsce, które trzeba odwiedzić. Bardziej od katedry przypomina już muzeum pełne sarkofagów, obrazów i złota pamiętających dużo lepsze czasy. W tym miejscu czuć pamięć królów Anglii, nie tylko Wielkiej Brytanii. To tu, w tym miejscu koronowana została Elżbieta, tu też będzie koronowany mały George, prawnuk Eli.

Znajduje się tu też tron. Tron to nie krzesło, do którego dodajemy wymyśle zdobienia, ze złota i drogich kamieni. To po prostu duże, stare, drewniane krzesło. Nic więcej i aż tyle. Symbol. Obdarty ze wszystkiego, co mamy w głowach.

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

A! Odwiedziliśmy też muzeum naturalne. I wiecie co? Nigdy w życiu nie stałam w kolejce do muzeum. Ba! W kolejce która zawijała się wokół tego gigantycznego budynku! Kiedy w końce weszliśmy, szybko opuściliśmy to miejsce. Nie dało się tam zostać. Ten hałas, ten tłum i setki rozwrzeszczanych dzieciaków. Nie w takich warunkach chciałabym zobaczyć kości dinozaurów. Nie mam pojęcia dlaczego właściwie były tam takie tłumy, pewnie już się nie dowiemy.

SONY DSC SONY DSC SONY DSC

A na zakończenie został mi w głowie obraz Tamizy, na drugim brzegu w lekkiej mgle widzimy The Globe Theatre, schroniliśmy się przed deszczem pod kładką. Rozmawiamy o historii, współczesności i przyszłości. Podjadając karmelizowane orzechy od wózkowego sprzedawcy.

SONY DSC

Londyn. W słońcu i deszczu. Niesamowity i magiczny. Zatłoczony i głośny.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s