Francusko mi! – Carcassonne

O Francji każdy z nas ma swoje, własne wyobrażenia. Żeby sprawdzić, co jest prawdą, a co tylko mitem, musieliśmy w końcu udać się do francuskiej krainy. Przygotowania do wyjazdu jak zwykle na wariackich papierach – „masz ładowarki?”, „skarpetki”?. Chyba nie uwolnimy się od tych jakże banalnych pytań. Jako że udaliśmy się na samo południe Francji, lecieliśmy samolotem. Dla mnie nie ma w tym nic ekscytującego, zasypiam zaraz po starcie, inaczej jest z Michałem. Cały lot wyobrażał sobie katastrofy lotnicze. Cóż, każdy robi to, co lubi.

WP_20140919_123

W taki też sposób znaleźliśmy się na lotnisku w Carcassonne. Oczywiście wsiąść w autobus do centrum byłoby za łatwo, więc zaczęliśmy wędrówkę od dzielnicy handlowej. Głośne to wszystko było, a wystarczyło odbić w bok i znaleźliśmy się „na nowym mieście”. Klimatyczne wąskie uliczki i wysokie kamienice, a ich okna pozasłaniane drewnianymi okiennicami. Tak trafiliśmy na katedrę. Taka sobie katedra większa od jakiejkolwiek z tych, które widziałam do tej pory. Ot, stoi sobie taka niepozorna, smukła i wysoka, ale jej wnętrze… Ogromne! A w środku prawie wcale nie było złoceń. Klasyczne piękno bez dodatków. Cudo. I w podobnej konwencji minimalistycznych zdobień charakteryzowały się wszystkie odwiedzone przez nas katedry.

WP_20140919_018 WP_20140918_152

Wąskie uliczki, wokół tylko francuski. Czy my naprawdę jesteśmy we Francji? No chyba tak. A godzina 12:00 jest w tym miejscu magiczna. Wszystko, oprócz restauracji zostaje zamknięte. Przecież trzeba jeść. Skorzystaliśmy i my z tego zatrzymania czasu i przyglądaliśmy się tej dziwnej okolicy z poziomu fontanny z Neptunem. Dziwnie się czułam w miejscu, w którym w jednym momencie wszystko się zatrzymuje i na całym placu słychać sztućce i przytłumione rozmowy, śmiechy. Nikt tu się nie spieszył, każdy miał czas. Znajdując się w takim otoczeniu, ich spokój, jak i brak pośpiechu, zaczęły i nam się udzielać. Czas na lunch. W końcu do naszych głów dotarło, że przez najbliższe kilka dni, wcale nie musimy nigdzie gnać. Najbliższe dni będą pełne francuskiej magii.

WP_20140918_037 WP_20140918_026 WP_20140918_045

Jakie jest Carcassonne? Zupełnie inne niż tego oczekiwałam. No tak, a czego się spodziewałam? Tak szczerze, to nie jestem pewna, chyba miało to być jak francuskie uderzenie. Taką bagietką, winem i „merci” prosto w nos. A tu było trochę inaczej. Wąskie uliczki, obdrapane kamienice obok pięknych i odnowionych, drewniane okiennice, ludzie niespiesznie idący w swoją stronę niepewnie znający kilka słów po angielsku. W tym mieście główną atrakcją jest zamek. Nie byle jaki zamek, a ogromny (Limanowa by się w nim chyba zmieściła) i średniowieczny. Kiedy patrzyliśmy na niego jeszcze z daleka, ze starego mostu (około XIII wieku), mogliśmy w zasadzie przenieść się w inną epokę. Przed nami malowało się wzgórze zamkowe, które teraz zachwycało, a jakie emocje budziło w dawnych epokach, w czasach swojej świetności?

Zamek, chociaż bardziej odpowiednim określeniem będzie miasteczko, posiada dwie warstwy murów, wieżyczki, wąskie i kręte uliczki. Teraz był tam tłum turystów, a jak było kiedyś? Jak mieszkało się obok zamku właściwego zwykłym mieszczanom? Chciałabym to wiedzieć, bo miejsce samo w sobie tworzyło magiczną atmosferę. Tak, to ten zamek, amfiteatr, kamienne mury i rosyjski zespół chóralny śpiewający w kościele. Najcudowniejsze jest to, że to miasto wciąż żyje, nie są to ruiny, a ludzie wciąż tu mieszkają. Nie obeszłoby się oczywiście bez tysiąca sklepików i sklepów z pamiątkami, restauracji i hotelu. Wypicie piwa po całym dniu dodało tylko temu wszystkiemu aurę tajemniczości, tym bardziej, że turystów jakoś tak mniej się zrobiło. Cienie się wydłużały, a my dalej spacerowaliśmy lekko chwiejnym krokiem wśród starych kamieni pamiętających niejednego podpitego osobnika.

WP_20140918_070 WP_20140918_085 WP_20140918_187

Inną atrakcją Carcassonne jest kanał, na którym organizowane są rejsy. W trakcie naszego towarzyszyła nam wycieczka podstarzałych Hiszpanów i Japonka. Kanał sam w sobie ciekawy, jednak monotonny. Za to ekipa na statku dawała czadu. Japonka co chwilę albo kręciła film albo robiła zdjęcia, chwilami nawet oba równocześnie. Dodatkowo posiadała parasolkę, którą rozkładała za każdym razem kiedy pojawialiśmy się w słońcu. Siedziała zaraz obok nas, więc powstrzymywanie śmiechu było nader trudne. A Hiszpanie.. Hiszpanie umilali sobie rejs śpiewając stare hity. I tak mieliśmy koncert z Macareną czy Besame Mucho. W jakimś momencie nawet jeden z ich ekipy próbował się z nami komunikować po hiszpańsku i śmiał się, że nie rozumiemy. A my co? My zaczęliśmy mówić do niego po polsku i też się śmialiśmy. Prosty patent, a dziadek od razu zmienił do nas nastawienie.

WP_20140919_068

Przez przypadek znaleźliśmy też bardzo ładną kalwarię. Może i pagórek, wokół którego się rozciągała, nie był niesamowicie zadbany i pociągający, ale same rzeźby – tak. Dawno nie widziałam tak realistycznych rzeźb, nawet jeśli zaczynały miejscami rdzewieć. W zależności od miejsca, w którym patrzyłam na anioła, wydawał się on patrzeć łagodnie albo karcąco i z wielkim gniewem. I ten krzyż górujący nad nami. Zaduma krążyła wokół kamieni i drzew.

WP_20140919_030 WP_20140918_051 WP_20140918_149 WP_20140918_120WP_20140918_105WP_20140918_017

Aśka

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Francusko mi! – Carcassonne

  1. Langwedocja to moja ulubiona cześć Francji, za jedzenie, wino, ludzi i historię, którą się czuje na każdym kroku. A Carcassone jest jedyne w swoim rodzaju, skamieniała epoka. Dziękuje za piękny wpis

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s