Francusko mi – cz. 2

Nasza francuska wycieczka nie skończyła się tylko w Carcassonne. O nie! Wynika to z tego, że chyba mamy ogólny problem z usiedzeniem spokojnie w jednym miejscu dłużej. Szczególnie kiedy obok jest tyle nowych miejsc do zobaczenia, uliczek do przejścia, zamków do odkrycia. W ten sposób trafiliśmy do Narbonny i później do Argeles sur Mer.

WP_20140920_014

Narbonna przywitała nas algierskim sklepikiem, w którym obok dziwnych przypraw, nieokreślonych w żadnym znanym nam języku produktów, leżał również koran, a sprzedawca był dowcipnisiem. Nie wiem czy w całej Francji jest tak, że wszędzie można napotkać ogromne katedry, ale na tym skrawku południa, który mieliśmy okazję zobaczyć, zdecydowanie tak. Ledwo co ruszyliśmy przed siebie, wyrosła przed nami. Niewykończona, smukła i wysoka. Kamienna i otoczona ogrodem, w którym akurat rozbrzmiewały ameliowe dźwięki wytwarzane przez dwójkę artystów. Na chwilę zatraciliśmy się w tej muzyce, słońcu, katedrze spoglądającej na nas z boku. Unoszeni na falach dźwięków spacerowaliśmy po korytarzach i jej wnętrzu, którego wzrok nie był w stanie objąć w całości. Prób było niemało. Koncert był częścią obchodów dnia św. Michała – patrona Narbonny (do tego wejście do wszystkich muzeów było darmowe).

WP_20140920_021 WP_20140920_079

Spacer uliczkami Narbonny chwilami przypominał skakanie w czasie. Obok nowych, kolorowych i odnowionych kamieniczek stały budynki sprzed wieków, albo inne, które popadły w zapomnienie i powoli chyliły się ku swemu upadkowi. Często wręcz krzyczały do przechodniów: nie zapominajcie o mnie. Niedaleko nich znajdowały się kawiarnie, czy raczej restauracje, które jak za pomocą magicznej różdżki ożywały tylko w określonych godzinach. Wyglądało to dość zabawnie – stoliczki przygotowane, niektóre z obrusami, talerzykami i sztućcami, a sala zamknięta i pusta. Może to był czas uczty duchów tego miasta?

WP_20140920_061 WP_20140920_056

Obok katedry jest plac. Skąpany w słońcu, z mnóstwem kawiarnianych stoliczków. Nie było szansy zastanowić się czy rzeczywiście jesteśmy w tym kraju, w którym jesteśmy. Tu wszystko pachniało Francją, smagało nas francuskie słońce i takiż wiatr. Z jednej z udostępnionych dla turystów wież rozciąga się niesamowity widok, taki na 360′ dookoła, ponieważ wokół płasko. Tylko w oddali, na zachodzie, majaczą góry, a za nimi już jest Hiszpania. Nie było jakoś bardzo wysoko, ale Michał i tak odczuwał pewien niepokój związany z patrzeniem w dół.

WP_20140920_107 WP_20140920_117 WP_20140920_183 WP_20140920_165

Przez Narbonne przepływa kolejny kanał, który miejscami ukrywa się pod ulicami i budynkami. Wzdłuż niego rosną wysokie i dające cień drzewa. Takie bulwary to ja rozumiem. Stojąc z boku, patrząc na ludzi, wodę i właśnie te drzewa, miałam wrażenie, że patrzę na jakiś obrazek, na pocztówkę od jakiejś ciotki. Zafundowaliśmy sobie spacer, długi spacer wzdłuż tego kanału. Miło, przyjemnie i po jakimś czasie monotonnie. Oczywiście nie pomyśleliśmy o zabraniu jednej butelki wody więcej, no bo przecież jedna wystarczy, a dwie to już zbędny ciężar. Może raz minęła nas jakaś moto-żaglówka. Z daleka wypatrzyliśmy obiecującą restauracyjkę, niestety, kiedy podeszliśmy, okazała się zamknięta i piękne wyobrażenie o kieliszku zimnego wina lub piwa oddalił się od nas bardzo szybko, zresztą jak i my, kierując się w drogę powrotną.

WP_20140920_211 WP_20140921_064 WP_20140921_083 WP_20140921_096

Salses-du-Chateaux przywitaliśmy chrupiącą bagietką. To dla nas taki symbol całej tej francuskości, taka bagietka. Miasteczko podobne do wielu innych w tym regionie wyróżnia się jedną rzeczą. Dość sporą i kamienną – zamek, a raczej renesansowy fort (kiedyś część Hiszpanii). Wyglądał na taki z potencjałem, już widzieliśmy jak po nim łazikujemy, zaglądamy w niezliczoną ilość zakamarków. A tu klops. Sami mogliśmy przejść się po kilku magazynach i salach, po placu ze studnią. Tak dobrze zachowany, nie była to ruina, a otoczony takim ograniczeniem swobody. Z przewodniczką nie zobaczyliśmy wiele więcej – kilka sal na piętrze, a do tego wyszliśmy na malutki fragment murów. Spodziewałam się czegoś więcej, brakło mi możliwości wczucia się w wojskowy klimat tej budowli. Ok, tu były konie, tu trzymali zapasy, tam pewnie biegali jacyś posłańcy. Za mało. Tak piękny i fascynujący, tajemniczy i niestety bez możliwości odkrycia.

WP_20140922_006 WP_20140922_011 WP_20140922_012

Na wycieczkę z przewodniczką mimo wszystko było warto czekać. Pominąć należy nieznajomość innego języka niż francuski (nie byliśmy jedyni, którzy oczekiwali angielskiego). Kobieta coś sobie tam mówiła, czasem patrzyła na nas i oczekiwała potwierdzenia, że zrozumieliśmy coś z jej przemowy. I tak trafiliśmy na korytarze, w których uchowały się ścienne bazgroły. Mazanie po ścianach jak widać ma daleką historię i nie jest niczym nowym. Tu trafiliśmy na jakieś podpisy i rysunki twarzy czy statku. Wszak do morza niedaleko! Ciekawe kim byli i jak wyglądali autorzy tych graffiti, czy było to jakiś posłaniec a może jakiś generał nudzący się w swoim forcie? WP_20140922_028 WP_20140922_033

Ostatnim miejscem na naszej wycieczkowej mapie było Argeles sur Mer. Typowy kurort we francuskim wydaniu. Przyznać trzeba, że miejsce jest urokliwe. Plaża szeroka i długa po horyzont. To tu totalnie się wyciszyliśmy, poddaliśmy się magii francuskiego wybrzeża. Jedliśmy tu też najlepszą pizze, przy czym trzeba pamiętać by prosić o pokrojenie jej, w przeciwnym wypadku przyjdzie Wam ją konsumować metodą na Reksia – szarpaną. Leżąc na piasku, spoglądałam albo na morze albo na góry. Idealne połączenie tych dwóch tworów natury. I francuski szum morza.

WP_20140922_052 WP_20140922_064 WP_20140924_008

Podczas całego pobytu we Francji mieliśmy kilka problemów w komunikacji. Prawdą jest, że Francuzi nie przepadają za angielskim. Ba, albo wcale go nie znają albo udają, że nie znają, albo używają pojedynczych słów. Z tymi ostatnimi to już jest dobrze, w dwóch poprzednich wypadkach jest to trudne. Dobrze, że Michał przypomniał sobie co nieco francuskiego.

WP_20140924_014

Aśka

 

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s