Miasto kontrastów – Sarajewo

W końcu wyruszyliśmy w długo planowaną i oczekiwaną podróż. Może w pierwszym etapie nie miało to być coś niesamowicie szalonego, ot dojechać autostopem z Sanoka do Sarajewa. Wiemy, że się da, bo już raz tak zrobiliśmy (Z przeszłości…) i niesamowicie nas to nakręciło. Pakowanie oczywiście zostawione na ostatnią godzinę przed wyjazdem. Nie wiem z czego to wynika, ale z każdym kolejnym wyjazdem przygotowujemy się coraz mniej. Doświadczenie? Głupota? Jak się okazuje, tym razem nie zapomnieliśmy niczego. Już chyba po prostu wiemy, co się przyda, a co nie. I tak, ledwo tydzień po powrocie z emigracji, ruszyliśmy przed siebie z plecakami. Po przygody, po odpoczynek, po radość.

P1040793

Stolica Bośni i Hercegowiny zrobiła na nas duże wrażenie już poprzednim razem. Miasto samo w sobie przyciąga, hipnotyzuje, uzależnia. W magii swoich ulic nie pozwala zapomnieć o tym, gdzie się znajdujesz, nie da się go pomylić z żadnym innym miastem. Jedną z przyczyn są wszechobecne kontrasty, współistnienie starego z nowym, zniszczonego z nowo powstałym, a wszystko to polane sosem wielokulturowości. Obok szklanego wieżowca postawionego świeżo za arabskie pieniądze, stoją rozstrzelane secesyjne kamieniczki pamiętające lepsze czasy. Stary turecki meczet sąsiaduje z szarym blokiem z płyt. Obok luksusowych SUV-ów pędzą kilkudziesięcioletnie Zastavy i czerwone Golfy dwójki. Jugosłowiańskie tramwaje obok japońskich klimatyzowanych autobusów. Na ulicach obok siebie pracują muzułmanie, prawosławni i katolicy. Spacerują kobiety poukrywane za metrami materiałów obok dziewczyn w kusych koszulkach i krótkich spodenkach. Lokalne współistnienie wielu kultur wygląda na pierwszy rzut oka tak, jakby właśnie tak miało być, bez problemów, bez krzyków czy krzywych spojrzeń. A przynajmniej sprawia takie złudzenie, nad wszystkimi wiszą upiory niedawnej wojny domowej, która zdruzgotała odwieczny względny ład. Tak koegzystuje z sobą przeszłość i teraźniejszość umaczane w różnych religiach niepewnie patrząc w przyszłość.

P1040501

P1040511

P1040494

P1040773

P1040920a

P1040607

Spacerując po uliczkach, nie tylko tych najbardziej turystycznych, można dostrzec prawdziwą Bośnię, tą umęczoną przez wojnę. W Polsce doświadczenie piekła wojny jest coraz bardziej odległe, a przez to coraz bardziej abstrakcyjne. W Sarajewie to piętno jest odciśnięte wszędzie, minęło raptem 20 lat od jej zakończenia. Nieodnowione budynki pełne dziur po kulach są widokiem powszechnym. Rzadziej są takie, gdzie wprawdzie zatynkowano te miejsca, a i tak są widoczne bo nie pomyślano o zamalowaniu. W niektórych budynkach, a raczej ich smutnych pozostałościach, rosną kilkunastoletnie drzewa. Często były to niegdyś piękne dzieła sztuki, dziś straszą obrazem zniszczenia. A jak to wyglądało przed i w trakcie wojny? Miasto przecież się rozwijało, żyli tu ludzie tacy jak my, jak w Krakowie czy Warszawie, mieli swoje plany i marzenia. Do momentu aż padł pierwszy strzał, do chwili, gdy na moście upadła studentka. Wówczas cały sarajewski świat wywrócił się do góry nogami. Żaden dom, blok czy kamienica nie był bezpieczny. W tak wielu miejscach znajdujemy ślady walki, w niektórych są tak wyraziste, że można sobie wyobrazić dźwięk spadających z okolicznych gór pocisków. Celowano w snajpera? A może w zupełnie przypadkową osobę? A może po prostu w miasto? Popijając lemoniadę patrzysz na ścianę zrytą serią z karabinu maszynowego niczym potworną płaskorzeźbę. W wielu miejscach Sarajewa znaleźć można tablice informujące o tragedii – np. w tym miejscu na ludzi czekających po wodę, ktoś rzucił granat, do tej pory nie wiadomo kto to zrobił, każdy oskarża każdego. Obok tego, na chodnikach wciąż znaleźć można nieco już wyblakłe „sarajewskie róże”, które dopinają to wszystko w jedną całość.

P1040669

P1040550 P1040551

P1040569

P1040645

P1040676

P1040894

P1050017

P1050021

P1050145

Miasto nie może uciec od swojej przeszłości, tak niedalekiej przecież. Nie wiem czy w ogóle próbuje. Turyści, a jest ich coraz więcej, w zdecydowanej większości docierają wyłącznie do starego miasta, będącego połączeniem tureckiej i austro-węgierskiej architektury. Jest to urokliwa część Sarajewa. Gwarna i piękna. Spacerując po niewielkich uliczkach pełnych małych sklepików, kawiarenek i punktów z bośniackim jedzeniem odrywamy się od rzeczywistości. I tylko breloczki i figurki z łusek pocisków przypominają o niedawno przelanej krwi. Jedną z głównych atrakcji jest meczet Gazi Husrev-bega, najważniejszy i jeden z najstarszych w mieście. Coś, co jest nie do przeoczenia podczas spaceru. To, co uderza z tego miejsca, to cisza i spokój. Wokół meczetu jest gwarno i ludzie chodzą to w jedną, to w drugą stronę. Przekraczając bramę i wchodząc na dziedziniec z fontanną, człowiek momentalnie znajduje się w innym miejscu. Miejscu zadumy, modlitwy, konkretnych zasad owianych wspomnianą ciszą. Kolejnym miejscem, dosłownie pocztówkowym, jest Baščaršija. Wokół całego Starego Gradu warto się zgubić choćby na moment. Nie zwracając uwagi na czas, przemierzając wąskie uliczki łatwo wczuć się w klimat tureckiego targu. Co chwila ktoś zaczepi widząc zainteresowanie swoim stoiskiem z dajmy na to cynowymi zestawami do kawy, po czym machnie ręką widząc, że tylko oglądamy i z powrotem schowa się w cieniu. Odnaleźć można tu również coś na podobieństwo krakowskich Sukiennic, czyli Bezistan, kryte targowisko, które cały czas tętni życiem. Raj dla fanów błyszczącej biżuterii. W dzielnicy znajduje się także wiele małych restauracyjek z tradycyjnymi bośniackimi potrawami oraz kawiarenki z herbatami czy bośniacką kawą. Będąc w tej okolicy łatwo przegapić tablicę przypominającą zastrzelenie arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. To w tym mieście, od kilku strzałów, rozpoczęła się I wojna światowa. Miejscowi wydają się być z tego powodu w pewien sposób dumni, wycieczkę śladem zamachu na następce tronu można kupić równie łatwo jak śladem ostatniego oblężenia Sarajewa. Muzeum zamachu oblepione jest z zewnątrz zdjęciami z wydarzenia, a w serbskiej dzielnicy stoi od niedawna pomnik zamachowca, którego Serbowie mają za bohatera narodowego.

P1040543 P1040545 P1040559 P1040649 P1040693 P1040721 P1040724 P1040749 P1040758 P1040776a P1040777 P1040819 P1040889

Będąc jeszcze w Szkocji marzyły nam się czewapy, czyli siekane mięso uformowane w paluszki, podawane z siekaną cebulą (lub kapustą) w somunie (coś w rodzaju pity z mąki kukurydzianej). Historyjka dla turystów głosi że czewap jest potrawą, po której nie sposób się całować. No chyba, że ktoś lubi takie rzeczy po surowej cebuli. Dzisiaj, po tygodniu w Bośni, jestem w pełni usatysfakcjonowana ilością zjedzonych przeze mnie czewapów, jak i burków. Te ostatnie, to najczęściej mięso zawinięte w ciasto przypominające francuskie. Popularna jest też wersja z ziemniakami zamiast mięsa, są też z serem i szpinakiem. Oczywiście możliwości dla podniebienia jest bardzo wiele. Wystarczy wejść do małej knajpki i przekonać się samemu. Rozczarowała nas Sarma, coś jak nasze gołąbki, ale maleńkie, skąpane w sosie o konsystencji rzadkiej zupy pomidorowej i podane z chlebem, ziemniakami i pavlakiem – lokalnym kwaskowatym białym serkiem. Niby fajne, ale porcje małe, połowa potrawy to chleb. Za tą samą cenę można zjeść cokolwiek innego, choćby perłę w koronie bośniackiej kuchni – maslenicę. To ostatnie to nasze najnowsze odkrycie. Coś jakby przekładaniec z cieniutkiego ciasta jak do pizzy, żółtego sera, pavlaka, pieczarek i kurczaka, polane gęstym sosem pieczarkowym i samymi pieczarkami. Niesamowicie smaczne i zaspokajające największy głód. Sarajewo pełne jest lokali, gdzie można dostać bośniackie potrawy, w centrum są dosłownie wszędzie. Fajne są knajpki na ulicy Zagrebackiej. Polecamy czewapy z lokalu „Efez” i maselnice w sąsiedniej „Montanie”, miejscowi oblegają je bez przerwy, a turyści tu nie docierają. Więcej o historii lokalnej kuchni można znaleźć tu: Kultura jedzenia w Bośni i Hercegowinie w okresie austro-węgierskim.

Z czym jeszcze kojarzy się Sarajewo? W 1984 roku właśnie tutaj odbywały się zimowe igrzyska olimpijskie. Oczy świata znów były skierowane na to miasto, tym razem przekaz szedł pozytywny. Tak dla odmiany. Skorzystaliśmy z okazji i zobaczyliśmy tor bobslejowy, położony na jednej z otaczających miasto gór. Można tam dojechać samochodem, ale my po swojemu, poszliśmy pieszo. Klucząc pomiędzy ciasnymi i stromymi uliczkami, witając się z miejscowymi, którzy z uśmiechem wskazywali nam drogę, często jeszcze zanim zdążyliśmy zapytać. Cały kompleks bobslejowy ukryty jest na wzgórzu porośniętym teraz lasem. Na asfaltowych drogach walają się taśmy ostrzegające o minach, co sprawiło, że z nich nie schodziliśmy. Teren zaminowano oczywiście w czasie wojny, rozminowano ponoć dopiero niedawno. Wokół las, rozpadające się budynki, schody i betonowy tor upiększony miejscowymi graffiti. Czuliśmy się jak odkrywcy w post-apokaliptycznym świecie. Z piękna i rozmachu, które na pewno towarzyszyły tym zawodom, nie zostało nic. Budynki, które były zapewne zapleczem całej imprezy podziurawione są przez pociski i stopniowo zarastają lasem. Ze szczytu wzgórza, w miejscu wyglądającym jak opuszczona restauracja, rozciąga się niesamowity widok na miasto. Wszystko wygląda tak, jak zostało zostawione po wojnie, która nie oszczędziła także i tego miejsca. Ze względu na otwarty widok na centrum miasta na terenie toru stacjonowała serbska artyleria ostrzeliwująca Sarajewo. Potem już nikt nie chciał tam niczego odnowić, bobsleje nie są raczej popularne w Bośni. Całe to wzgórze, zatrzymało się w czasie, a Ty odwiedzając to miejsce, przekraczasz barierę.

P1040515 P1050037 P1050042 P1050045 P1050050 P1050054 P1050061 P1050070 P1050072 P1050087 P1050422a

Sarajewo otoczone jest górami. Na jednej z nich znajduje się najwyższy z wodospadów w Bośni, Skakavac. Niewiele myśląc zapakowaliśmy wodę do plecaka i ruszyliśmy w wybranym kierunku. Miało być jakieś 14 km. Myśleliśmy „co to dla nas”! W połowie drogi nastąpił kryzys. Cały czas stromo pod górę, słońce nie dawało za wygraną. A my szliśmy przed siebie. Kiedy w końcu wstyrmaliśmy się na coś w rodzaju szczytu, trafiliśmy na szlak prowadzący już bezpośrednio do wodospadu. Cóż, okazało się, że to kolejne 4 km. Godzinę marszu pod górę wcześniej w mijanej wsi też był znak 4km. Ot Bałkany. No, ale skoro jesteśmy już tutaj, to pójdziemy dalej. W jednym momencie doznaliśmy olśnienia, a raczej burczenia w brzuchach. Oczywiście z rozpędu nie zabraliśmy nawet suchej bułki. Udało nam się uzupełnić zapasy wody w rewelacyjnie przygotowanym do tego strumyczku z kamiennym korytkiem i rynienką zrobioną w wydrążonej gałęzi. Pokonaliśmy ostatnie metry dzielące nas od celu tej wędrówki. Skakavac sam w sobie jest piękny i delikatny. Nie są to ogromy spływającej wody, ale dzięki temu jest bardziej bajkowy. Leci ze skał ku dnu głębokiej górskiej doliny. Jest niesamowicie wysoki. Droga powrotna oznaczała, że jak szybko uda nam się zejść do Sarajewa, tym szybciej coś zjemy. Poszło całkiem szybko, w dół jak zwykle idzie się szybciej, tym bardziej, że w pewnym momencie już w Sarajewie sami z siebie zatrzymali nam się Holendrzy, którzy widzieli nas u góry. Szczerze zaskoczeni naszym marszem, podwieźli nas do centrum miasta. I tak nastał czas czewapów!

P1050456 P1050479 P1050497a P1050513 P1050530

Na koniec najistotniejszy element tej mozaiki. Sarajewianie. Miasto tętni życiem. Ale nie na sposób np. londyński gdzie nieprzebrane potoki ludzi pędzą przed siebie w dzikim szale. Tutaj jest znacznie wolniej, jakby upalne południowe słońce pozbawiało mieszkańców potrzeby ciągłej gonitwy. Dominuje spokój i powolność. Wręcz ospałość. Wszędzie pełno ludzi. Piją kawę, jedzą coś, czytają, grają w szachy, rozmawiają, pracują, albo po prostu siedzą i patrzą wokół wymieniając uwagi na temat przechodniów. Tych ostatnich jest chyba najwięcej. Rzucają się w oczy uliczni handlarze wszystkim, od butów po kozi ser i brzoskwinie. Przy czym nie są natarczywi jak np. Turcy, często przeciwnie, wręcz nie czują potrzeby zwracania uwagi na kupujących, tak długo aż ci nie zaczną sami o coś pytać. Zdarzyło nam się czekać aż pani w sklepie skończy przeglądać gazetę czy pan na poczcie odłoży na bok komórkę z transmisją jakiegoś wydarzenia. Chcąc nie chcąc, w tym mieście samemu też nie można się spieszyć i trzeba się dostosować do panującego tempa, co po prawie dwóch latach w Wielkiej Brytanii nie przychodzi nam łatwo. Ale czyż nie jest to przyjemne?

P1040555 P1040539 P1040573 P1040527 P1040505a P1040518 P1040517 P1040523 P1040560 P1040643 P1040660 P1040668 P1040709 P1040755a P1040757 P1040850 P1040902 P1050424 P1040564a

Reklamy

6 uwag do wpisu “Miasto kontrastów – Sarajewo

  1. Ale fajne zdjęcia. Góry ładniejsze niż miasto. Ale Asiu komentarz super. Powinnaś napisać książkę z tych Waszych podróży. Moglibyście się przynajmniej jedno sfotografować. Sama bym zjadła te opisane przez Ciebie potrawy.
    Tor bobslejowy po wojnie w opłakanym stanie. Wodospad cudny.
    I tak się dużo rozpisałam jak na moje możliwości.
    Czekam na kolejne zdjęcia i opisy
    .Pozdrów Michała
    Pozdrawia ciotka H

    Polubienie

  2. Hej, hej! Zazdroszczę… To znaczy harówy do wodospadu Skakavac – nie! Całej reszty, owszem, owszem! Bo mimo dramatycznych śladów z niedalekiej przyszłości w Sarajewie, miasto wydaje mi się szczęśliwe. Nie tylko piękne poprzez różnorodność. Ale również przez brak, bo tak by wynikało ze zdjęć… Brak nadmiernej ilości billboardów, banerów i wszelkiego innego reklamiarstwa! Czyli tego całego świństwa, którym nasza ukochana Polska jest zapchana nawet w największej dziurze! W tym względzie, tośmy się w Polsce wznieśli na wyżyny głupoty i tylko czekać, kiedy krzyż na Giewoncie zostanie zastąpiony banerem z reklamą aquaparku. I cóż mi jeszcze z opisu i zdjęć w głowie się wykluwa… Jakaś w dobrym sensie senność miasta, wyciszenie… I spokój. Może dlatego, że ludzie tragicznie doświadczeni, A może i klimat? Historia? A może brak krzykliwości reklam. A może wszystko po trosze?
    A poza tym… Pewnie żeście już w Czarnogórze? To czekam na wiadomości. Asiu i Michale! Pozdrawiam!

    Polubienie

  3. Ostatnio w Sarajewie byłam w grudniu. Ogólnie bardzo lubię tam wracać, bo to miasto ma magię w sobie, coś co jednocześnie przyciąga i odpycha. Dla mnie Sarajewo oprócz tego, że ma w sobie trochę kontrastów, to przede wszystkim jest strasznie biedne jak na stolicę europejską. Praktycznie nie widać tam przepychu i bardzo bogatych ludzi (a jeśli nawet, to są to przyjezdni). Na każdym kroku historia nas atakuje.
    Tor bobslejowy polecam zimą – wygląda niesamowicie.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Sarajewo to piękne miasto z ciekawą (mimo, że tragiczną) historią… Zrobiło na nas ogromne wrażenie, polecamy też lekturę „W oblężeniu. Życie pod ostrzałem na sarajewskiej ulicy.”.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s