Czy to już inna planeta? Meteory.

Od samego zalążka wyprawy po Bałkanach, chcieliśmy dotrzeć do Grecji. Jak to bywa w trakcie długiej podróży, wiele się zmienia. Tu byliśmy długo, tam też i nagle okazuje się, że może czasu wciąż dużo, to pieniędzy już znacznie mniej. Podczas ostatniego dnia w Ochrydzie postanowiliśmy, z trudem, że kierujemy się na Bułgarię i powoli w stronę domu. Nie przewidzieliśmy jednego, a co stało się oczywistością już rano, kiedy to łapaliśmy stopa. Michał zadał proste pytanie: a co, jeśli ktoś będzie jechał do Grecji? I jak myślicie? Oczywiście pierwszy samochód, który nas zabrał jechał prosto do Meteorów.

P1070204

Mam wrażenie, że każdy z nas w jakimś momencie swojego życia stanął w obliczu podobnego wyzwania. Podjęta decyzja i wszewchświat wskazujący, że to jednak nie tak. My nie zastanawialiśmy się nawet minuty. Niech żyje spontaniczność i kilka godzin w starym ogórku z dwoma mało rozmownymi Niemkami!

Jechaliśmy sobie spokojnie, nie martwiąc się o nic. Na granicy macedońsko – greckiej najspokojniej w świecie spacerowały sobie pawie. Jak gdyby miały w nosie wszelkie wytaczane granice, podobnie jak celnicy, którzy wydawali się ich nie zauważać. Zresztą, kto by się dziwił podczas takiego upału? Z monotonii jazdy autostradą wyrywały nas znaki ostrzegające o niedźwiedziach, których usilnie wypatrywaliśmy. Bezskutecznie. Dodatkowo walczyliśmy przez chwilę z największym owadem, jakiego w życiu widziałam.

Jak opisać moment, w którym gdzieś z daleka wyrosły Meteory? Pojawiły się i zniknęły wzbudzając ogólną ekscytację. Przez chwilę myślałam nawet, że mi się przewidziały, bo nawet posiadając mgliste wyobrażenie, człowiek nie jest przygotowany na takie spotkanie. Coraz bardziej zniecierpliwieni czekaliśmy na bliskie spotkanie. Czasem dziecięca ekscytacja wygrywa, przejmuje władzę nad ciałem i chce się krzyczeć z radości. Tak, to one! Tam są, tam!

Zamknięci pomiędzy skałami, czuliśmy się jak więźniowie barw, dźwięków, echa. Więźniowie ograniczonej percepcji, kiedy to chciałoby się móc zobaczyć więcej, poczuć czy dotknąć. Ograniczeni własnymi ciałami nie mogliśmy wzlecieć ponad niesamowicie wysokie góry, z podnóża przenieść się do jednej z widocznych jaskiń. Przegraliśmy z tym miejscem w jednej chwili. Poddaliśmy się bez walki i daliśmy się pochłonąć.

Rozbrzmiał gdzieś dzwon, a po nim otoczyła nas muzyka. Mnisi zaczęli śpiewać i to nie tylko w jednym z klasztorów. Ich pieśni atakowały nas prawie z każdej strony. Tak niesamowite, kosmiczne, wręcz magiczne. I czy rzeczywiście wciąż jesteśmy w XXI wieku? Echo odbijało się od skał tworząc coś, co nie mieści się w opisach. Z tego wszystkiego lekko zabłądziliśmy klucząc ledwo widocznymi ścieżkami, a sandały okazały się nie najlepszym obuwiem do tak sypkiego podłoża. Przedzierając się przez krzaki i skały, niejednokrotnie ześlizgując się i omijając pajęczyny (a było ich niepokojąco dużo) dotarliśmy do drogi. Zwykłej asfaltówki, która zaprowadziła nas pod jedną z klasztornych bram. Spóźniliśmy się i już nie mogliśmy wejść na ten teren. Mnisi ze szczytów pozostali dla nas jedynie niewiadomą i rozbrzmiewającymi wciąż wokół dźwiękami.

Są takie miejsca, które zmieniają człowieka, wpływają na niego. Od pierwszego momentu naznaczają duszę, rozwijają w niej ogromną chęć powrotu. Miejsca właśnie takie jak to, przyciągają.

P1070060

P1070063

P1070067

P1070075

P1070087

P1070093

P1070098

P1070101

P1070103

P1070116P1070120P1070140P1070144P1070153P1070164P1070183P1070196P1070204P1070207P1070220P1070221P1070225P1070227P1070236P1070240

Reklamy

10 uwag do wpisu “Czy to już inna planeta? Meteory.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s