Grecka przygoda

Nasz pobyt w Grecji to raczej zbiór obrazów i sytuacji. Taki kalejdoskop doprawiony słońcem, kurzem i morzem. Nie byliśmy nigdzie wystarczająco długo, by móc oceniać poszczególne miejsca. Za to mogę opisać Wam niektóre z tych urywków, których z jakiegoś powodu nie potrafię zapomnieć. Były to miejsca magiczne jak opisane wcześniej Meteory, ale też zupełnie zwyczajne jak Larisa. Podróż autostopowa po Grecji bardzo szybko zmieniła się w podróż pociągami i autobusami. Może byliśmy zbyt zmęczeni, a może nam się po prostu nie chciało?

P1070252

W każdej podróży są miejsca, do których chcemy koniecznie dotrzeć, a także, które odkrywamy przypadkiem. Często zapominamy o tych, przez które po prostu przejechaliśmy, o twarzach, które zobaczyliśmy. Nie jest to coś niezwykłego, ciężko zapamiętać każdy szczegół, jednak czasem warto się zatrzymać. Coś sobie przypomnieć.

Pożegnanie z Meteorami rozciągnęło się w czasie. Szukając wylotówki wciąż na nas spoglądały, to z boku, to zza pleców. Niedzielne, leniwe przedpołudnie. Mało samochodów na drodze, ale za to słońce pracowało na pełnych obrotach. Każdy nasz krok wzbijał w powietrze wszędobylski kurz. Wybitnie to nie był nasz dzień, samochody nie chciały się zatrzymywać, a woda gotowała się w butelkach. I w chwili, gdy dopadała nas, po raz kolejny, fala rozpaczy, zatrzymał się starszy pan. Uwielbiam ten stan, to przejście ku totalnemu zaskoczeniu i radości. Jedziemy i to z klimatyzacją! Mało tego, dostaliśmy kilka kiści winogron na drogę. Grek, no bo przecież nie Turek, nie mówił za wiele, w zasadzie to nic. Ograniczał się do jazdy z ogromną prędkością i żegnaniu się przy każdej mijanej kapliczce lub cerkwi. Ten człowiek jest tym, którego nie zapomnimy i to nie tylko przez te winogrona. Żegnając się z nami w centrum miasta wskazał na bagażnik i zaczął z niego wyjmować i wkładać mi do rąk więcej winogron, pomidory i ogórki. Jego uśmiech na nasze zaskoczenie był bezcenny. Cóż, do tej pory nie jadłam lepszych pomidorów. A te winogrona… Bajka w upalny dzień!

Grecja kojarzy się raczej z pięknymi plażami, urokliwymi miasteczkami i opalonymi ludźmi. Mi kojarzy się z pustymi ulicami dużego miasta. Przespacerowaliśmy się przez niemal całą Larisę nie spotykając prawie nikogo. Miałam wrażenie poruszania się po alternatywnej rzeczywistości, jakbym nagle znalazła się w post-apokaliptycznym świecie. No tak, sjesta i te sprawy, ale nigdy nie miałam pojęcia, że to aż tak działa. Pozasłaniane okiennice, pozamykane sklepy i tylko jakaś para miejscowych pijaczków kłóciła się w cieniu. Czuliśmy się niemalże jak odkrywcy hermetycznego świata. Ekscytacja mieszania się z niepewnością, a po piętach deptało nam przekonanie, że ktoś nas obserwuje. Tylko my i pozornie puste miasto.

P1070251P1070253P1070254P1070261P1070263P1070298W innym miejscu, innym czasie, znaleźliśmy się na malutkim dworcu autobusowym. Prowizoryczna kasa, ławki z dykty i szkolne krzesełka, a pomiędzy nimi mini stragany. Kasjer zajęty własnymi sprawami, tłumek ludzi i my. Staliśmy się atrakcją turystyczną dla miejscowych. Każdy chciał nam pomóc, porozmawiać. Nawet jakaś babcia z dziadkiem sprzeczali się o to, dokąd chcemy jechać. Turysta w zupełnie nieturystycznym miejscu . O tak, w Grecji są takie miejsca. Niezwykłe jest ich odkrywanie, dotknięcie chociaż przez chwilę takiej niedotkniętej przestrzeni. Tak, przez chwilę można się poczuć jak odkrywca.

W podróży, poza odkrywaniem miejsc, zdobywamy także wiedzę praktyczną. W tym przypadku okazało się, że we wschodniej części tego kraju nie ma czegoś takiego jak nocne pociągi. Dowiedzieliśmy się o tym dopiero będąc wieczorem w Tesalonikach. Cóż, nie była to miła wiedza. W dodatku nikt na dworcu kolejowym nie chciał nam udzielić informacji. Zagubieni i zdezorientowani, zostaliśmy poratowani przez „Pana Bałwanka”.  Człowiek o bałwankowatej fizjonomii, pracownik ochrony dworca, okazał się jedyną kompetentną tam osobą. Dość, że mówił po angielsku i był niesamowicie miły, wytłumaczył nam wszystko, co wiedzieć chcieliśmy. Cóż, i tak spędziliśmy noc w przydworcowej kawiarence obserwując życie nocnej zmiany. Podjęliśmy jedną próbę dotarcia do dworca autobusowego. Jednak spacer nocą po ledwo oświetlonych ulicach zniechęcił nas wystarczająco. Najbardziej dziwną personą tej nocy był pewien tajemniczy staruszek. Pojawiał się co jakiś czas, zawsze szedł w tym samym kierunku, przystawał w naszej kawiarni, patrzył się, po czym szedł dalej. Jakby go ktoś wyciął z jakiegoś horroru. Emerytowany stróż nocny? Samotny staruszek cierpiący na bezsenność, a może seryjny morderca szukający ofiary?

Przygoda w Grecji zaprowadziła nas też do sympatycznego miasteczka nad morzem – Alexandropolis. Kemping przy samej plaży tylko zachęcał by na nim zostać. Czasem trzeba się gdzieś zatrzymać na chwilę, więc tu ładowaliśmy akumulatory i oddawaliśmy się słodkiemu lenistwu plażowania. Po co się spieszyć, jeśli ma się tyle słońca i plaże obok? Do tego najlepsze lody w naszym życiu i oto powstaje obraz przeszczęśliwych ludzi.

Po całej tej drodze, długich marszach po pustych ulicach, mam tylko jedno pytanie. Dlaczego tam wszędzie rosną słoneczniki, a nie soczyste arbuzy?

P1070302P1070305P1070308P1070309P1070312P1070318

Advertisements

6 uwag do wpisu “Grecka przygoda

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s