Druga strona Rio de Janerio


Każdy z nas ma jakieś wyobrażenia na temat bajecznego Rio de Janerio. Piękne plaże, Copacabana, Pao de Asucar czy Corcovado. Są też fawele, ale o nich nie mówi się w folderach biur turystycznych, nie dla nich się tu przyjeżdża. I my nie po to tu przybyliśmy, a jednak dane nam było zacząć naszą przygodę właśnie od faweli.

P1120463

Nocowaliśmy tydzień u bram jednej z nich, dłużej niż planowaliśmy, u przesympatycznego nauczyciela chemii z faweli Mare – Henrique. Wraz z nim przez kolejne dni odkrywaliśmy jak żyje fawela, często obserwując ją z balkonu. Od razu muszę zaznaczyć, że w tym wpisie wielu zdjęć nie będzie i to z bardzo prostej przyczyny – naszego bezpieczeństwa. Henrique kilka razy ostrzegał nas przed wyciąganiem aparatu nawet w pobliżu jego domu, ludzie tam nie lubią być traktowani jak zwierzątka w zoo, a do tego nierzadko mają powiązania z lokalną mafią lub broń. Mam nadzieję, że opisy chociaż trochę przybliżą Wam to jak wygląda to miejsce.

Pewnie większość z Was oglądała film „Miasto Boga”. To na jego podstawie wyrabiamy sobie wszelkie wyobrażenie o brazylijskich fawelach. To, co tam przestawiono jest już lekko przedawnione w stosunku do współczesności. Rozwinęły się, rozrosły. Henrique uznał, że około 80% pokazanych tam rzeczy jest prawdą. I tak, najgroźniejsze są dzieciaki, które próbują zaimponować wszystkim wokół. To po nich nie wiadomo czego się spodziewać.

Fawela jest jak mikroorganizm rozwijający się w miejskim organizmie, po trochę niezależnie od niego. To miasto w mieście, z którego nie trzeba wychodzić. Na miejscu dostanie się wszystko. Nie są to małe obszary, fawele wręcz przenikają się z lepszymi dzielnicami, tworząc kompleksy. Targ niby wygląda znajomo, europejsko. Niby. Szeregi kolorowych, mniejszych i większych stoisk, poupychanych na jednej ulicy. W tej ciasnocie, po obu stronach wyrastają budynki charakterystyczne właśnie dla tego miejsca. Wąskie i wysokie, nieotynkowane, często z krzywymi ścianami, niekiedy bez okien. Tylko ile tu kolorów! Budynki stawiane z cegły, pustaków, kolorowo otynkowane lub pokryte różnymi płytkami łazienkowymi. Do tego targ, na którym obok owoców i warzyw leżały ryby i mięso, a obok nich ubrania czy elektronika. Wszystko się przenikało i mieszało. Znalazł się nawet człowiek sprzedający sprzęt muzyczny, w tym gitary, na których Henrique zawiesił na dłużej oko.

Jeden z domów, niczym specjalnym się nie wyróżnia. Szary, bez wyrazu i z paletą kabli. Tylko jedna rzecz przykuwa wzrok – starsza babuleńka w małym okienku. Na jednej z szyb przyklejony jest chyba jakiś święty obrazek. Babuleńka ze spokojem na twarzy jadła soczyście żółty owoc, zapewne mango. I tak zastygła ta staruszka ponad gwarem i ruchem fawelowej targowej ulicy.

P1120031 — kopia 20151114_165825 20151114_164958 20151114_163953 20151114_163754

Podążając za Henrique jego ścieżkami zauważaliśmy więcej niż on, dla nas wiele było niewyobrażalną nowością. Z szerszych uliczek wchodziliśmy w wąskie i takie zaułki, do których sami nigdy w życiu byśmy się nie zapuścili. Szkoła, w której pracuje nasz przyjaciel nie wyróżnia się niczym szczególnym, no poza jednym wyjątkiem. Przy bramie stoi kilku mężczyzn z karabinami. To nie ochrona czy policja, tej ostatniej tutaj nie uraczycie. Bandyci pilnujący granicy swojego rejonu. Warto tu wspomnieć, że w faweli jest z reguły bardzo dużo pieniędzy. Mają je jednak nieliczni bossowie. Fawela to ośrodek rozprowadzający narkotyki wszelkiej maści po Rio, w niej samej zostaje głównie trawka, a reszta rozpływa się na Copacabanie czy Ipanemie.

Panów i chłopców z karabinami jest wszędzie pełno, wystarczyło odejść jedną przecznicę od granicy faweli. Najczęściej stoi taki jeden lub dwóch na rogu ulicy z karabinami niekiedy większymi od nich samych. Lokalni „strażnicy pokoju” wyposażeni są też w krótkofalówki, jak przystało na dobrą armię, łączność musi być. Do tego mały plac zabaw pośrodku ciasnych uliczek i kilkupiętrowych budynków. Radośnie biegające i bawiące się dzieci, a obok nich, pod murkiem stoi trzech rosłych panów z bronią. Ot, radosne i bezstresowe dzieciństwo. Henrique powiedział nam, że ten plac został ufundowany przez lokalnego mafioza. Bandziory chcą żyć w dobrych stosunkach z lokalnymi mieszkańcami. Podobnie jest z rozwijaniem wszelkich małych biznesów, których jest tu od groma – gastronomie, sklepy z ubraniami, czy szewc. Żadne z nich nie musi nic płacić nikomu. Ani miastu ani mafiosom. Pytanie dlaczego nikt nie ściąga tutaj haraczu z małych biznesów? Powód jest aż nazbyt oczywisty, mieszkańcy wiedzą, gdzie trzymana jest broń. W przypadku jakiegoś nieporozumienia, niezadowolony człowiek wsiada w autobus, jedzie do innej dzielnicy i dzwoni z budki na policje ze szczegółowymi informacjami. Zatargi z mieszkańcami fawel nie są im na rękę. I obie strony są zadowolone żyjąc we względnej symbiozie.

Odwiedzaliśmy przez tydzień jedną z małych gastronomi, uroczo położoną w samym środku faweli. Self service jak tu wszyscy mówią. Pozytywnie zaskoczeni jakością jedzenia i jego ilością, za każdym razem byliśmy witani jak goście honorowi. Specjalnie dla nas robiono sok z pomarańczy (w cenie obiadu), to dostaliśmy sałatkę owocową czy cztery rodzaje smakowych cachaca (w tym jedną z açaí, które pochodzi z Amazonii). Generalnie ludzie mieszkający w faweli, to normalni i życzliwi ludzie, którzy z chęcią pomogą jeśli tego potrzebujesz.

20151114_144952

Wspomniałam, że jest to armia, a to oznacza pewne prawa, których w faweli się pilnuje. Na Mare nie wolno kraść, bo to jak okradanie sąsiada. Jeśli ktoś już chce, może iść okradać banki. Usłyszeliśmy historię kilku chłopców, którzy napadli na autobus i go obrabowali. Ktoś ich rozpoznał, przekazał informację dalej. Dzieciaki i tak miały szczęście, nie skończyły w oceanie z kulką w głowie. Zamiast tego zostali obdarci z ubrań, postawieni pod ścianą i publicznie biczowani. Podobno trwało to tak długo, że ludzie już prosili o litość dla karanych. Stali się przykładem i przypomnieniem panujących tutaj zasad.

Fawela, to słowo dużo z sobą niesie. Ja widzę obrazy. Całe wzgórza pokryte malutkimi, wysokimi na maksymalnie dwa pietra domkami. Tak po horyzont. To wszystko wygląda jak zbudowane z kloców przez małe dziecko. Malutkie, wąskie uliczki, w których ledwo przechodzi jedna osoba. Ludzie tłoczą się tam jak mrówki w ogromnym mrowisku, dzieci biegają bez opieki, a obcy od razu się tam zgubi. Partyzanckie doprowadzanie wody do domów z wielkich baniaków stawianych na dachach, a ścieki? Lecą tam, gdzie najłatwiej – za dom, w dół skały, nie ma znaczenia. Podobnie jest ze śmieciami, którymi uliczki są upstrzone.

Bar obok domu Henrique, pan przygotowuje dla nas kolacje, dwa wyśmienite hamburgery. Podchodzi na oko 40-letni mężczyzna i prosi o picie. Standardowo dostaje plastikowy, jednorazowy kubeczek z guaraną. Chyba nie był z tego zadowolony, bo zaczął grzebać w barowym śmietniku. Z zadowoleniem wyjął z niego biały, większy kubeczek po sklepowym soku z guarany i przelał tam zawartość swojego. Siadł obok anorektycznie chudej kobiety, która chwilę później wygrażała kierowcy autobusu i wskoczyła bez płacenia przez tylne drzwi. To był obraz pokazujący, co narkotyki potrafią zrobić z człowiekiem.

P1110872 20151114_165019 20151114_164034 20151114_163758

Fawela to też dźwięki, bo ona nigdy nie śpi. W każdym domu z radia albo komórki słychać głośną muzykę, przez cały dzień i noc. Organizowane są imprezy i koncerty, słychać odbijanie bil bilardowych, stuningowane samochody i nieustannie klakson motorów i skuterów. Do tego petardy, które dla nieprzyzwyczajonych uszu brzmią prawie jak wystrzały.

W ogólnym zgiełku pojawia się chłopiec. Brudny, tylko w spodenkach, z błyskiem w oczach podchodzi do nas i każdego zaczepia. Stuka małym paluszkiem w ramie aż na niego nie spojrzysz. Chce pieniędzy, bo czego innego? Odchodzi z pustymi rękami kilka metrów dalej i dla zabawy albo ze złością kopie i rzuca jakiś plastik przypominający uliczną lampę. Nie mija kilka minut, pojawia się jeszcze mniejsza dziewczynka. Może miała cztery lata? Schemat się powtarza z jedną różnicą. Kiedy nic nie dostaje, wyciąga nie wiedzieć skąd szminkę i podchodzi do lusterka radiowozu. I w mojej głowie zastyga obraz małej dziewczynki, która maluje usta z wyzywającą postawą.

O każdej porze dnia i nocy na granicy fawel stoją dziesiątki radiowozów rozstawione w jakichś odległościach. Pilnują porządku na granicy, uzbrojeni w karabiny. Ich działania ograniczają się do zatrzymywania pojedynczych osób i przeszukiwaniu ich. Podobno najczęściej chcą pieniędzy. Do środka faweli policja wchodzi tylko silną grupą, przygotowaną do walki i strzelania. W takich momentach całe życie zamiera, chowa się po kątach i zostawia sprawę policji i mafii. Wszyscy do siebie strzelają, bandyci powoli się wycofują, czasem ktoś ginie. Czasem ktoś przypadkowy. Na samym początku Henrique ostrzegał nas, że gdyby coś takiego się działo, mamy schować się w pokoju i nigdzie nie chodzić, to tylko ich sprawa, do domów ani jedni ani drudzy nie wchodzą.

P1120206 P1120204

Fawela to miasto w mieście. Żyje swoim życiem, ograniczana tylko przez własne prawa. Nie jest łatwo ją opuścić mieszkańcom, tak jak nie jest łatwo w niej żyć. Chłopcy z bronią, sprzedawcy wszystkiego wszędzie, dzieci pozostawione sobie i wszechobecny smród i śmieci.

Aśka

Advertisements

4 uwagi do wpisu “Druga strona Rio de Janerio

  1. Hej, ja jeździłam tą kolejką, nad fawelą Bonsucesso, bo tam pracowałam. Byłam też w Jacarezinho, na dzień dziecka zawieźliśmy zabawki, to też nie jest miejsce la gringo, ale wtedy byliśmy z lokalsami i wieźliśmy te zabawki, więc było ok.

    Lubię to

  2. Rany boskie… Zanim dojedziecie, doczołgacie się albo dofruniecie do Panamy, to ja umrę na zawał! Albowiem przypominam: od 1997 roku jestem szczęśliwym posiadaczem stanu pozawałowego! Żartowałem oczywiście… Że umrę nie tak szybko… Oj nie! Cieszę się, żeście zdrowi i sądząc po zdjęciu, humor Was nie opuszcza… Rano rzecz jasna przekazałem dobre wiadomości Pani Reginie z przyjemnością wielką… Reszta domowników jeszcze spała, co jest – jak powiedziała Pani Regina – stanem tradycyjnym. Pozdrawiam, trzymajcie się zdrowo. PS. Hamburgery? Napiszcie coś o kuchni brazylijskiej, jak będzie okazja…

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s