To co w Rio znane

Któregoś parnego wieczoru, siedząc przy plaży w jednym z ulubionych lokali naszego gospodarza i słuchając koncertu muzyki katolickiej, który przypadkiem był na plaży obok, poznaliśmy Eduardo. Ów mężczyzna koło pięćdziesiątki co wieczór w eleganckiej koszuli jeździ po różnych barach Rio. Niczego nie zamawia, a już zwłaszcza alkoholu, wszak prowadzi. Dosiada się do stolików licznych znajomych i spędza wieczór na rozmowach i puszczaniu ludziom filmików z Benny Hillem na smartfonie. Eduardo nie mówi w żadnym języku poza portugalskim, ale dzięki Henrique i własnemu talentowi do kojarzenia słów dało się z nim pogadać. Eduardo bardzo lubi Wałęsę i na tym się kończy jego wiedza o Polsce. Znając Henrique od dawna, wiedząc że jego głównym tematem są fawele, Eduardo podzielił się z nami swoją opinią o Rio. „To wspaniałe miejsce, tylko pamiętajcie, Rio to nie tylko fawele.” I miał rację.

P1120785

Chyba zdecydowana większość osób na świecie kojarzy Rio przede wszystkim ze stworzoną w stylu art deco figurą Chrystusa Odkupiciela. My nie widzieliśmy go przez pierwsze dwa dni, choć wyłącznie przez własne przeoczenie, bo jak się potem okazało, widać go nawet z domu Henrique, oddalonego o dobre kilkanaście kilometrów. Charakterystyczną górę, na której Jezus stoi, miejscowi nazwali Garb, bo faktycznie go przypomina. Po portugalsku brzmi to nieco lepiej – Corcovado. I tym terminem wszyscy się tu potocznie posługują. W Rio nie idzie się „na Jezusa”, idzie się na Corcovado. Poszliśmy więc i my. Corcovado nie jest może wysokim szczytem, ma raptem ponad 700 metrów, ale leży przy samym morzu więc robi wrażenie. Można się na niego wspiąć, prowadzi nań zwykła asfaltowa droga otoczona tropikalnym lasem. Miejscowi odradzają iść bez jakiejś grupy, „bo wprawdzie napadu tam nie było od kilku lat, ale…”. Można podjechać busem. Pełno ich w turystycznych częściach miasta. A można zrobić tak jak my, czyli pojechać kolejką wąskotorową. Trasa piękna, dżungla wręcz wdziera się do wagonika. Za nią wdzierają się sprzedawcy wody, poukrywani w dżungli z przenośnymi lodówkami w miejscach gdzie ciuchcia staje na moment. Panująca wokół sauna, sprawia że utarg mają niezły. Na szczycie trzeba jeszcze minąć ze trzy knajpki, jakieś sklepiki z pamiątkami (wszystko w Jezusa) i wreszcie jest. Szczyt. A na nim kilkudziesięciu metrowa rzeźba Chrystusa z szeroko rozpostartymi rękami i wzrokiem wpatrzonym w Rio i ocean za nim. Miejsce jest nieziemskie. Nie przeszkadzają nawet ludzie, których jest tu pełno i prawie każdy pozuje do zdjęcia w tej samej pozycji co Jezus (nawet dwie muzułmanki w burkach sobie tej przyjemności nie odmówiły). Żaden tłum nie jest w stanie zepsuć uczucia niezwykłości stania w tym miejscu. Odczucia wiatru wiejącego w twarz, widoku skamieniałego w geście zapraszającym Jezusa, co chwila okrywanego chmurami. I widoku leżącego u naszych stóp gigantycznego Rio de Janeiro omywanego przez bezmiar Atlantyku. Jezus był dla nas litościwy, chmury które całkowicie go skryły przed wzrokiem kiedy byliśmy jeszcze na dole, potem popłynęły wyżej. Widoki były przymglone, ale nic to. W tym miejscu faktycznie jest magia.

Trzeba jeszcze dodać, że Jezus jest w Rio dosłownie wszędzie. Jeśli nawet jakiś dom, chmura czy góra zasłania jego samego, to wszędzie są przedmioty z jego podobizną. Od magnesów na lodówkę, przez breloczki, kubeczki, figurki, obrazy, graffiti po ubrania, ciastka i tatuaże. Stoiska wyłącznie z przedmiotami w kształcie figury są w każdej bodaj części miasta, nawet na targu na faweli.

P1120219

P1120236

P1120267 P1120291 P1120302

P1120312 P1120343 P1120352 P1120370

Punktem numer dwa na mapie Rio jest Głowa Cukru – Pão de Açúcar. Wysoki na prawie 400 metrów granitowy monolit wystaje wprost z wody u styku oceanu z zatoką Guanabara. Górka jest bardzo charakterystyczna i podobnie jak Jezusa widać ją z wielu miejsc w Rio, dość wyraźnie dominuje nad okolicą. Wyjeżdża się na nią kolejką linową, z przystankiem na niższym wzniesieniu obok. Fajne uczucie, wznosić się szybko w powietrze tuż nad niebiańską plażą, w stronę szybko zbliżającego się szczytu. Oczywiście, nigdy nie może być idealnie więc wagonik kolejki radośnie ukrył nas przed światem, szybko wjeżdżając w gęstą jak mleko chmurę. Jest coś nieziemskiego w staniu na czubku wielkiej skały i patrzenie jak liny kolejki znikają w obłoku poniżej. Trochę jak patrzenie na portal do innego świata. Mieliśmy trochę szczęścia, bo chmura była „dziurawa” i od czasu do czasu odsłaniały się nam widoki Rio. I znów, to miasto wygląda kapitalnie z góry. Wszystkie jego plaże, wieżowce, przystanie, nawet fawele, z kilkuset metrów wyglądają nieziemsko. Na „cukierku” można spędzić ładną chwile, siedząc na ławeczce i gapiąc się na okolice. Jak ktoś ma nadmiar gotówki jest tu nawet knajpka. Można się też podpisać na ścianie, co oczywiście zrobiliśmy bazgrząc nasze literki obok tysięcy innych imion. Wsiadając do wagonika powrotnego akurat zniknął nam kawałek chmury odsłaniając widok w stronę Copacabany, nie myśląc wyskoczyliśmy z niego zanim ruszył wprowadzając obsługę w konsternacje. Mili ludzie, pozwolili nam później wsiąść znowu chociaż nasze bilety już nie działały.

P1120548 P1120559 P1120597 P1120617 P1120629 P1120694 P1120714 P1120720 P1120758 P1120788

Tuż obok dolnej stacji kolejki na „cukierek” jest niewielka plaża. Wygląda niebiańsko z pokładu wagonika. Bardzo różni się od innych plaż Rio, jest na niej mało ludzi, głównie miejscowi, jakieś rodziny z dziećmi, zakochani. Chłopaki akurat grały w siatkonogę, jakiś gimnastyk chodził na linie między palmami, a pani po sześćdziesiątce iskała radośnie swojego lubego na ławeczce. Ot, sielanka. W tym właśnie miejscu stoi sobie nasz rodak. Przed laty uwieczniono w kamieniu Chopina i ustawiono w tym miejscu, aby patrzył w kierunku morza swoim nostalgicznym spojrzeniem. I tak stoi, patrzy i duma. Czerwona Plaża, gdzie akcja ma miejsce, byłaby najlepszą w Rio, gdyby nie jedna rzecz. Woda jest piekielnie brudna. Pełno w niej śmieci wszelkiego możliwego pochodzenia. Zapytaliśmy Henrique o ten fenomen, skąd w Rio i wodach okolicznych tyle śmieci. Prosta sprawa, mówił, na fawelach nikt nikomu nie mówi, żeby nie wyrzucać śmieci gdzie popadnie. Więc ludzie śmiecą, bardzo śmiecą. A potem masa odpadów ląduje w wodzie. Od strony oceanu nie jest jeszcze to widoczne, bo otwarty akwen roznosi śmieci po świecie. Ale w zatokach, fale gromadzą wszystko przy brzegu. Jeśli ktoś chce popływać, to naprawdę są czystsze wody w Brazylii. Szkoda tylko tej Czerwonej Plaży.

P1120799 P1120804 P1120810 P1120814

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “To co w Rio znane

  1. Biorąc po uwagę, że w tym roku (a rok się kończy…) najdalej od Limanowej byłem na bieszczadzkim Bukowym Berdzie… To się przy Was trochę czuję jak chłop dziewiętnastowieczny, któremu świat zaczynał się na widnokręgu i na nim kończył…
    I tu jak się okazuje, palnąłem głupotę albowiem na stronie naszego Konsulatu w Kurytybie, w artykule „Polonia w Brazylii”, napisane wyraźnie jest, że dziewiętnastowieczny chłop ( z Galicji też oraz Lubelszczyzny) wybywał poza widnokrąg i do Brazylii przybywał…
    W tej sytuacji – w ramach poprawności wszelkiej – przepraszam każdego potomka chłopa dziewiętnastowiecznego (a z Galicji szczególnie oraz Lubelszczyzny) za sugestię, jakoby jego prapradziadek był strachliwy i poza widnokrąg się nie wychylał.
    Rio… Byłem do tej pory przekonany, że Garb i Głowa Cukru, to to samo. I że to pod Jezusa jeździ się kolejką linową…
    Myślę, że Eduardo ma rację mówiąc, że Rio to miejsce wspaniałe. Opieram się rzecz jasna na zdjęciach czy filmach… Niedawno pooglądałem trochę obrazków z innego kawałka Ziemi… Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar i okolice. Tam jest sztuczność, sterylność i obraz pychy wyrysowanej cyrklem i linijką… Czyli mimo bajecznych pieniędzy – ubogość jakaś straszliwa. Ubogość myślowa nowobogackich – ma być duże, większe, największe! Okropność.
    Natomiast Rio… To jest żywioł ludzki pomieszany z żywiołem natury… Oszalały może nawet i praktycznie nie do opanowania. Życie bujne, upstrzone, nieokiełznane i śpiewne, tak? Bo Rio kipi, jest roztańczone, radosne i ruchliwe jak mrowisko, tak? No to jak się może mieć do Rio arabski cyrkiel czy komputer? Nijak… Tak myślę…
    Pozdrawiam. Miejcie się zdrowo. Pozdrowienia także od mojej przyjaciółki Anki.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s