Jeden dzień z miasta marzeń

Rio de Janeiro to ogromne miasto. Za żadne skarby nie uda się zwiedzić i zobaczyć wszystkiego w ciągu kilku dni. Nie jestem pewna czy da się to zrobić podczas dłuższego w nim mieszkania. Można o nim opowiadać bez końca, a i tak nie uda się przekazać w pełni obrazu tego miasta. Jak przekazać w słowach zapach poszczególnych ulic? W jaki sposób przekazać atmosferę jednego miejsca? Jedno jest pewne, żeby mieć pełny obraz Rio, należy pamiętać, że to nie tylko fawele, ale też turystyczne i piękne miejsca. Rio de Janerio to to wszystko razem, wymieszane i pogmatwane.P1130145

Kto z nas nie widział bajecznych zdjęć z plaży Copacabana, gdzie w tle widać było „Cukierek”? Każdy z nas chce dotknąć stopami tego piasku i zamoczyć stopy właśnie w tym oceanie. Wyobraź sobie, że w jednej chwili znajdujesz się w jednym z najsłynniejszych miejsc na świecie. Badawczo rozglądasz się wokół, wysokie budynki rzucają długie cienie, a słońce wisi wysoko ponad głową. Mijasz wszystkie hotele, przebiegasz ulice tak jak robią to miejscowi i zamierasz. Przed sobą widzisz plaże i to właśnie jest Ta plaża. A o nią rozbijają się oceaniczne fale. Jakieś małe wysepki urozmaicają swoją mocną zielenią błękit wody. W jednej chwili, z niedowierzaniem kręcisz się w kółko, a biały piasek radośnie skrzypi pod stopami.

Dopiero po chwili dostrzegasz ludzi, jest ich stosunkowo niewielu. Plaża powoli się nimi zapełnia, coraz więcej osób próbuje swoich sił w wodzie, a na piasku powstają mini imprezowe obozy. Tam gdzie są ludzie, są i handlarze. Drinki roznoszone od małych budek do każdego kto chce, takie z palemką też dostrzegasz. Z miłego rozmarzenia wyrywa Cię powtarzający się okrzyk, którego nie rozumiesz. Po minucie wszystko staje się jasne, w Twoją stronę zmierza człowiek sprzedający okulary, za nim dostrzegasz innego z ręcznikami. Pełnia sezonu czy nie, chłopaki i dziewczyny z nieodległych fawel garną się do takiej pracy.

Siedząc na suchym piasku i wdychając brazylijskie powietrze można zapomnieć o świecie. Ludzie wokół śmieją się, opalają. Czas i przestrzeń na chwilę znikają. Wszystko to, co Cię otacza wydaje się nierzeczywiste jak pocztówka czy plakat na ścianie. A Ty jednak czujesz ciepło tego słońca i delikatny wiaterek, słyszysz wokół portugalski mieszający się z szumem fal. To właśnie jest Copacabana.

W niewielkiej odległości od tej wymarzonej i idealizowanej przez świat plaży, jest kolejna. Docierasz tam spacerem i mijając formacje skalna, z której widać całą Ipaneme. Wygląda tak samo pięknie jak Copacabana. Kończy się porośnięta dżunglą górą. I tak, przed sobą masz dwie najbardziej znane plaże na świecie.P1130076 P1130075 P1130019 P1130071 P1130055 P1130024 P1130084 P1130105 P1130108 P1130110 P1130113

Tutaj, niedaleko, ukryty pomiędzy uliczkami jest pewien pub. Trafiasz na niego zupełnym przypadkiem, kiedy to spacerujesz już wieczorem. Przechodząc tą samą uliczką za dnia, nie dostrzegałeś w tym miejscu nic szczególnego. To właśnie nocą pojawia się Bip Bip.

Lokal wielkości przeciętnego pokoju, który jest otwarty na oścież. Właściciel dumnie i z poczuciem władzy zajmuje miejsce przed wejściem, przy jedynym stoliczku poza barem. To tutaj rozgrywa się najważniejszy teatr tej nocy – kameralny koncert. Z wrażenia zajmujesz miejsce stojące takie, by widzieć wszystko. Rozbrzmiewa muzyka, jej dźwięki dotykają skóry, dostają się pod nią. Powietrze drży. Ludzi przybywa, zaczynają się szepty i rozmowy. Do momentu, gdy stanowczy właściciel nie podniesie głowy znad swojego zeszytu i nie wyda z siebie mocnego „ciiiiii”.P1130127

Bip Bip to niesamowite miejsce, które istnieje bez przerwy prawie 50 lat. Nie zmienił się właściciel ani miejsce, tylko czas gna do przodu. Muzycy, którzy się tu spotykają to zawodowcy i amatorzy, którzy siadają przy jednym stole i tworzą muzykę. Tworzą to miejsce. Przychodzą tu ludzie w każdym wieku i wszyscy dają się porwać atmosferze tego miejsca. Kupując cokolwiek do picia, wodę, piwo czy kaszase, należy samemu się obsłużyć i podejść do niesamowitego właściciela pokazując zakup i swoje imię. Spokojnie, płaci się później, a reszta (o ile się należy) wyjmowana jest z systemu pięciu drewnianych miseczek. Bip Bip otwarty jest codziennie w godzinach wieczornych. Każdy dzień to inny rodzaj granej muzyki, od której ciężko się oderwać.P1130253 P1130288 P1130249 P1130222 P1130221 P1130295 P1130166

W Bip Bipie można spotkać ludzi najróżniejszych pokrojów. Od zbłąkanych turystów, przez lokalną młodzież, po staruszków. W tym całym zbiorowisku dostrzegasz kilka perełek. Pojawia się znany Ci Henrique, nauczyciel z faweli. Wypatrujesz niewidomego starszego pana, którego przeprowadziła żona, a jak on śpiewa! Dostrzegasz dziadka, który sprawia wrażenie starego playboya. Niesamowity uśmiech, błysk w oczach i ten samochód, czerwony, sportowy, po prostu wow. A to tylko ułamek z osobowości przebywających w tym miejscu.

Zdarza się, że właściciel wstaje ze swojego ulubionego miejsca i ochrypłym głosem prosi o uwagę. Ten niewysoki człowiek kryje w sobie wielkie emocje i czasem dzieli się nimi z innymi. O czym mówi? O lokalnych problemach, organizacji olimpiady przez miasto, o katastrofie ekologicznej w Brazylii. Sięga nawet do tematów odległych jak sytuacja na świecie, zamach w Paryżu. To wszystko potwierdza, że bez względu na to, w jakim rejonie świata się znajdujesz, czujesz, że kogoś obchodzi coś więcej niż tylko jego podwórko.P1130206 P1130201 P1130200 P1130172 P1130190 P1130228 P1130271 P1130235 P1130157

Koncert powoli się kończy, muzycy jeden po drugim odkładają instrumenty i żegnają się ze znajomymi. Niedługo wybije północ. Północ w mieście marzeń, które nigdy nie śpi.

Aśka

 

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Jeden dzień z miasta marzeń

  1. Ależ żeście mi zrobili frajdę tą Ipanemą… No, bo tak! Przypomnieliście mi taki kawałek, co jest muzyczną perełką i jakże bardzo brazylijską: „The Girl from Ipanema”… Taka perełka, co mi ciarkami po grzbiecie przebiega, zwłaszcza, gdy śpiewa Astrud Gilberto a saksofoni jej Stan Getz… Polecam, bo w tej z pozoru chuderlawej i cienkiej muzyce, jest MUZYKA! Są oczywiście covery… Sinatra mi przychodzi na myśl, choć nie wiem czemu, bo go nigdy nie lubiłem… Widocznie w tej muzycznej wspaniałości, nawet Sinatra jest znośny.
    A co do przeżyć w pubie Bip Bip… Zazdroszczę, zazdroszczę…
    Pozdrawiam!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s