Metrem po Mieście Boga

Z morza fawel w północnym Rio de Janeiro do wielkich plaż na południu miasta jechaliśmy blisko 20 stacji metra. Metro spina ten wielki, różnorodny organizm w jedną całość. I choć jest zaledwie dwie linie, to wystarcza aby doświadczyć wrażenia podróży między światami. Wychodząc po raz pierwszy z jakiejś stacji na powierzchnie nie do końca wiedzieliśmy czego się spodziewać, szklanych domów czy kolejnej dzielnicy biedy.

P1130351

Stacja Vicente de Carvalho. W tej części miasta metro jest kolejką naziemną, więc dojeżdżając tutaj ma się już pewien obraz okolicy. Miejsce nietypowe, wychodząc ze stacji jest się na szczycie mini wieży, górującej nad sporym skrzyżowaniem. Z góry dobrze przyjrzeć się okolicy. Pierwsza w oczy rzuca się wielopasmowa droga tuż pod naszymi stopami, na której zwykle akurat stoi na kilku przystankach dziesiątki miejskich autobusów. Obok wielki hipermarket, jedyny jaki widzieliśmy w Rio i mała stacja benzynowa. Dookoła dróg ciągi budynków, obdrapanych jasnych kamienic. To jeszcze nie fawela, ale bogato też nie jest. Wszędzie małe biznesy i sterty śmieci. Na dalszym planie małe górki porośnięte mini domkami z byle czego. To już fawele. Otaczają okolice niemal ze wszystkich stron. W dół schodzi się zygzakującą i rozgałęzioną kładką okupowaną przez handlarzy wszystkim. I wszędzie setki, tysiące ludzi. Miejsce jest ważnym węzłem komunikacyjnym, tu metro przecina się z linią szybkich autobusów. Rzecz ciekawa. Władze uznały, że sposobem na usprawnienie komunikacji będzie budowa ekspresowej linii autobusowej jadącej dookoła miasta i łączącej międzynarodowe lotnisko z okolicą budowanej właśnie wioski olimpijskiej. Pobudowano dziesiątki wiaduktów, zamkniętych, przeszklonych przystanków działających jak stacje metra i wydzielono specjalne pasy dla niej, zwykle odgrodzone od reszty drogi betonowymi klocami. Wygląda nowocześnie, takie „metro na kołach”, pędzące wśród slamsów. Przyjeżdżający na olimpiadę będą mieli okazje choć z okien zobaczyć „bogactwo” Brazylii. Vicente de Carvalho to jedyne miejsce, gdzie metro właściwe przecina to autobusowe. Jest tylko jeden szkopuł, nie da się przesiąść na tym samym bilecie, na obie linie są osobne. Była to pierwsza i zarazem ostatnia stacja naszych codziennych wędrówek po Mieście Boga.

P1110874 P1110881

Stacja Cidade Nova. Kolejna naziemna. Wygląda nowocześniej niż inne, może to wpływ sąsiedztwa siedzib lokalnych władz. To ciągle północne Rio więc obok górka z fawelą. Górka kończy się niemal pionową stumetrową granitową ścianą, na krawędzi której zwisają domki z byle czego. Stąd można pójść na główny dworzec autobusowy, co było powodem naszej obecności. Na mapie jest blisko, w rzeczywistości trochę dalej. Kluczy się między starymi kolonialnymi kamienicami, wielopasmową drogą, śmierdzącym kanałem i starymi magazynami. Mija wiadukty, pod którymi śmierdzi jeszcze gorzej niż z kanału. Za to jedzenie i soki w przydrożnych budkach tańsze niż gdzie indziej a równie dobre. Razem z nami jedli robotnicy drogowi i inni miejscowi, mocno zdziwieni widokiem turystów w tym miejscu. W końcu dworzec, niepozorny jak na główny w mieście, schowany nad samym morzem i zasłonięty magazynami. Te zasłaniają też morze, o jego obecności świadczy tylko widok wystających ponad dachy portowych dźwigów. Wielka szeroka droga w budowie biegnie w stronę centrum. W budowie jest też tramwaj, chyba pierwszy w mieście. Dziwnie się czuliśmy idąc po pustej pięciopasmowej jezdni. Może kiedyś łatwiej będzie się tu dostać. Do części magazynów można zajrzeć. Zastanawialiście się kiedyś, co się dzieje z tymi wielkimi pstrokatymi platformami, na których w czasie karnawału tancerki tańczą sambę? Leżą sobie zapomniane i niszczeją w rozpadających się magazynach. Kawałek dalej jest Miasteczko Samby, gdzie w budynkach bez okien powstają nowe platformy. Każda szkoła samby zazdrośnie strzeże swoich sekretów. Przygotowania idą pełną parą, ze środka słychać młotki i wiertarki. Karnawał już wkrótce!

P1130309 P1130310 P1130313 P1130314 P1130318 P1130326 P1130329 P1130333 P1130337 P1130340

Stacja Uruguayana. Tu już metro pędzi pod ziemią. Napracowali się wykuwając tunele w granicie na którym stoi miasto. Ze stacji wychodzi się na gwarny plac na skraju dużego bazaru. Naganiacze, sprzedawcy i samochody tworzą uciążliwą mieszankę dzwięku. Wokół stare kamienice i pierwsze niewysokie jeszcze wieżowce, betonowy surowy modernizm wymieszany z fikuśnym stylem kolonialnym. To już stare centrum miasta, więc tysiące ludzi biegnie do i z pracy. Porządku wokół pilnują policjanci w szarozielonych jasnych mundurach z karabinami trzymanymi w gotowości do strzału. Czasami jest ich mniej, czasami więcej. Przed starym kościołem defiluje patrol, oprócz broni mają przeźroczyste tarcze. Plus bezdomni którzy śpią na kartonach pod drzwiami banków niewidzialni dla pozostałych. Tu też zaczynają się narożne knajpki z doskonałymi sokami wyciskanymi na miejscu i typowym brazylijskim szybkim żarciem. Kawałek dalej stara katedra. Podobnie jak inne kościoły w tej części miasta jest schowana przed wzrokiem, otoczona przez wyższe szare gmachy. Neogotyckie wieże, niegdyś górujące nad miastem dziś wyglądają skromnie. Stare miasto pełne architektonicznych perełek z dawnych czasów. I rozkopane. A to budowa linii tramwajowej, a to wymiana nawierzchni głównego placu. Pomnik deskorolki sąsiaduje z zaparkowaną betoniarką. Spacer kończy się na przystani. Tutaj tłumy czekają na promy do Niteroi, położonego po drugiej stronie zatoki milionowego miasta-sypialni. Złośliwi mieszkańcy Rio twierdzą, że jedyną godną uwagi rzeczą w Niteroi jest widok na Rio.

P1110886 P1110894 P1110909 P1110917 P1110927 P1110933 P1110941 P1110943 P1110947 P1120149 P1120190 P1120196 P1120428 P1120438

Stacja Carioca. Świat „szklanych domów”. Finansowe serce miasta, wprawiające w drżenie rąk wszystkich uczestników lokalnego wyścigu szczurów. Dziesiątki pnących się w niebo wieżowców. A u ich podnóża wąskie uliczki z mnóstwem małych gastronomii i usług dla zmęczonych upałem ludzi pod krawatami i w garsonkach. Można tu zjeść chyba każdą potrawę świata, chociaż niepodzielnie króluje normalna kuchnia brazylijska. W porze lunchu ciężko przejść ulicą, to chyba najgęściej zatłoczone ludźmi miejsce w mieście. To też królestwo ulicznych muzyków, handlarzy wszystkim i pucybutów. Wiedzieliście, że pucybut to wciąż popularny zawód? W tej okolicy jest ich pełno. Przy stacji jest też odrobina zieleni, niewielki park okupowany przez bezdomnych, żebraków z fawel i handlarzy. Dwa światy, bogactwo i bieda, tak bardzo blisko siebie.

P1110976 P1110983 P1110989

P1110981

P1110903

P1130307

Stacja Cinelandia. Ponoć nazwa pochodzi od pierwszego w mieście kina z dawnych lat. Blisko poprzedniej, więc wciąż królują tu drapacze chmur. Z metra wychodzi się wprost na długi prostokątny plac. Jego podstawową atrakcją jest ładny teatr miejski z kolumnami na jednym końcu. Obok biblioteka narodowa. Na drugim końcu zaczyna się park, odgrodzony od placu ruchliwą drogą, przez którą biegną chyba wszystkie linie autobusowe miasta, ciągle jest tu korek przez nie stworzony. W okolicy kilka drogich hoteli i budynków rządowych. Przypadkiem trafiliśmy na mały park, z którego odjeżdża kolejka do dzielnicy Santa Teresa. Tak naprawdę to stary wagonik tramwajowy, odnowiony i ciągle na chodzie. Mija modernistyczną nową katedrę w kształcie ściętego ostrosłupa, przejeżdża przez imponujący wiadukt i pnie się w górę. Niegdyś była tam ponoć fawela, teraz jest okolica ładnych domków jednorodzinnych. Spokojnie i cicho, tylko ptaki się drą. Prawie bezludnie, jaka ulga po mrowisku na dole. I widoki z Parku Ruin, starego sporego domu przerobionego na galerię artystyczną. Centrum miasta u naszych stóp.

P1120086 P1120111 P1120129 P1120142 P1120150 P1120151 P1120155 P1130303 P1130304 P1130305

Stacja Botafogo. Kolejna stacja wychodząca wprost na rynek i niewielki placyk, na którym jedliśmy całkiem niezłe banany. Obok odjeżdżają autobusy w kierunku ogrodu botanicznego, który paradoksalnie warto odwiedzić głównie ze względu na dziko żyjące w nim zwierzęta: małpy, tukany i kolibry. Chyba, że ktoś oczywiście ma żyłkę do botaniki. W Botafogo jest inaczej niż w centrum. Mniej naciągaczy, mniej bezdomnych, mniej fawel. No i mniej handlarzy. Mieszkańcy dzielnicy zdaje się, że należą do bogatszych, a przez to jest może spokojniej, ale nie ciszej, wzdłuż morza biegnie chyba z dziesięć pasów jezdni. Przechodzenie na drugą stroną wymaga refleksu, szybkości i odwagi, pasów nie znaleźliśmy. Budynki wokół wysokie, ładne, o jasnych elewacjach. Jest i plaża, ładna, chociaż pusta i z brudną wodą. Tuż przy niej otoczony murem z drutem kolczastym swoją siedzibę ma klub jachtowy. Łódki spokojnie kołyszą się w wodach zatoki u podnóża „Cukierka„, który majestatycznie dominuje nad okolicą. Tędy też się idzie do kolejki na jego szczyt. Po drodze jest siedziba uniwersytetu. Studenci na całym świecie naprawdę wyglądają tak samo.

P1120030 P1120496 P1120497 P1120505 P1120522 P1120525 P1120791 P1120917

I na koniec stacja Cantagalo. Jedna z czterech przy wielkich plażach, o których Aśka już pisała, Copacabanie i Ipanemie. Mnóstwo hoteli, restauracji, turystów i ludzi z lokalnej faweli. Ma jedną przewagę nad innymi stacjami. Niedaleko jest Bip Bip!

P1130003

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Metrem po Mieście Boga

  1. No, tak… Punktualność nie jest moją zaletą… Przy okazji sugeruję, że w ogóle jakieś zalety mam!
    Odsłuchałem kilka coverów „The Girl from Ipanema” i tak… Amy Winehouse zaśpiewała na trzeźwo (chyba) a Diana Krall przepoczwarzyła dziewczynę w chłopaka… Ale niech będzie, ostatecznie Diana Krall, to nie Frank Sinatra. Tak czy owak, dzięki Wam przypomniałem sobie, że istnieje nie tylko Saxon i Wagner…
    A co do Rio… Dużo kostki brukowej widzę… Może nie aż tyle co w naszym kraju i nie poukładana co do centymetra… Fakt, Rio nie należy do UE… To może Garb i Głowa Cukru się ostaną takie jakie są i kostką brukową nie zostaną wyłożone? Albo zalane asfaltem, jak nasze Gorce od południa? Kostką brukowa Gorców jeszcze nie wyłożono ale nie ma co tracić nadziei… Wójt z Ochotnicy Dolnej na pewno brukowy jest… eeee… kreatywny.
    Co mnie zachwyciło w dzisiejszych zdjęciach…
    Nie zachwyciło, że Was na zdjęciach mało… Aśka raz (chyba) a Ty Michał gdzie żeś? Gdzie?
    Za to zachwyciło:
    -gołębie obsrywające pomnik, bo to znaczy, ze gołębie wszędzie są sobą!
    -odrapana architektura postkolonialna, bo stare i odrapane mnie zachwyca.
    -rekwizyty z Sambodromu, bo są cudne w swej kiczowatości
    -żółty tramwaj, bo nazwa jego stacji docelowej brzmi tak pięknie i cóż z tego, że krzywo…
    -kurdupel przy słupie, bo mi przypomina sanockiego Szwejka…
    Pozdrawiam!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s