Rajska wyspa nieopodal Rio

Ilha Grande, czyli po prostu Duża Wyspa, to jedno z tych miejsc w Brazylii, gdzie nigdy nie brakuje turystów. Dlaczego? Ponieważ znajduje się bardzo blisko Rio de Janeiro i klimatem przypomina karaibskie wysepki. Chcąc na chwilę uciec z wielkiego miasta do raju, jedzie się właśnie tutaj.

P1130399

Przybijając do brzegów tej bajkowej wyspy, nie wiedziałam jeszcze czego się po niej spodziewać. Zdjęcia i opisy to jedno, czasem mijają się z rzeczywistością, którą odbieramy indywidualnie. Zamiast asfaltu piaszczysta droga, żadnego dźwięku zdradzającego obecność samochodów. Daremno ich tam szukać, są jedynie rowery i ogromne taczki, za pomocą których transportuje się wszystko – od bagaży leniwych turystów po zapasy żywności do sklepów i hoteli. Szerokie drogi nie wchodzą zbyt głęboko w wyspę, kończą się kilkaset metrów od plaży, tam pojawia się zwarta ściana lasu, lub dżungli, jak kto woli.

Miejscowi nigdzie się nie spieszą. Spokojnym krokiem wymijają przyjezdnych albo siedzą i prowadzą dysputy z sąsiadami. I tak zastygają nieruchomo pod jakaś palmą, w krótkich spodenkach i z dyndającym japonkiem na jednej stopie. Za to dzieci biegają wszędzie. Grupa idąca z nauczycielem na każdym kroku próbuje rozerwać narzucony im szyk. Wystarczy jedno, niezrozumiałe dla nas słowo, a po sekundzie powraca porządek. Za to po zajęciach nie straszne im są opróżnione z wody kokosy, które można albo kopać albo rozbijać o murek przy plaży. Mam wrażenie, że dzieciństwo na tej wyspie wygląda znacznie weselej niż w Rio.

P1130507 P1130509 P1130516 P1130518 P1130522 P1130525 P1130533 P1130595

Wchodząc w jedną z piaszczystych alejek mija się niskie domy, hoteliki i hostele. Nawet kilka campingów można tutaj znaleźć. Ludzi jest dużo, ale odczuwanie tego tłoku jest zupełnie inne niż w metropolii. Za to ceny w sklepach i restauracjach są kosmiczne. Przemieszczając się po okolicy, bez pośpiechu, bo przecież nie ma dokąd się spieszyć, stajemy się na ułamek sekundy częścią tej wyspy. Witamy się z miejscowymi, spacerujemy przygnieceni wrażeniami. Jedna z plaż, tak zwana czarna, potrafiła mnie oczarować i obezwładnić na chwilę. Piasek, ogromne głazy i tak niewiele ludzi. W tym miejscu ma się wrażenie, że spogląda się na jakąś gigantyczną pocztówkę. Tylko ten mały krab przebiegający cichaczem za naszymi plecami sugeruje, że to jest prawdziwe.

Ilha Grande ma też swoją mroczną przeszłość. Znajdowało się tutaj więzienie polityczne, które zamknięto dopiero w połowie lat 90-tych. Budynki, które przez lata tworzyły małą ludzką siedzibę, w krótkim czasie zarastają mniejszymi i większymi roślinami. Dżungla powoli odbiera teren kiedyś zajęty przez ludzi. Przez głębokie, niewielkie okienka zajrzeć można do wnętrza tej niewysokiej już budowli. Wydaje się to takie pomniejszone, a szczególnie cele, w których niekiedy więzień nie mógł się wyprostować czy nawet wygodnie usiąść. Bambusowe kraty, bambusowe drzwi i nieodległy szum oceanu. Jak czuli się w takiej okolicy zakuci w kajdany ludzie? Miejsce, które teraz uznawane jest za raj na ziemi, kiedyś zamknięte i odseparowane. I zamiast radosnych śmiechów turystów, rozbrzmiewały tutaj krzyki i błagania.

P1130436 P1130442 P1130460 P1130463 P1130467 P1130470 P1130474 P1130476 P1130477 P1130480 P1130490

Dżungla, las o takiej intensywnej barwie i zapachu, że w pierwszym momencie trudno oprzeć się wrażeniu niesamowitości. Każdy liść czy gałązka buja się, kiedy my nie czujemy żadnego podmuchu wiatru. Dźwięki dżungli to nieustająca muzyka brzęczenia, stukania, gwizdania i innych niezidentyfikowanych odgłosów. Do tego dochodzi jeszcze wilgotność i temperatura, od których w jednym momencie czujemy się jak w saunie. Czasem coś przebiegnie przed nami, innym razem coś spłoszonego w gąszczu ucieknie w popłochu. Niekiedy można natrafić na grupę małych małpek, które z chęcią pozują do zdjęć. Oczywiście w wielu miejscach powbijane są tabliczki o zakazie dokarmiania czy dotykania zwierzaków. Wszak to dżungla, a turysta zawsze podzieli się swoim bananem z wesołą rodzinką małpiatek.

Ścieżka prowadzi nas kolejno na trzy plaże, a każda następna jest piękniejsza od poprzedniej. W ten sposób, po dwugodzinnym marszu w dół i górę, po śliskiej ścieżce ukrytej w gęstwinie, dotrzeć można do tej najpiękniejszej, jaką do tej pory widziałam. Lopes Mendes wita każdego niemal białym piaskowym pyłem, który rozlewa się w długą i szeroką plażę. Ciężko znaleźć tu sprzedawców wszystkiego, jedna budka z napojami i deskami surfingowymi, to tyle. Woda swoim kolorem i niewielkimi falami cały czas jakby zapraszała do siebie. Tak, to raj, którego dotąd jeszcze nie widziałam. Owszem, są tu ludzie, ale daleko im do tworzenia tłumu.

Ilha Grande ma w sobie specyficzny klimat, tak trochę karaibski, w tak bliskim sąsiedztwie Rio de Janeiro. Po tłocznym i głośnym Mieście Boga, to miejsce naprawdę sprawia wrażenie raju. Bo czasem nie potrzeba nic więcej jak biały piasek, ciepła woda i leżaczek w niej zanurzony. A kiedy doda się do tego jeszcze caipirinię…

P1130535 P1130536 P1130537 P1130581 P1130549 P1130554 P1130555 P1130565 P1130569 P1130571 P1130573 P1130578 P1130604 P1130630

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Rajska wyspa nieopodal Rio

  1. Wyspa bez samochodów! Toż to raj na ziemi… Dziś z Markizą przechadzaliśmy się po mieście Limanowa… Szał samochodowy, bo święta – ale żyjemy! Pozdrawiam!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s