W zapomnianym kraju – Paragwaj

Paragwaj to jedno z tych miejsc, które albo Cię zachwyci albo odrzuci. Kraj zapomniany i pomijany przez większość podróżników, bo nie ma tu zabytków, majestatycznych gór czy bajecznych plaż. Mało kto o nim mówi, a jakiekolwiek informacje można znaleźć jedynie po angielsku albo hiszpańsku. Skąd taka dziura na mapie świata?

P1150887

Paragwaj to takie miejsce, gdzie w pierwszej chwili człowiek zadaje sobie pytanie „co ja tu u licha robię?”, by powoli samemu odpowiadać sobie na to pytanie znajdując każdego dnia coraz więcej powodów. Paragwajczycy określają swój kraj jako „serce Ameryki Południowej” i kiedy spojrzeć na mapę, to coś w tym może być. Dla mnie na pewno jest krajem o wielu twarzach, mieniących się wieloma kolorami, jak i krajobrazem. Dużych miast jest tu raczej niewiele, można je zliczyć na palcach jednej ręki, a każde z nich jest inne i to zupełnie inne. Duża część państwa to po prostu pustkowie porośnięte gdzieniegdzie małymi palmowymi lasami, gdzie znajduje się dużo pastwisk, bagien i mikro osad. Wytrwały poszukiwacz przygód trafi też na miasteczka założone przez niemieckich menonitów. To dla wielu za mało, a jednak można odnaleźć tutaj coś niesamowitego, swoistą magię, która może niewidoczna na pierwszy rzut oka, nieustannie woła. Paragwaj ze swoją stolicą w Asuncion jest krajem, w którym na pewno każdy zobaczyć możne dwie rzeczy. Pierwszą z nich jest wszechobecne picie terere i noszenie przez każdego i o każdej porze dnia termosu. Drugą, równie charakterystyczną, a zupełnie naturalna dla Paragwaju, są Indianie Guarani.

Różnorodność miast
Paragwaj najczęściej jest odwiedzany przez turystów znajdujących się w okolicy Wodospadów Iguazu. Do granicy jest już rzut beretem, a przyjezdnych wita największy „market” Ameryki Południowej. Ciudad del Este pełne jest ludzi, gwaru, towaru wszelkiego. Na każdym kroku, dosłownie co kilka minut słychać wołanie „Gringo! Panasonic? Sony?”. Niewiele znajdą tutaj miłośnicy ładnych budynków czy ulicznej estetyki. Spacerowanie pomiędzy rozrastającymi się straganami przypomina błądzenie po labiryncie. Szukając spokoju należy udać się do Concepcion. To takie zapomniane miejsce, gdzie życie toczy się wokół terere, portu i ewentualnie piłki nożnej. To tu zatracić się można zagubić się w leniwym liczeniu dni, które mijają tak niepozornie jak nigdzie indziej na świecie. Stolica kraju, Asuncion, może oszołomić nawet nie swoją wielkością, a raczej brzydotą i fawelą rosnącą obok budynków rządowych. I może odpycha, a jednocześnie ukazuje coś innego, coś czego nie ma w Europie. Policjanci widoczni są przy każdym ważniejszym budynku i radośnie ogwizdują swoimi gwizdkami obcych, którzy ciekawi zbliżają się do faweli albo, co gorsze, odważą się zdeptać trawnik przed pałacem prezydenckim. Jacyś chętni?

P1160148 P1160099 P1160231 P1160644 P1160096 P1150837 P1150615 P1150604 P1150573

Przyroda
Paragwaj posiada dwie granice, które w zasadzie opierają się na granicach naturalnych – rzeki Paragwaj i Parana. Obie gigantyczne, jedna łączy się z rzeką Iguazu. Duża ilość wody wpłynęła na budowę zapory i elektrowni Itaipu, jednej z największych na świecie. Zaskakujący w Paragwaju jest kolor ziemi, czerwony pył i czerwone błoto towarzyszą podróżnym w całym kraju. Przyjazne błotko często jest również drogami, oczywiście gruntowymi, ponieważ tych pokrytych asfaltem jest naprawdę niewiele. Za to zachody słońca w okolicy portu w Concepcion to niesamowity spektakl dla oczu. Dostrzec tu można wszystkie odcienie czerwieni, które kontrastują z rozmytym brązem rzeki i ciemną zielenią roślin. Nieodległa Amazonia wpływa na klimat i rosnącą wokół dżunglę, która w rejonie Chaco przeradza się w pustkowie pełne zdradliwych bagien.

Ludzie
Paragwajczycy to głównie Indianie Guarani i Metysi, a do tego niesamowicie życzliwi ludzie. Z łatwością dostrzegają obcych i przyglądają się im z ciekawością – tak jak obcy im. Okazji do zwykłych pozdrowień na ulicy nie brakuje, nie mówiąc już o tym, że każdy odważniejszy próbuje rozmawiać z przybyszami. Od słowa do słowa, miejscowi dzielą się z każdym terere, często też używając przy tym swojego melodyjnego języka. Z chęcią opowiadają o swoim kraju, jak i o zwyczajach picia terere. Tylko tu widziałam niespełna roczne dziecko domagające się zimnej yerby, dla nas dziwne, dla nich zupełnie normalne. Indianie Guarani nie są bogaci, ale to chyba jedyni Indianie mający w zasadzie swój kraj, z trudną historią i żarliwą wiarą w Boga. To ostatnie, zaszczepione im zostało przez jezuitów prowadzących misje, z których do dziś zostały tylko ruiny.

Paragwaj to nie tylko dwa najczęściej odwiedzane miasta – Asuncion i Ciudad del Este. Ludzie żyją tu inaczej, prościej i wolniej niż w innych miejscach, które znamy. Odkrycie tego, co ważne w tym wyjątkowym kraju, zajmuje więcej niż dwa – trzy dni, bo tutaj należy zwolnić europejskie tempo. Wolnym krokiem, popijając terere, można zabrać się za odkrywanie zapomnianego, a jakże niezwykłego miejsca, którym Paragwaj zdecydowanie jest. Zapraszamy do odkrycia go z nami!

P1150589 P1150603 P1150697 P1150783 P1160025 P1160030 P1160847 P1150993 P1150995 P1160010 P1150600 P1150613 P1150626 P1150836 P1150857 P1150867 P1160224 P1160247 P1160423 P1160455 P1160520

 

Reklamy

10 uwag do wpisu “W zapomnianym kraju – Paragwaj

  1. Kurcze, zazdroszczę tych życzliwych ludzi, my obecnie mieszkamy w Panamie i u nas Latynosi mają dość oschły charakter, ciężko się z nimi dogadać, w szczególności nie lubią Amerykanów ze względu na nieciekawą historię z Kanałem Panamskim. Chętnie wybierzemy się w te regiony. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    • Na końcu podróży zobaczymy i Panamę. Z przyjemnością porównam tych wszystkich ludzi. Przy czym generalnie w Ameryce Południowej cały czas spotykamy bardzo miłych i życzliwych ludzi 🙂

      Polubienie

  2. Pewnie przez to, że „tutaj nic nie ma” do oglądania na pierwszy plan pojawia się życzliwość, chęć poznania drugiego człowieka, ciekawość i taka przyjazność miejscowych prawda? A to jest wg mnie najważniejsze w podróży – spotkać niesamowitych ludzi, o których będzie snuło się opowieści jeszcze długo.

    Polubienie

  3. Odszczekałem dwa dni temu, że mój wpis będzie nudny… Proszę bardzo.
    O Paragwaju do 1998 roku wiedziałem tyle, że jest. I pewnie nadal bym tylko tyle wiedział, gdyby nie futbolowe finały mistrzostw świata. We Francji. Wtedy jeszcze miałem jakie takie uznanie dla dość powszechnej kiedyś myśli futbolowej, że „dobry skrzydłowy powinien mieć krzywe nogi i pusto w głowie”. Więc grę futbolistów Paragwaju oglądałem. I było to nieszczęście. Albowiem gracze Paragwaju grali futbol rozpaczliwie nudny, rozpaczliwie obronny, rozpaczliwie „taktyczny”, rozpaczliwie monotonny, znawcy by rzekli: „antyfutbol”. Z grupy Paragwajczycy awansowali po dwóch bezbramkowych remisach i wygranej z futbolistami Nigerii, bo ci mając pewny awans, uznali, że „nuda jest, nic się nie dzieje”, to po się wysilać, a poza tym słońce świeci… W play off, (na szczęście) Paragwaj wpadł na Francję czyli gospodarza… Gospodarze męczyli się niemiłosiernie do 118 minuty (gola strzelił Laurent Blanc, obrońca) i przebiegle – nudny plan Paragwaju szlag trafił. Plan polegał na tym: dojechać do końca meczu na remisie 0:0, będą rzuty karne, zawsze loteria. Za przegrane karne naród nie zlinczuje.
    Wielu było w historii futbolu jego morderców. Choćby Helenio Herrera, trener Interu Mediolan z początku lat 60-tych. Ale w mordowaniu futbolu, Paragwaj osiągnął wyżyny. Bo jak inaczej nazwać wystawianie na boisko tak naprawdę 10 obrońców i bramkarza? „Panowie, bronimy się, „gramy na czas”, przeszkadzamy, byle nie stracić gola a jak nam się uda strzelić, będzie super!”
    Nie dziwota, że najbardziej znanym wtedy Paragwajczykiem, był Chilavert. Bramkarz, co (jak skrzydłowy) miał krzywe nogi i pusto w głowie. Gość o posturze King Konga, strzelał rzuty wolne i karne. Nic dziwnego, miał tzw. kopyto. A przy okazji był fanem Che i Lenina, więc jak najbardziej wypełniał kryteria dobrego skrzydłowego.
    Więc dobrze, żeście wpadli do Paragwaju, bo bym nadal trwał w przekonaniu, że Paragwaj to nuda, nuda, nuda…
    A tu nie…
    Piesek na wózku i brzuchaci policjanci… I mercedes (?) z potrójnym logo…
    🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s