Tranquilo! To tylko Paragwaj – Concepcion

Paragwaj, kraj będący białą plamą na mapach podróżników, w którym znaleźć można kilka miast i jeszcze więcej pustkowi. Concepcion jest jednym z tych miast, do których się nie jeździ. Po prostu nie ma po co. Przecież w miejscu oddalonym od stolicy o kilka godzin drogi, w którym nie ma zabytków, szkoda tracić swój cenny czas. Są tu tylko jego mieszkańcy, nawet innego turystę ciężko spotkać. Jednak kiedy już tu trafisz, zaczynasz coś zauważać, coś, czego prawie nie ma w innych miastach Paragwaju, a coś, co ciężko dostrzec w innych południowoamerykańskich krajach.
Concepcion to jedno z największych miast Paragwaju, umiejscowiło się mniej więcej w jego środku. Miejsce nie jest przypadkowe, rozwinęło się na prawym brzegu rzeki Paragwaj i od założenia rosło dzięki transportowi rzecznemu. Początkowo w tej okolicy zbierano dziko rosnącą yerbę i wysyłano rzeką dalej. Podobno żyje tu ponad 45 tysięcy ludzi, większość z nich to Indianie albo Metysi, a samo miasto istnieje od 1773 roku. Porównując to z europejskimi ośrodkami, nie jest żaden wyczyn. Dominuje tu niska zabudowa, domki są raczej biedne, ale na swój sposób kolorowe. No i pojawia się pytanie: i czego tu szukać?

Pierwszy spacer, środek nocy. Dworzec autobusowy, który raczej wzbudza każdą możliwą wątpliwość na swój temat niż zaufanie. Latarnie świecą jakby od niechcenia, ciągle za daleko by oświetlić wszystko. Gdzieś słychać śmiechy i rozmowy, których nie da się ani zrozumieć ani dokładnie zlokalizować. Koń przy wozie dziwnie zerka, ale to tylko koń. Prawda? Światła mało, za to ludzi robi się więcej. Zapytani, chętnie wskazują drogę w stronę portu, a jeszcze ciekawiej przypatrują się obcemu. No tak, to pierwszy raz, kiedy to uczucie świdruje po plecach, jakby odbywała się tam jakaś szalona gonitwa. Małe knajpki, pełne są ludzi, a to oznacza coraz więcej ciekawskich spojrzeń. Z przerażeniem dociera do podświadomości, że ktoś mówi, do ciebie. Tylko zaraz, na jego twarzy błyska szczery uśmiech, a oczy badawczo analizują to, skąd się tu wzięliśmy i wskazuje miejsce, w którym można spędzić noc. I to pierwsze spotkanie z głębią Paragwaju miało skończyć się wraz z zamknięciem drzwi pokoju, ale na skórze pozostał lepki zapach miasta i nieodparte wrażenie, że coś jest inaczej.

Weekend, generalnie hotel ma być pełen ludzi, na szczęście wiadomo gdzie mamy iść. Ach ta magia internetu! Hospodejo przy samym porcie, na pierwszy rzut oka nie zapowiadało się dobrze, ale trzeba spróbować. Pokój z łazienką to wręcz luksus, tak… Kwadratowe pomieszczenie z dobudowanym małym prostokątem w jednym z rogów. Nie ma się co martwić, nikt tam nie zginie, bo ani drzwi tam nie ma, ani ściany nie sięgają sufitu. Gorzej jeśli nie lubi się mrówek. Te wyznaczyły sobie ścieżkę przez pół pokoju po ścianie. Żadne ciastka nie miały szansy. A okna? Raczej okienka rozsuwane w dziwny sposób, jednak trzeba z nimi uważać – szyby czasami tłuką się same z siebie podczas manewru „otwórz-zamknij”. No, bo to stare okna były przecież.

P1150799 P1150842 P1150827 P1150802 P1150779 P1150763 P1150759 P1150752 P1150629 P1150639

Concepcion, podejście drugie. Spacer ulicami miasta w środku dnia przypomina chodzenie po miejscu opustoszałym. Do głowy przychodzą różne wizje, w jaki sposób zniknęli wszyscy mieszkańcy, którzy pozostawili swoje konie pasące się spokojnie na placach miejskich. W końcu spotkani ludzie najczęściej mają broń i to nie byle jaką, tylko długie karabiny i dzielnie stoją na straży aptek, sklepów z kosmetykami i w końcu banków. Trzeba wiedzieć, co jest ważne. A ludzie pojawiają się na ulicach dopiero wieczorem, sjesta obowiązuje wszędzie i nie ma od niej ucieczki, w ciągu dnia jest zbyt duszno, by biegać po ulicach. Zaraz, tutaj nikt nie biega, nikt się nie spieszy. Przydrożne bary grillują kurczaki i inne mięsne cuda. Doczekawszy się swojej porcji mięsa, kulturalnie siadasz przy stoliczku (na ulicy, plastikowy) i zaczynasz konsumować. Pomiędzy gryzami odczuwasz znany już niepokój, stado dzikich zwierząt znów przebiega ci po plecach. Rozglądasz się i może metr od stoliczka stoi dziecko i patrzy. Nie jest głodne, jego tusza na to nie wskazuje, tym bardziej rodzice, od których kurczak został kupiony. Dzieciak świdruje wzrokiem twój kolor skóry, włosy, słucha magicznych słów, które wypowiadasz, ale nie odzywa się. To bardzo prosty sposób, by się udławić lub przestać jeść. Innym wyzwaniem staje się kupienie tak banalnej, a jakże potrzebnej rzeczy, jaką jest papier toaletowy. W sklepie każdy chce Ci pomóc, nawet jeśli tego nie potrzebujesz, a już pewnikiem jest, że wszyscy wokół patrzą Obcego.

Paragwajska burza nie jest zwykłą burzą, do jakiej przywykliśmy. Zaczyna się od silnych podmuchów wiatrów, po tym pojawią się ściany wody lecącej z nieba, dopiero po tym z głośnym pomrukiem nadchodzi grzmot. Mieszkając nad rzeką wszystko wydaje się głośniejsze, jaśniejsze i bliższe i potrafi trwać przez kilka godzin bez przerwy. Niebo co kilka sekund rozjaśnia się kilkoma błyskawicami, które ścigają się z grzmotami. Kiedy już myślisz, że po wszystkim, w twarz uderza ci poziomy deszcz.

P1150775 P1150738 P1150741

P1150800 P1150742

Concepcion po raz trzeci, port. Miejsce, które jest zaraz obok, a które okazuje się centrum spotkań i życia miasta. Przy ładnej pogodzie, w wodzie pływają odważni chłopcy. Po rzece przepływają mniejsze i większe łódki, ktoś wsiada lub wysiada, podjeżdża jeden wóz, by zaraz pojawił się inny pełen towarów. Na ułamki sekund twój wzrok spotyka się z tym woźnicy i od razu widzisz tam dwa wielkie pytajniki. Największy ruch w porcie pojawia się, gdy przypływa duża łódź z północy po kilkudniowym rejsie. Załoga szczęśliwa, roześmiana organizuje sobie grila i urozmaica czas piwem. To kolejny moment, w którym ma się nieodparte wrażenie, że ktoś obserwuje każdy twój ruch. Takie dreszcze bez dreszczy, które znikają jak pod dotknięciem magicznej różdżki w momencie podejścia i ujęcia twojej dłoni przez prawie bezzębnego marynarza. Za to pojawiło się inne, „ratunku, nie jestem rybką?”. Na ucieczkę za późno, pan wlepia swoje ślepia w tą jaśniejsza skórę i niebieskie oczy i coś mówi w hiszpańskim wymieszanym z guarani. W krótkim czasie trzymasz piwo, grillowane mięso i otacza was już pół załogi, a wszyscy ciekawi obcych. Każdy mówi, co wprowadza cię w jeszcze większą dezorientację. Prawie z objęć bezzębnego człowieka wyrywa cię młody marynarz i zaprasza do siebie do domu. Jedziesz skuterem z jego żona i może trzylatkiem, ale to już nie dziwi, każdy tu jeździ skuterem, a ile osób na nim siedzi, to już kwestia wyobraźni. Na skuterze można też przeganiać konie po placach trzymając jakiś kijek. Nikt przecież nie zabronił. Wyboistą i czerwoną drogą docierasz do domu, wygląda jak każdy inny w okolicy, a wychodzi z niego coraz więcej osób. Mały domek mieści w sobie wielopokoleniowa rodzinę, poczynając od wiekowej babci, która co chwile pluje tytoniem, po niespełna roczną dziewczynkę wyrywającą z rąk dorosłych terere (nie tylko wyrywa, ale i dopomina się z krzykiem). Znajdujesz się pośrodku ludzi, którzy cieszą się, że nie rozumiesz, co mówią. Coraz częściej rozumiesz tylko jedno słowo „tranquilo”, już samo jego brzmienie sprawia, że spowalniasz europejskie ruchy, a dusza się uspokaja. Terere krąży z rąk do rąk, dzieci próbują używać prostych słów po angielsku, które pamiętają ze szkoły. Zaczynasz rozumieć o co chodzi z tym całym „tranquilo”, dowiadujesz się wielu rzeczy o religii i o jej ważnym miejscu w życiu każdego Paragwajczyka. Na pożegnanie dostajesz zaproszenie na urodziny i błogosławieństwo, a sąsiad woła cię do siebie. W jednym zdaniu częstuje cię swoją kolacją i przypomina, wskazując palcem niebo, że Bóg jest wielki i wszystko widzi. Kładziesz się spać zupełnie tranquilo.

Concepcion, odsłona ostatnia. Ponownie przemierzasz okolice portu wokół których spacerowałeś każdego dnia. Obok ogrodzonej posiadłości z wieloma basenami, które chyba nigdy nie widziały wody, zbierają się ludzie. Ktoś kiedyś chyba miał pomysł na niezły biznes, ale coś nie wyszło. Najpierw dostrzegasz, dopiero później zaczynasz rozumieć. Niebo nad rzeką zaczęło płonąć. Nie nadążasz za zmianą barw, tylko stoisz z rozdziawioną buzią i zastanawiasz się, kiedy świat eksplodował, bo chyba ciężko to przeoczyć. Spektakl trwa, kończy się, a ty wciąż w tym samym miejscu, z muchami na zębach. Paragwaj wciąż tu jest. I czeka.

Aśka
P1150783 P1150795 P1150724 P1150713 P1150830 P1150834 P1150836 P1150848 P1150824 P1150807 P1150748 P1150623 P1150862 P1150867 P1150870 P1150887 P1150892

Reklamy

9 uwag do wpisu “Tranquilo! To tylko Paragwaj – Concepcion

  1. Pierwszy! Wreszcie choć raz mi się udało… Przeczytać, obejrzeć >zciekawością…< już po razu godzinach. No, więc tak! Wybiorę się dzisiaj wreszcie do sklepu "kolonialnego" po yerbę… Terere by mi niezmiernie odpowiadało, bo można z cukrem… Pozdrawiam!

    Polubienie

  2. Przekonaliście mnie pierwszym zdaniem. Miejsca nie wspominane przez przewodniki i omijane przez turystów szerokim łukiem są zwykle fascynujące, właśnie w swojej codzienności. A Paragwaj może i jest białą plamą, ale właśnie tam na pewno bym chciała pojechać będąc w Ameryce Południowej (zaraz po Patagonii).

    Polubienie

  3. Ciekawa sprawa, bo mogłabym opis Concepcion użyć do wpisu o wielu miejscach w Azji i pasował by jak ulał. Dziwi mnie za to podejście, że nie warto gdzieś jechać, bo nikt tam nie jeździ – naprawdę ludzie mają takie podejście? Mnie ciekawi wszystko co spotykam na swojej drodze 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    • Całkiem sporo podróżujących, których spotkaliśmy, odwiedza tylko i wyłącznie miejsca „turystyczne”. Normą są ludzie jeżdżący tylko po linii wyznaczonej przez najpopularniejsze przewodniki, zwłaszcza powszechna postawa wśród turystów z USA. Na drugim biegunie są tacy co specjalnie takie miejsca omijają, np. będąc pod Machu Picchu nie wychodzą na górę manifestując tym swój sprzeciw wobec, ich zdaniem, komercjalizacji danego miejsca. Natomiast chyba jednak większość ludzi łączy obie te postawy i tak jak my wędruje gdzie oczy poniosą, nieważne czy to popularne miejsce czy nie. 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s