Terere – magiczny eliksir Paragwajczyków

Niedzielne popołudnie spędzone z rodziną marynarza żeglugi śródlądowej w Concepcion przebiegało spokojnie. Siedzieliśmy na plastikowych krzesełkach przed ich domem rozkoszując się lenistwem i piękną pogodą. Wiekowa prababcia Apolonia popijała z gwinta brazylijską wódkę, spluwając siarczyście po każdym łyku. My, razem z pozostałymi piliśmy terere, rozlewane ze znudzeniem przez dziesięciolatkę. Dziewczynka została wyznaczona do tego zadania przez mamę Kasię. Kasia jest naszą rówieśniczką i jednocześnie szczęśliwą mamą piątki dzieci. Najmłodsze, niespełna roczne, dreptało wokół nas w samej pieluszce i łapczywie wyciągało obie malutkie dłonie w kierunku polewającej terere siostry. Ta, co jakiś czas ulegała i pozwalała młodszej napić się trochę napoju. Dziecina był wyraźnie z tego zadowolona, a i nikt z obecnych nie widział nic dziwnego w tym, że mniej niż roczne dziecko pije terere. Poza nami.

Dla Paragwajczyków terere nie jest zwykłym napojem. Magiczny eliksir całkowicie zawładnął ich ciała i umysły, naznaczył sposób w jaki spędzają czas, bez niego nie wyobrażają sobie już życia. Galowie z komiksów o Asteriksie wpadali w zbiorową histerię gdy kończył im się magiczny napój Panoramiksa. Jestem pewny, że Paragwajczycy bez swojego wpadli by w katastrofalną dla całego narodu depresję. Terere jest ikonicznym, najbardziej rzucającym się w oczy elementem kultury ich kraju. nieodłącznym elementem ich życia, częścią własnej tożsamości. Nie da się przejść ulicą bez ujrzenia kogoś z namaszczeniem sączącego ów dziwny trunek.

Wesoła i ciekawa świata Lorena z Bella Vista przyznała, że pije terere od trzeciego roku życia. Każdy dzień zaczyna od „szklaneczki” i dopiero po niej czuje, że wstała. Kiedyś próbowała oduczyć się tej codziennej ceremonii, ale szybko zrezygnowała. To jak próba oduczenia się mycia zębów. Do tego, kiedy nie piła terere rano, był zła i nieswoja, aż się nie napiła. Lorena nie jest sama w swoim uzależnieniu, dzieli je z bodaj całym Paragwajem. Tego fenomenu nie da się do niczego porównać, żaden inny naród, jaki poznaliśmy dotychczas, nie ma takiego bzika na punkcie czegoś do picia. Nawet Szkoci nie piją whisky codziennie, ani Łemkowie „kropki”- eteru (choć niektórzy pewnie by chcieli).

Czym więc jest ten magiczny napój? Terere to nic innego jak yerba. Jednak podczas gdy cały świat pije yerbę gorącą, Paragwajczycy piją ją zimną. Terere, to yerba, ale lodowata.

Yerba to z pozoru zwykłe drzewo rosnące w wilgotnym i gorącym górnym dorzeczu La Platy. Czyli w połowie Paragwaju, północno-wschodniej Argentynie i zachodniej Paranie w Brazylii. W przeszłości przekładało się to z grubsza na terytorium zajmowane przez indiańskie plemię Guarani. To oni jako pierwsi jakoś odkryli, że wysuszone liście yerby po zalaniu wodą mają magiczne właściwości. Mają orzeźwiający smak, zmniejszają uczucie głodu, pobudzają, dodają energii i zwalczają senność. Pierwsi pijący nie mogli wiedzieć, że liście yerby zawierają m. in. znaną nam dobrze kofeinę. Jednak kofeina zawarta w yerbie wchłania się inaczej niż ta z kawy. Pobudzenie po kawie zwykle jest gwałtowne i spada równie szybko jak wzrosło. Yerba działa spokojniej, kofeina wchłania się wolniej ale i działa dłużej, nawet kilka godzin. Poza tym, yerba zawiera cały szereg minerałów, a nawet witamin. Jest zatem zwyczajnie dużo od kawy zdrowsza. Magiczny eliksir zawładnął więc Guarani, którzy ogołacali dziko rosnące drzewa z liści i szybko wpadali w nałóg. Guarani rozpowszechnili yerbę także wśród innych plemion prekolumbijskich, jej ślady znaleziono nawet w grobowcach Inków. Europejczycy gdy przybyli na ten teren również przejęli zwyczaj picia yerby i tak zostało do dziś.

P1150859 P1150613a P1150710 P1150796 P1150831 P1150857 P1160093 P1160211 P1160219

 

Terere przyrządza się bardzo prosto, a wszystkie niezbędne rzeczy można dostać dosłownie na każdym rogu. Sama yerba jest tania, sprzedawana w opakowaniach od pół kilograma do pięciu. Paragwajczycy piją tego tyle, że te pięć kilo to w miesiąc pewnie rodzina Kasi z Concepcion zużywa. Zwykle yerbę pije się ze specjalnych kubeczków zrobionych z drewna, plastiku czy metalu. Czasem z wydrążonej tykwy. Ale można użyć co akurat jest pod ręką, szklanka też się nada. Zwyczajnie sypie się ususzone i zmielone liście do kubka, ile się chce czy ile się sypnie i zalewa się wodą. Pije się przez metalową rurkę, bombille, która nie przepuszcza „fusów”. Do kompletu potrzebny jeszcze termos na wodę. Z tym też nie ma problemu, bo w Paragwaju termos to towar pierwszej potrzeby. W sklepach są całe regały z dużymi, kolorowymi, plastikowymi termosami, często z poręcznym uchwytem na kubek yerby. Termos Paragwajczycy prawie zawsze noszą ze sobą, w ręce, częściej pod pachą. Druga ręka służy do trzymania kubeczka. I tak można iść na spacer.

A po co ten termos, skoro terere pije się zimne? Paragwajczycy, jako chyba jedyny naród na świecie używają termosów do trzymania w nich lodu. Terere musi być lodowate, inaczej nie orzeźwi wystarczająco skutecznie w tym tropikalnym kraju. Lód można tu kupić również na każdym kroku, a w termosie roztapia się powoli, idealnie żeby co jakiś czas zalać kolejną porcję yerby i wypić. Kolejna sprawa do dodatki. Do termosu pełnego lodu, Paragwajczycy dodają wszystko na co mają ochotę. Cytryny, pomarańcze, grejfruty, miętę i dziesiątki rodzajów innych ziół. Na ulicach są sprzedawcy ziół na każdą okazję. Chcesz schudnąć, albo boli cię coś? Nie ma problemu, powiedz co potrzebujesz, a odpowiedni pęczek zawsze się znajdzie, wystarczy wrzucić do termosu i zalewać yerbę.

Nasuwa się pytanie, czemu Paragwajczycy piją yerbę lodowatą, inaczej niż w innych lubiących ją krajach – Argentynie i Urugwaju, gdzie pije się ją w temperaturze parzącej usta. Częściową odpowiedzią wydaje się być pogoda. Paragwaj jest krajem tropikalnym, cały rok jest upalny, a latem potrafi być ponad 40°C. Do tego panuje tam ogromna wilgotność, co w sumie daje klimat naprawdę męczący. Lodowate terere orzeźwia doskonale, zwłaszcza z dodatkiem mięty i cytryny. Popijane małymi łyczkami przez cały dzień sprawia, że jakoś łatwiej znieść piekło lejące się z nieba. To zdecydowanie najlepszy sposób na upały jaki dotąd odkryliśmy.

Powszechność terere nie oznacza, że w Paragwaju nie pije się także yerby na ciepło – nazywanej wtedy mate. Jednak jest to zdecydowanie rzadsze zjawisko niż terere. Gorąca woda jest powszechnie dostępna w sklepach i specjalnych automatach. Ciepłej yerby nie daje się dzieciom, z tego samego powodu, dla którego u nas nie daje się im kawy – kofeina. Lorena zaczęła pić ciepłą będąc już nastolatką. W zimnej yerbie też kofeiny nie brakuje, ale to już nikomu tam nie przeszkadza.

W Argentynie picie mate jest jednym z elementów wizerunku kierowców ciężarówek. Każdy w kraju wie, że oni piją jej najwięcej. W zasadzie ciągle. Dla Tity, który podwiózł nas jakieś 2 tys. kilometrów, gorąca yerba z cukrem była ekwiwalentem śniadania. Potem w ciągu drogi zaparzaliśmy jemu i sobie kolejne czajniczki, z czego był zadowolony, bo mógł pić nie przestając prowadzić. Yerba z pewnością pomaga wytrwać za kierownicą, za którą Tito spędza do 16 godzin dziennie. I jest też dobrym pretekstem, żeby zatrzymać się i podziwiać widoki. Nie mówiąc już o lepszym poznawaniu się. Wiele naszych podróży z różnymi ludźmi zaczynało się od pytania do nas – napijecie się? Nigdy nie odmawialiśmy. 🙂

W małej miejscowości Bella Vista, na południu kraju można odwiedzić plantację i przetwórnie yerby Pajarito. To tam poznaliśmy Lorenę, która nie tylko oprowadziła nas po obiekcie, ale i zdradziła mnóstwo yerbowych tajemnic, za co jesteśmy jej niesamowicie wdzięczni. Jeśli ktoś będzie w pobliżu, niech ją odwiedzi, dziewczyna jest szalenie ciekawa każdego kto przyjdzie. My byliśmy bodaj jedynymi odwiedzającymi w danym tygodniu. Miejscowość łatwo rozpoznać jadąc z Ciudad del Este do Encarnacion. Na środku jedynego skrzyżowania stoi wielki pomnik kubka na yerbę.

Terere pełni też funkcję społeczną, integrującą. Wynika to ze specyficznego rodzaju picia w towarzystwie. Zawsze jedna osoba w grupie, dzierży pełny termos, zalewa kubeczek yerby i podaje pijącemu. Funkcja polewającego jest tyleż odpowiedzialna, co i męcząca, córka Kasi była wyraźnie niezadowolona, że ona musi to robić przez całe popołudnie.. Pijący ma wypić wszystko, oddać kubeczek, po czym osoba nalewająca podaje pełny następnej osobie. Kolejność jest raczej przypadkowa, jak kto siedzi, chociaż zwykle najpierw dostają starsi i goście, jako że pierwsze zalania są mocniejsze. Wszyscy piją z jednego naczynia, przez tą samą rurkę, po kolei, niczym my wódkę na Podkarpaciu. W ten sposób, można siedzieć i rozmawiać godzinami, popijać powoli terere i cieszyć się towarzystwem. Bardzo leniwie i bez pośpiechu. Tak po paragwajsku. Spokojnie… Tranquilo…

Michał

P1160620 P1160622 P1160624 P1160630 P1160646 P1160650 P1170885 P1170886 P1180369 P1190826 P1200284

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Terere – magiczny eliksir Paragwajczyków

  1. Jasny gwint! Aaaa… To przez babcię, co pociąga z gwinta… Zauważyłem i aż się zachwyciłem własną spostrzegawczością, że Paragwajki i Paragwajczycy nie używają plecaków… A przecież tak by były przydatne do noszenia termosów typu baniak. I eteru…
    Z tym eterem przesadziłem… Myślałem, że może się uda choćby karkołomnie ale zawsze – połączyć Łemkowszczyznę z Paragwajem…
    No, nie da się… Eter wrze już w temperaturze 35 wedle Celsjusza… A w Paragwaju gorąco…
    Z tym eterem to jest tak, że w epoce eterowej nie znieczulało się, usypiało (czasem nieodwracalnie) Murzynów w Afryce… Eeee… Afroafrykanów? Cholera, jak się mówi na Murzyna w Afryce? 🙂
    Pozdrawiam!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s