Pomiędzy Paragwajem a Urugwajem

P1160894

Pomiędzy Paragwajem i Urugwajem leży wielka, ale też bardzo długa kraina – Argentyna. Dla nas to było już drugie i wciąż nie to właściwe spotkanie. Czasu starczyło w zasadzie na powiedzenie „dzień dobry” i szybkie rzucenie za plecy „no to pa”. Nie, właściwie to ostatnie trwało ciut dłużej. Krótka historia pokonywania granic, które są, a czasem ma się wrażenie, że obowiązują tylko obcych.

Poruszając się wciąż bez planu, uznaliśmy, że jedziemy do Urugwaju. Tylko jak? Na dworcu w Posadas nie udało się nam namierzyć żadnego autobusu, więc wybraliśmy taki do miasta przy granicy. Jak to bywa w świecie, co okazało się później, takowy był. W ten sposób dotarliśmy do Concordii, ostatniego argentyńskiego miasteczka, a za szeroką rzeką spoglądał na nas inny kraj.

Świat zaraz po wschodzie słońca wygląda inaczej. Tak jakby nie do końca wiedział, że już nastał nowy dzień i jeszcze się zastanawia nad tą dziwną koncepcją. Widoczne jest to szczególnie w miastach, nie tych gigantycznych, a właśnie w takich, w jakim się obudziliśmy. Puste ulice bardzo powoli zapełniały się ludźmi, od czasu do czasu przejechał samochód lub wóz. Krocząc pewnie w niepewnym kierunku mijamy zaspane twarze, które z szybkością światła pokrywają się zdumieniem i zaciekawieniem. Nawet psy ledwo podnosiły zaspane głowy.

Główny plac miasta, całkiem ładny, ale nie po to tu byliśmy. Przecież Urugwaj jest za rogiem! Co może zaskoczyć podróżnika o 7 rano w nowym miejscu? Informacja turystyczna była otwarta, a co więcej pełna konkretnych informacji. Tak się nam przynajmniej wydawało. Spokojnym krokiem, pewni drogi dotarliśmy do portu. Port to duże słowo. Nikogo nie było, cennik też nie wisiał.

Najpierw pojawiła się pani sprzątająca, która w swej naturze nic nie wiedziała. Czekamy. Ciągle czekamy, co powoli staje się nieodłącznym elementem podroży. Przyszła inna pani, pracownik biura. Okazało się, że to nie ona sprzedaje bilety, że generalnie kosztują więcej niż nam wcześniej powiedziano, a kartą płacić nie można. Jednym słowem Argentyna. Do wypłynięcia czy przypłynięcia łódki było trochę czasu, więc zabraliśmy się za marsz powrotny do centrum miasta. Gdyby zdarzyła się kolejna sytuacja spaceru tam i z powrotem, to mogłabym iść z zamkniętymi oczami.

Ludzie powoli się zbierali i bam! Pani z biletami nagle się zmaterializowała obok nas. Kontrola paszportowa przeprowadzona w zasadzie na słowo i jeszcze dostaliśmy zimna wodę do termosu. Cudownie być w kraju pełnym „siorbaczy”. Prom okazuje się małą łódka, która prowadzona jest przez zasuszonego staruszka. Kilka minut na rzece i urugwajski celnik przywitał mnie „Dzień dobry, witamy w Urugwaju. Co Pani ma w plecaku?” wypowiedziane jednym tchem. Inni pasażerowie ledwo podchodzili by pokazać dokumenty.

No to zaczynamy przygodę z Urugwajem!

 

Advertisements

6 uwag do wpisu “Pomiędzy Paragwajem a Urugwajem

  1. Good Morning, Vietnaaaam… A nie, przepraszam! Właściwie, to pomieszało mi się, choć yerby nadal nie umiem mieszać właściwie… Nie mam zielonego pojęcia, czemu przyszedł mi na myśl poranny wrzask Robina Williamsa… O co chodzi… 😀 Może jutro coś wymyślę… :D:D:D

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s