Być i pozostać kobietą w podróży.

P1290083Nikogo nie zaskoczę mówiąc, że jestem kobietą. Niezależnie od tego czy pracuję, spotykam się z przyjaciółmi, siedzę w dresie w domu (bo chyba każda z nas tak ma?) czy podróżuję. Każda z nas ma swoje sprawdzone sposoby na bycie sobą w życiu codziennym. Co zmienia się w życiu w podróży? Czy to, co uważałam za problemy, rzeczywiście nimi były? Spróbuję Wam powiedzieć, w jaki sposób poradziłam sobie z byciem kobietą w trakcie 246 dni w Ameryce Południowej.

W listopadzie zeszłego roku pierwszy raz pakowałam plecak na dłużej niż na miesięczną podróż. Z tego względu poszukiwałam porad i inspiracji. Co zabrać? Z czym mogę mieć problemy? Ostatnio, jeszcze w trakcie podróży, trafiłam na tekst o problemach, które spotykają nas, kobiety, w trakcie podróży. I wiecie co? Z mojego punktu widzenia żaden z wymienionych problemów naprawdę nim nie był z prostego powodu – coś, co mogę ogarnąć w normalnym życiu, nie może być problemem w podróży. Świat jest duży i różnorodny, ale wszędzie żyją kobiety, które tak jak my tutaj, żyją i radzą sobie codziennie.

Podczas wczesnego przygotowywania się do podróży, trafiłam na poradę dotycząca włosów. Brzmiała: zetnij je na krótko! Nie było nawet o tym mowy, nie dla mnie. Nie kwestionuję, że może to być wygodne, ale dla osób, które to lubią. Ja nie lubię siebie w krótkich włosach, więc moje pozostały średnio długie i spokojnie się wydłużały. Dzięki temu nauczyłam się je ciekawiej czesać i zaplatać, a zawsze miałam dwie lewe ręce do takich czynności (chęć zmiany i nuda potrafią zdziałać cuda). Dłuższe włosy się brudzą, przetłuszczają, ale nie bardziej niż w mieście. Skoro normalnie używałam szamponu, to i w podróży okazał się wystarczający. Miał swoje miejsce w kosmetyczce, a  każde miejsce, w którym spaliśmy było wyposażone przynajmniej w zlew. Tak, woda często była zimna, zwykle bardziej letnia niż lodowata, ale to wystarczało do umycia siebie i włosów. Podróż też hartuje i nie bój się tego. Trudniej jest, gdy śpi się na dziko albo na szlaku w górach, ale wygląda to tak samo jak w polskich górach.

Wspomniałam o kosmetyczce, cóż, moja nigdy nie była wypełniona pudrami, cieniami i innymi. W podróży mój zestaw skurczył się jeszcze bardziej i tak wystarczał mi krem, tusz do rzęs (który po drugim miesiącu wylądował w koszu bez zastepstwa), szampon i mydło, no i szczoteczka z pastą. Mało? Czasem miałam wrażenie, że to wciąż za dużo. Może to dziwne i nieprawdopodobne, ale uwierzcie mi, bez wielu kosmetyków da się żyć.

Co jeszcze nas martwi przed i w trakcie podróży? Okres. To coś, od czego nie da się uciec, a można się po prostu przyzwyczaić. Przed wyjazdem warto sprawdzić czy w danym kraju dostępne są tampony lub podpaski. Po swojej podróży mogę Wam zagwarantować, że w tych krajach Ameryki Południowej, które odwiedziłam, przynajmniej jeden z tych produktów był dostępny. Czasem tylko trzeba zapytać, ponieważ nie zawsze znajdują się na widoku. Pewnym rozwiązaniem jest kubeczek menstruacyjny, ale nie jest idealny i wielokrotnie zwykły  tampon jest zdecydowanie przyjemniejszy w użytkowaniu. Wiem, że niejedna z nas ma problemy z bólem właśnie w te dni, czasem wystarczy zacisnąć zęby, a innym razem posiłkować się tabletkami. Też mnie to spotyka, w podróży też możesz spędzić cały dzień w pokoju albo w namiocie, to nic złego. Do tego leki przeciwbólowe są powszechnie dostępne, aptek tam tak dużo jak u nas, a może nawet więcej.

Ważną kwestią, nie mniej niż poprzednie, są też ubrania i ograniczenia plecaka. Mój ma 60 litrów, a zmieścił naprawdę dużo. Poza niezbędnym ekwipunkiem, czyli śpiworem i karimatą, bez problemu miałam miejsce na kurtkę z podpinką, buty górskie na zmianę z sandałami i oczywiście trochę ubrań. Nosiłam z sobą cały czas też sukienkę i nie żałuję, że ostatni raz miałam ją na sobie w Buenos Aires, a później dopiero od Cartageny w Kolumbii. Potrzebowałam mieć chociaż jedną rzecz, która nie wygląda jak pozostałe – sprane, naciągnięte i ciągle używane. I wiecie co? Kiedy na co dzień ma się do wyboru dwie koszulki, spodnie lub sportową spódnicę, to problem w stylu „nie mam co na siebie włożyć” znika daleko w tyle.

Podróż uczy każdego dnia, także tego jak ciągle czuć się kobietą. Dla mnie te 246 dni były lekcją życia z samą sobą. Nauczyłam się akceptować swoje ciało i jego niedoskonałości, zauważyłam, że czasem wystarczy się uśmiechnąć lub inaczej upiąć włosy, by wyglądać piękniej, dla siebie i innych. Każda z nad inaczej postrzega świat, radzi sobie z problemami dnia codziennego, jak i podróżniczego, ważne jest to by nie dać się obawom. Radzisz sobie codzienne z byciem kobietą, więc w podróży także dasz sobie radę.

A jakie Wy macie doświadczenia z typowymi problemami w podróży? Jak sobie z nimi radzicie?

Advertisements

15 uwag do wpisu “Być i pozostać kobietą w podróży.

  1. Ja nie mam problemów ogólnie rzecz biorąc 🙂 Mam długie włosy i myję je co drugi-trzeci dzień. Nei wyobrażam sobie ich ścięcia! Kosmetyków też nie używam wielu, podstawowy zestaw wystarcza (szampon, żel pod prysznic, szczoteczka i pasta, odżywka do włosów). Problemów z bólem w czasie okresu nigdy nie miałam. Ciuchy zawsze lubiłam wygodne. Więc wszystko jest okej 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Ja w podróży ze sobą nie mam większych problemów, ale też nie jadę w dłuższe trasy niż 3 tygodnie. Kosmetyki tylko niezbędne, chociaż lubię wyglądać jak dziewczyna więc sukienka i tusz do rzęs się znajdą.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Co prawda nie byłam w podróży przez prawie rok ale też nigdy nie miałam problemów typu „jak sobie radzi kobieta w podróży”. kobieta też człowiek 😉 w dłuższych podróżach wszystkie kosmetyki oprócz kolorowych kupuję na miejscu by nie wozić niepotrzebny bagaż.

    Lubię to

    • Ja generalnie nigdy wcześniej się nie zastanawiam jak odbiera się kobietę w podróży, ale napatrzyłam się jak radzą i nie radzą sobie dziewczyny. Ja lubię mieć na start swoje kosmetyki, jak się kończą, to kupuję nowe 🙂

      Lubię to

  4. Co do okresu w podróży to świetny post jest u Los Wiaheros – opisane państwa jeśli chodzi o dostępność tamponów i podpasek. Dla mnie było szokiem, że w wielkiej Indonezji prawie nigdzie nie można dostać tamponów, a na Bali są tylko w nielicznych sklepach i to hiper drogie (a w końcu nurkowanie w Indonezji to bajka!). No i włosy się wysuszają strasznie szczególnie w ciepłych krajach, ale oczywiście odżywki są wszędzie dostępne. Plus trzeba uważać na wybielające kosmetyki 😀 Czasem wg mnie warto założyć spódnicę i lekko się pomalować – człowiek od razu jakoś lepiej się czuje.

    Lubię to

    • Właśnie szukając informacji przed naszym wyjazdem trafiłam do Los Wiaheros. Zawsze lepiej sprawdzić czy to czego potrzebujemy na pewno w danym kraju jest dostępne. Jadąc na krócej łatwiej wszystko przewidzieć i spakować, jednak w końcu nawet zapasy się kończą 😉 Powiem Ci, że przez te osiem miesięcy odżywki użyłam chyba z 5 razy, zawsze wolałam mieć lżejszy plecak.

      Lubię to

  5. Z tymi potrzebami podczas podróży tak jak napisałaś jest bardzo różnie to są indywidualne preferencje. Osobiście gdy byłam w Birmie zaskoczyło mnie to, że nigdzie absolutnie nigdzie nie było środków higienicznych dla kobiet, jadąc nie przyszło mi nawet do głowy, że na miejscu takich rzeczy może po prostu nie być 😉

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s