Olimpiada w Rio de Janeiro – czyli pierwszy świat bawi się kosztem trzeciego

13590435_707350656069673_2003531588976748897_n

Mam pewien problem z igrzyskami. Zawsze lubiłem sport, jako dzieciak marzyłem o karierze piłkarskiej, co było dość dziwne w mieście, gdzie każdy chłopak chciał zostać hokeistą. Do dzisiaj lubię oglądać rywalizację drużyn i ludzi przekraczających w pewien sposób bariery ludzkich ograniczeń. Stąd zawsze podobały mi się olimpiady, letnie czy zimowe. Wydawały się kwintesencją zdrowej międzyludzkiej rywalizacji. Aż do niedawna. Pierwszą skazą na tym może wyidealizowanym obrazie w mojej głowie, były zdjęcia niszczejących obiektów olimpijskich w Atenach. Okazało się, że niebogata Grecja wydała masę środków na jednorazowe baseny i stadiony, które po imprezie stały się nikomu niepotrzebnymi ruinami. Może kiedyś będą podziwiane jako kolejne starożytne ruiny, ale czy było warto? Dużo później podziwialiśmy igrzyska w Sochi, gdzie jawnie wręcz rosyjscy bonzowie zdefraudowali miliardy publicznych rubli, wydając z państwowych środków więcej niż kosztowały wszystkie wcześniejsze zimowe olimpiady razem wzięte. No dobra, można to było zrzucić na specyfikę podejścia rosyjskich elit do własnego społeczeństwa, które od stuleci traktują jak dojną krowę. W międzyczasie ktoś w Krakowie również postanowił zorganizować nam olimpiadę. Tu zapaliła się kolejna lampka: hej, ale przecież nas zwyczajnie na to nie stać, koszty tej zabawy są przecież ogromne! A to miała być „tylko” zimowa. Na szczęście w przeciwieństwie do Rosji, w Polsce społeczeństwo nie jest tak otumanione przez władzę i nie dopuściło do przeforsowania tej szalonej idei. Zacząłem zadawać sobie pytanie – sport sportem, ale czy forma nie przerosła treści? Czy koszta jakie ze sobą niesie są warte tego wszystkiego? I teraz przyszła wisienka na torcie – olimpiada w Rio de Janeiro. Jak to z nią jest?

Musicie uświadomić sobie jedną rzecz. Rio ma dwie twarze. Pierwsza, która przychodzi na myśl każdemu chyba na świecie, jest piękna. Rajskie plaże, wieczna samba, śmiech, karnawał, Jezus, taniec, piłka nożna, miłość, muzyka, zabawa. Tropikalny szał. I to faktycznie tam znajdziecie, w Rio można się świetnie bawić. Ale jest i druga twarz Rio, którą władze i spece od stosunków społecznych ignorują jak mogą. Na tą twarz składa się ogromna bieda, żebractwo, bezdomność, przestępczość, narkotyki, powszechna broń, tropikalne choroby, korupcja służb, wojny gangów, rasizm. Zapomniane przez Boga i ludzi fawele, które już wcześniej przybliżyliśmy. I nagle, na oczach tych ludzi, Brazylia organizuje igrzyska, które są manifestacją całego bogactwa i splendoru naszego świata. Bo dziś zawodowy sport skąpany jest w cukierkowym sosie widowiskowości, a olimpiada stała się przedstawieniem dla mas, głównie telewidzów. To widowisko, gigantyczna impreza, która nie może obejść się bez swojej medialnej otoczki. Musi być obficie, muszą być fajerwerki, musi być „na bogato”. Żeby przyciągnąć miliony przed telewizory i zarobić fortunę na reklamach. Bo na olimpiadzie zarabiają wszyscy, poza organizatorami. I poza lokalną społecznością, która ją finansuje. Jak można było zrzucić taki ciężar, na rozdartą kontrastami społecznymi Brazylię? Rządzoną przez skorumpowanych, rasistowskich dziadów, którzy latają nad miastami prywatnymi helikopterami, podczas gdy na ulicach śpią bezdomne dzieci?

5000

Olimpiada kosztowała Brazylię fortunę. Władzę skupiły się na pokazaniu światu tej jasnej strony. Ciemną postanowiono natomiast przed światem ukryć. I tak wzdłuż drogi biegnącej z głównego lotniska przez środek faweli Mare, postawiono ekrany akustyczne, pomalowane kolorowo od strony jezdni. Mieszkańcy Mare nazwali to Ścianą Wstydu, bo choć władze argumentowały jej budowę ograniczeniem hałasu, wszyscy doskonale zrozumieli o co chodzi. Turysta nie może mieć złego pierwszego wrażenia, nie może zobaczyć na samym starcie pobytu w Rio faweli. Zamiast może zobaczyć ładne kolorowe grafiki. Mieszkańcy upokorzeni, ale władza ma to gdzieś. Władza ma gdzieś także własne służby. Niedawno turystów na lotnisku witali protestujący policjanci z dosadnym transparentem „Witamy w piekle”. Była to część protestu przeciwko nie wypłacaniu im oraz strażakom pensji. Z wypłatami mają także problemy placówki służby zdrowia. Gdy w grudniu w mieście wybuchła panika związana z pojawieniem się wirusa Zika, lekarze w publicznych szpitalach często nie przyjmowali pacjentów gdyż nie otrzymywali pensji. A gdy już do badań doszło i wirus został wykryty, niewiele mogli zrobić. Ludzi na fawelach zazwyczaj nie stać na drogie leki, więc zarażeni często czekali w domach aż organizm sam wygra z wirusem, nie mając świadomości co się tak naprawdę z nimi dzieje. Nie lepiej jest z edukacją. W marcu ponad trzydzieści szkół strajkowało przeciwko niskim pensjom nauczycieli. Na Mare uczniowie okupowali szkołę razem z nauczycielami, śpiąc w klasach. Bez skutku.

13669092_1000046073398498_240597795153464575_nProtestów przeciwko samej olimpiadzie nie brakowało. Dużą popularnością w fawelach cieszyła się akcja „Zgaś znicz”, w której chodziło o zgaszenie tego symbolu olimpiady, tradycyjnie przemierzającego kraj przed igrzyskami. Na znicz polały się wiadra wody, także z okien budynków. Co bardziej pomysłowi atakowali gaśnicami. W efekcie znicz wędrował w stałej eskorcie mundurowych. To taki trochę symbol tej olimpiady – idea musiała bronić się siłą przed społeczeństwem. Władze rzecz jasna usiłowały argumentować, że część środków wydanych na olimpiadę będzie dalej służyć lokalnym społecznościom. Jedną ze sztandarowych inwestycji tego typu była, otwarta w styczniu, ścieżka rowerowa zbudowana na palach, biegnąca wzdłuż wybrzeża. Reklamowano ją jako najpiękniejszą trasę rowerową świata, kosztowała 12,5 miliona dolarów. Jednak paradoksalnie nie uwzględniono w projekcie odporności na uderzenia fal oceanicznych. I w kwietniu w wyniku uderzenia falą, która wdarła się w głąb plaży, część kładki runęła, zabijając dwie osoby.

Półtora miesiąca przed olimpiadą gubernator stanowy apelował do rządu federalnego o wsparcie finansowe argumentując, że stan jest na skraju bankructwa i grozi mu „całkowita zapaść w kwestii bezpieczeństwa, służby zdrowia, edukacji, transportu i ochrony środowiska”. Rząd federalny pożyczył niezbędne od zaraz 895 milionów dolarów. Brazylia jest państwem dużym, stać ją na takie zabawy. Pieniądze wpompowano m.in. w dokończenie budowy przedłużonej linii metra. Linia połączyła popularne wśród turystów plaże Ipanema i Copacabana, z wioską olimpijską, skracając turystom dojazd do dwudziestu minut. Projekt zakładał, że metro budowane specjalnie na igrzyska będzie kosztowało 1,4 miliarda dolarów, skończyło się na kwocie dwa razy większej. Trudno się dziwić, że cariocas (jak mówią o sobie miejscowi), głośno krzyczą o praniu publicznych pieniędzy. Metro ostatecznie otworzono dopiero cztery dni przed olimpiadą, ale aż do końca trwania paraolimpiady, będzie czynne tylko dla posiadaczy kart olimpijskich – zawodników, obsługi i kibiców. Nie dla mieszkańców, ci muszą ustąpić miejsca turystom, przynajmniej na razie. Koniec budowy metra to też poważny problem dla sąsiedniej faweli Rocinha. Z pracy zostanie nagle zwolnionych 30 tysięcy robotników, w dużej części pochodzących właśnie stamtąd.

1433

Burmistrz Rio, narzekał na władze stanowe, że zalegając z wypłatami policji przyczyniają się do pogorszenia bezpieczeństwa w mieście. Rozwiązanie rządu? Do Rio wprowadzono 85 tysięcy żołnierzy, którzy mieli zadbać o spokój olimpijczyków i turystów. Nie uspokoiło to jednak mieszkańców fawel, którzy o wojsku mają na ogół równie złe zdanie co o policji. Niewiele to jednak pomogło w mieście przeżartym przestępczością i korupcją. Ponurym symbolem cichej fali morderstw w Rio stało się poćwiartowane ciało, które ocean wyrzucił na plażę, tuż obok miejsca gdzie kilka dni później miały odbyć się zawody siatkówki plażowej. Służby nie ograniczyły się jednak wyłącznie do działań pasywnych. W mieście od lat trwa cicha wojna domowa między służbami a gangami narkotykowymi. Przy okazji giną też zwykli cywile. Amnesty International opublikowało raport, z którego wynika, że tylko w zeszłym roku w Rio zginęło w wyniku akcji policyjnych 1562 cywili i 25 policjantów na służbie… Przy czym większość zabitych przez mundurowych sklasyfikowano jako celowe zabójstwa z premedytacją, a tylko część jako ofiary wymiany ognia. Organizacja wytyka władzom kraju, że nie potrafią albo nie chcą ujarzmić policji, która nagminnie nadużywa broni i stosuje brutalne metody, niezgodne z jakimikolwiek standardami. Obecnie olimpiadę postanowiono wykorzystać do cichej pacyfikacji największej faweli miasta – Alemão. Do akcji wkroczyły słynne mroczną chwałą oddziały specjalne policji, zwane tam też szwadronami śmierci. Mieszkająca w tej dzielnicy Daiene napisała pierwszego sierpnia: „W ciągu ostatnich 48 dni, naliczyłam przynajmniej 25 dni strzelanin. Dwóch mieszkańców zginęło, kolejnych pięciu w tym dwóch policjantów zostało rannych. Alemão miało się lepiej w przeszłości, kiedy było opuszczone przez państwo. Teraz wierzę, że państwo patrzy na nas oczami zabójców. Mam nadzieję, że olimpiada wkrótce się skończy, ponieważ jedyną jej spuścizną jaką widzę, jest represja, militaryzacja i wojna.”

My sami goszcząc w listopadzie przez niecałe dwa tygodnie na Mare, nie słyszeliśmy strzelanin. Ale wtedy policja nie wchodziła jeszcze na teren faweli, skupiała się tylko na pilnowaniu jej obrzeży i trzepaniu kieszeni przechodzących nastolatków. Miejscowym ten stan w pewnym stopniu odpowiadał, było w miarę stabilnie, zagrożeniem były tylko dzieciaki z bronią, ale gang trzymał ich na bardzo krótkiej smyczy. Widzieliśmy jednak plakaty, na których policjanci prezentowali broń, a dumne hasło głosiło: „na olimpiadę uczynimy Rio najbezpieczniejszym miastem świata”. Do dziś chce mi się gorzko śmiać na ich wspomnienie.

Policjant na faweli, autor - Mario Toma

Gdy Państwo Islamskie ogłosiło, że dokona zamachu na igrzyskach (do czego na szczęście nie doszło), Henrique z Mare załamywał ręce, mówiąc że jeszcze tylko tego brakowało. Całą olimpiadę skomentował dosadnie jeszcze przed imprezą: „Stan Rio de Janeiro jest pełen tropikalnych chorób i sukinsynów wydających pieniądze na igrzyska olimpijskie. Tylko spółki budowlane i politycy są szczęśliwi. Olimpiada jest chu**wa! Zgaście ten znicz!”

Ale jest i jeden mały pozytyw, zauważony przez Thais, też z Mare. „W ostatnim roku na Mare dzieję się znacznie więcej niż w poprzednich latach i wszystko wskazuje na to, że jest to spowodowane przygotowaniami do olimpiady. Z jednej strony odbyła się niezliczona ilość operacji policyjnych. Z drugiej, pojawiło się więcej inwestycji w kulturę. Społeczni dziennikarze dostali szansę opowiedzenia historii fawel oczami mieszkańców, chociaż komercyjne media dalej oczerniają imię naszych społeczności.”

Olimpiada to szczytna idea zdrowej sportowej rywalizacji. Zgoda. Ale czy realizowanie tej idei musi odbywać się kosztem biednego, zaniedbanego społeczeństwa, któremu odmawia się podstawowych zdobyczy cywilizacji, takich jak bezpieczeństwo? Brazylijskiego społeczeństwa na tą olimpiadę nie było stać. Coś poszło zdecydowanie nie tak, myślę że świat powinien poważnie przemyśleć całą koncepcję olimpiad. Bo teraz jest to zwykły cyrk dla bogatej części świata, organizowany kosztem lokalnych społeczności, która może co najwyżej pooglądać show w telewizji i pokaz sztucznych ogni nad stadionem. Chyba nie o to chodziło de Coubertinowi.

Michał

ps. zdjęcia są autorstwa Mario Tomy i Ricardo Moraesa

Rozpoczęcie igrzysk widziane z jednej z fawel

Reklamy

12 uwag do wpisu “Olimpiada w Rio de Janeiro – czyli pierwszy świat bawi się kosztem trzeciego

  1. No tak, w tych wszystkich rozgrywkach coraz mniej chodzi o sport, a coraz więcej o pieniądze. Biedni ludzie staja się jeszcze biedniejsi, wysiedlani ze swojego miejsca zamieszkania żeby można było postawić np. stadion. Dla mnie nie do pomyślenia, ale tak chyba działa ten nasz współczesny świat.

    Polubienie

  2. Pierwsze igrzyska jakie pamiętam z oglądania w tv, to był zimowy Innsbruck w 1964… Dawno! Byłem wtedy w szkole podstawowej, miałem do sportu entuzjazm. Potem entuzjazm i idealistyczna wiara w czystość sportu z wiekiem mi więdła… Aż zwiędła zupełnie jakieś 30 lat temu…
    Masz Michał całkowitą rację. Forma dawno przerosła treść! Igrzyska się dawno zdewaluowały, choćby przez możenie i potęgowanie jakich dyscyplin i konkurencji, nie wiadomo po co! Zrobił się z igrzysk jakiś moloch niestrawny i nie do ogarnięcia…
    A Rio de Janeiro? Byłeś tam, to masz wiedzę większą ode mnie… Zwyciężył nie duch olimpizmu, a duch barbarzyństwa…
    Bodaj na Portalu TVPSport przeczytałem, że z terenu, na którym powstała wioska olimpijska – wyeksmitowano 100 tysięcy ludzi… Po igrzyskach wrócą tam?
    Pozdrawiam.

    Polubienie

  3. Kilka lat temu byłam w Porto i mieszkańcy narzekali na te stadiony zbudowane na euro. Podejrzewam ze teraz tez tak moze sie stać… Bo kto to utrzyma? A biedne społeczeństwo to zamiast zyskać to niestety jest troche spychane na drugi plan…

    Polubienie

  4. Każda tego typu impreza ma dwie strony – o ironio – medalu. Z jednej mogłoby się wydawać, że dzięki takim międzynarodowym wydarzeniom organizowanym w danym miejscu będzie lokalnej społeczności lepiej, choćby z uwagi na nowe miejsca pracy. Z drugiej jednak rozwija się szara strefa, wykorzystywanie ludzi a co najgorsze po zakończeniu imprezy nic się specjalnie dla tych ludzi nie zmienia. Myślę, ze przy wyborze miejsca na Olimpiadę należałoby się kierować również względami społeczno-ekonomicznymi. Jaki wpływ będzie miała taka impreza na dane miejsce również w kilka lat po jej zakończeniu. Jest to problem zawiły, ale warto podnosić te temat. Pozdrawiam!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s