Montevideo – południowoamerykańska Europa

Stolica Urugwaju – Montevideo, co o nim wiemy? Jedna ze stolic krajów Ameryki Południowej, wielkością porównywalna do Warszawy. Nie miałam żadnych oczekiwań co do tego miasta, ale chciałam żeby mnie zaskoczyło raczej pozytywnie, ale tak mam zamierzając do większości nowych miejsc. To, jakie wrażenia zostawiło po sobie w mojej pamięci, zostanie ze mną i teraz też z Wami.

Zmierzch nad MontevideoSłońce powoli rozpraszało ciemność nocy, a nasz autobus dotarł na dworzec w Montevideo. Zmęczeni po nocy w autobusie szliśmy przez ulice jak w jakimś śnie. Puste ulice wydawały się nierzeczywiste w tak dużym mieście, a jednak istniały i dopiero ze światłem słonecznym ludzie powoli zaznaczali swoją obecnością chodniki. Poranki w miastach wyglądają inaczej, zawsze myślałam, że one nigdy nie śpią, a tutaj wydawało się, że ono dopiero się budzi po długiej i spokojnej nocy. Spacerując po tym świecie półsnu okazało się, że już pierwsze wrażenia są zupełnie inne niż te, które zadomowiły się we mnie po Rio de Janeiro lub Asunción. Montevideo to w dużym stopniu ich przeciwieństwo, jakiś punkt europejskości w południowoamerykańskim świecie.

Wielokrotnie przemierzaliśmy ulice Montevideo pieszo, poznając w ten sposób miasto od podstaw. Na każdej ulicy, mniej lub bardziej zatłoczonej mieszały się ze sobą przeszłość z teraźniejszością. Piękne, stare wille i nowe, wysokie budynki mieszkalne. Wszystko to, wraz z dużą ilością drzew, komponowało się przyjemnie dla oka, a kiedy dodamy jeszcze bliskość wody i plaże… Cóż, to miasto ma swój klimat. Najpopularniejszym miejscem spędzania wolnego czasu jest wybrzeże La Platy. Szerokie chodniki, ścieżki rowerowe, delikatny szum wody rozbijającej się o delikatny i piaszczysty brzeg. To nie koniec, kiedy kończy się piasek, zaczyna się trawa, na której tłumnie przesiadują całe rodziny popijając yerba mate albo pilnując grilla. Do momentu, gdy nie spojrzymy na wieżowce za sobą, można zapomnieć, że przebywamy w tak dużym mieście.

Nowe centrum pełne jest ludzi, małych kramów, w których można zaopatrzyć się we wszystko: od gazety i papierosów, przez tykwę i bombille, a kończąc na skarpetkach. To niesamowite, kiedy starasz się dostrzegać wszystko, a Twój wzrok pada właśnie na różowe skarpety. Budynki zamiast maleć, rosną. Kierując się przed siebie główną ulicą dotrzeć można do Plaza Independencia. Na nim rozlokowane są ławeczki i palmy, chociaż ciężko liczyć na odrobinę cienia. Punktem charakterystycznym tego placu jest ogromna podobizna Artigasa, pod którym znajduje się jego mauzoleum. Za nim znajduje się brama,która okazuje się symbolem przejścia z jednego świata w drugi. I tak za sprawą kilku kroków przechodzi się z nowoczesności do uliczek, które pamiętają zupełnie inne czasy, które lata temu były najważniejszą częścią miasta. Pojawiły się deptaki, rękodzieło sprzedawane z mikro stoisk, a budynki wokół pełne były ładnych sklepów. Zatapiając myśli w tym co jest i było można spędzić na tych uliczkach długie godziny. Czas powoli się zatrzymywał, ludzi było coraz mniej, fasady budynków coraz bardziej zniszczone, a futryny sklepów pozasłaniane. To kolejny świat Montevideo, ten najbardziej zapomniany i pomijany, a dla mnie chyba najciekawszy. W takich miejscach czuję prawdziwą duszę miasta, tym bardziej, kiedy ludzie wciąż mieszkają w takich zakamarkach. To takie ukryte serce Montevideo.

Kilka przecznic dalej znajduje się jedna z największych atrakcji tego miasta – Puerto Mercado. Pojawienie się w tej okolicy w czasie lunchu oznaczało tłumy turystów i miejscowych, którzy z przyjemnością wybierali ulubione „grillownie”. Nigdy nie przypuszczałam, że Urugwajczycy jedzą takie ilości grillowanego mięsa, a jednak. Przed budynkiem z niewielkich głośników sączyła się znana wszystkim muzyka, do której para tancerzy dawała pokaz tango. No właśnie, asado i tango, czy to nie miała być domena Argentyny? Okazało się, że oba te narody od zawsze spierają się o to, kto z nich zapoczątkował, te rozpoznawalne na całym świecie, symbole Ameryki Południowej.

Urugwaj ze swoją stolicą jest miejscem bardzo europejskim, oczywiście na tyle, na ile jest to możliwe z południowoamerykańską mentalnością. Powolne spacery nad La Platą, sączenie yerba mate na każdym kroku, rozchodzący się wszędzie zapach grillowanego mięsa i tango. Teraz to właśnie te obrazy najbardziej kojarzyć mi się będą z Montevideo. A Wy, jakie macie skojarzenia z tym miejscem?

Advertisements

12 uwag do wpisu “Montevideo – południowoamerykańska Europa

  1. Yerba mate, tango i grill, wystarczy by mnie zachęcić do wyjazdu, a do tego dorzuciłaś cudne zdjęcia. Super. A zdanie: „To niesamowite, kiedy starasz się dostrzegać wszystko, a Twój wzrok pada właśnie na różowe skarpety.” mnie po prostu rozwaliło. Przeczytałam z prawdziwą przyjemnością

    Lubię to

  2. Super wpis! Prawdziwy, szczery, pełen emocji – z całego serca gratuluję! Sprzedałaś mi Montevideo, chociaż niczego kupić nie chciałam. Nie zawitałam jak dotąd do Ameryki Południowej, ale dzięki wpisom takim jak te, wiem, że coraz bardziej tego pragnę. Dzięki serdeczne 🙂

    Lubię to

  3. Mnie kusić nie musiałaś 😉 Raczej przypomniałaś kilka południowoamerykańskich podróży. Postkolonialne budynki i lokalny koloryt tworzą niezapomniany klimat. W Urugwaju nie byliśmy, ale w sąsiedniej Argentynie, tak. Widzę, że zamiłowanie do grillowania i tango mocno łączą te kraje 🙂

    Lubię to

  4. O mężczyznach dwóch… Artigas. Nic o nim nie wiem, więc muszę poczytać! .Monstrum. Siedzi pod parasolem. Nic o nim nie wiem i nie chcę wiedzieć! Pozdrawiam!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s