Mendoza, rower i wino

Mendoza to jedno z bardziej popularnych miast w Argentynie. To tu znajduje się winne serce tego kraju, a do tego bez problemu można stąd wybrać się by chociaż zobaczyć najwyższy szczyt obu Ameryk – Aconcagua. Dla nas był to pierwszy dłuższy przystanek po opuszczeniu Buenos Aires, przez kilka dni odpoczywaliśmy w tym dużym, a jednak zacisznym miejscu. No i naprawiliśmy złamaną tyczkę namiotu!

Wyspany (w łóżku, bo to ważne) człowiek z przyjemnością poznaje nowe miejsca. Energii od razu ma się więcej, więc i upał nie doskwiera tak bardzo, tym bardziej, że spacerować można bez plecaków z całym dobytkiem. Mendoza sprawia wrażenie jakby czas w niej zwalniał lub wręcz się zatrzymywał. To skraj pustyni, ale w mieście nie brakuje zacienionych drzewami uliczek czy zielonych placów. Miasto zawdzięcza to bardzo dobremu systemowi kanałowemu, który to odkryty, za pomocą zapór i śluz dostarcza wodę określonym miejscom. Leniwy spacer zaprowadzić może na główny plac miasta – Plaza Independencia, chociaż właściwie to bardziej palmowy park. Wokół niego znajdują się kolejne cztery – San Martin, Chile, Italia i España, więc strudzony słońcem osobnik ma gdzie odpoczywać. W mieście jest jeszcze jeden ogromny park ze stawem, w którym czas spędza prawie każdy mieszkaniec. Dla nas Mendoza stała się miastem pełnym parków, spokoju i zieloności.

Jesteśmy w Mendozie, więc wypadało skorzystać przynajmniej z jednej z dwóch największych atrakcji tego miejsca. Na wyprawę na lub pod Aconcague funduszy nie mieliśmy, ale na wypożyczenie rowerów i jeżdżenie po winnicach już tak. Naszym celem okazało się niewielkie miasteczko Maipu, gdzie wypożyczyliśmy rowery (100 peso/osoba) i dostaliśmy mapkę rowerową okolicy. No to przed siebie! Nie straszne nam ponad dwa lata bez rowerów!

Zaczęliśmy od polecanej i będącej najbliżej winoteki. Od czegoś trzeba było zacząć. Siedliśmy w przyjemnie klimatyzowanym pomieszczeniu przy stoliku zrobionym z wielkiej beczki. Zaczęła się degustacja, podczas której spróbowaliśmy pięciu różnych win, a na dokładkę dostaliśmy całą butelkę na odchodne. Podobało nam się to miejsce, miła obsługa, tylko te wina jakoś za bardzo wytrawne jak na nasze słowiańskie podniebienia. Ruszyliśmy dalej, w pełnym słońcu i ostatecznie więcej win nie piliśmy. Wykończył nas upał. Jednak będąc już w tym miejscu otoczonym plantacjami winogron jeździliśmy po okolicy przypatrując się temu nowemu widokowi w naszym życiu. A jak to w życiu bywa, zawiedliśmy się tym, co widzieliśmy. Trasa rowerowa biegła głownie główną, ruchliwą ulicą, a w naszych głowach, niezależnie od siebie powstał obraz polnych dróg porozsiewanych wśród winogron. Bez względu na to warto odwiedzić to miejsce, tylko może przy mniejszym słońcu.

Tak więc była i leniwa Mendoza, i rower przy drodze i wino w słońcu.

Aśka

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s