Argentyński bóg ma na imię Gauchito Gil

Ludzie na całym świecie szukają sposobów na kontakt z boskością. Nie jest to nic nadzwyczajnego, od zawsze próbowaliśmy poprzez religię wytłumaczyć sobie sens istnienia czy szukaliśmy pomocy u sił wyższych. Wiara pozwala nam, ludzkości, iść bez lęku ciemną doliną. Jedni czerpią siły z wielkich religii, inni z natury, jak pewien czeski premier szukający życiowej energii poprzez tulenie się do drzew. Jeszcze inni łączą te dwa elementy, wierząc choćby w cudowną moc wody ze świętych źródełek.

Nie inaczej jest w Argentynie. Kraj papieża kojarzy się z katolicyzmem i faktycznie część tutejszych się za katolików uważa, a religia ta teoretycznie dominuje. Chociaż pewien polski misjonarz szacował niedawno ilość rzeczywistych katolików w Patagonii na jakieś 5%. Tak, pięć. Nie brakuje też protestantów, którzy kilkukrotnie sami poruszali z nami tematy religijne. Chyba każdy ewangelik jakiego spotkaliśmy przypominał nam o potędze Boga i udowadniał, że połowa jego rodaków to protestanci. Ale tak naprawdę, to nie w oficjalnych religiach tkwi duchowa żarliwość Argentyńczyków. Tej trzeba szukać w ich bezgranicznej wierze w kilku ludowych świętych czyniących cuda. A zwłaszcza w jednego.

Argentyński bóg ma na imię Gauchito Gil, a jego kult jest potężny.

San Antonio Gauchito Gil albo po prostu Gauchito Gil, był człowiekiem. Jego historię słyszeliśmy dziesiątki razy, a ilu ludzi tyle wersji. Jednak różnice opowieści tkwią zwykle w szczegółach, główna część pozostaje niezmienna. Żył w XIX wieku i był jednym z gauchów – południowo amerykańskich kowbojów pracujących na wielkich krowich farmach. Stąd jego przydomek, Gauchito to pieszczotliwe zdrobnienie od gaucho. Dorósł, zaciągnął się do wojska, walczył w wielkiej wojnie z Paragwajem, z czasem zdezerterował i został zbójnikiem. Ale nie byle jakim, a ideowym bratem Janosika czy Robin Hooda. Rabował wyłącznie bogatych, dzielił się z biednymi, czym zaskarbił sobie ich przyjaźń. Niektórzy twierdzą, że zawrócił w głowie jednej bogatej pannie, co przysporzyło mu równie bogatych wrogów. Oskarżony o morderstwo, którego nie popełnił, został skazany na śmierć. Jego tropem ruszył pewien sierżant. Dopadł go na pampie i poddał mękom, w klasycznym westernowskim stylu. I tu jest kluczowe wydarzenie dla obecnego kultu. Gauchito przed śmiercią powiedział sierżantowi, że jest niewinny morderstwa, a gdy ten wróci do miasta, znajdzie tam list zmieniający wyrok. Co więcej, znajdzie swojego syna umierającego na nagłą, ciężką chorobę. Ale on, Gauchito, po swojej śmierci uzdrowi dzieciaka jeśli sierżant poprosi o wybaczenie. Sierżant wyśmiał Gauchito i poderżnął mu gardło. Jednak po powrocie, rzeczywiście dowiedział się o uniewinnieniu Gauchito, a jego syn faktycznie był umierający. Przerażony zaczął się gorliwie modlić do Gauchito, błagając o wybaczenie i uzdrowienie syna. Dzieciak cudownie wyzdrowiał. Sierżant przekonany o cudzie sprawionym przez Gauchito wystawił mu kapliczkę i zaczął głosić jego boską moc. Wkrótce pojawili się kolejni uzdrowieni mocą Gauchito Gila. Tak narodził się nowy ludowy święty.

Wszystko to działo się na północy Argentyny, w okolicy miasta Corrientes. Dziś grób Gauchito Gila jest otoczony kultem. Zbudowano tam sanktuarium, do którego co roku 8 stycznia pielgrzymuje setki tysięcy Argentyńczyków, z prośbami i podziękowaniami. Niektórzy twierdzą, że na fiestę zjeżdża się nawet milion osób.

Zwyczaj nakazuje, aby każdy po powrocie z sanktuarium wystawił Gauchito kapliczkę w okolicy swojego domu. Takich kapliczek w Argentynie jest tysiące, kilka widzieliśmy też w chilijskiej Patagonii, wystawione przez imigrantów. Są fenomenem same w sobie. Łatwo je dostrzec, bowiem zawsze toną w czerwieni – kolorze świętego. Stoją w biednych dzielnicach, ale najczęściej wzdłuż dróg, na skrajach miast i wsi. Kierowcy mijający kapliczki trąbieniem oddają cześć Gauchito. Często się zatrzymują i modlą. Do samochodów przywiązują czerwone wstążki, zarówno w środku jak i na zewnątrz.

Kapliczki zrobione są na różne sposoby. Jedne są małe, skromne, wielkości budki dla ptaków. Inne duże, murowane, wysokości człowieka. Każdy stawia kapliczkę na miarę swoich możliwości. Okoliczne drzewa i krzewy zdobią czerwone szmaty i flagi powiewające na wietrze. Czasem stoi czerwony krzyż. W kapliczce zwykle jest figurka lub obrazek z wizerunkiem Gauchito. Przedstawia wąsatego mężczyznę z długimi włosami, czerwoną chustą na szyi i z czerwonym krzyżem w tle.

Co wyróżnia te kapliczki spośród innych to dary. Argentyńczycy masowo palą w kapliczkach świece. Zostawiają podarunki, które każdy gaucho by przyjął: papierosy, alkohol, yerbę, wodę, pieniądze. Czasem słodycze i coś do jedzenia. Niektóre kapliczki wyglądają jakby tonęły w stertach śmieci, tak wiele podarunków Gauchito otrzymał. Niektóre też od tego płoną, widzieliśmy kilka spalonych, pewnie od przewróconej świecy. Ludzie proszą go głównie o zdrowie, ale też o szczęście czy miłość. Za patrona uważają go biedni i gauche. Na kapliczkach często przybita jest metalowa tabliczka z podziękowaniem za ochronę, czy za wyzdrowienie. Albo z prośbą. Na czerwonych flagach wokół wypisane są kolejne prośby i dziękczynienia. Wszędzie widać „Gracias Gauchito Gil

Kult Gauchito Gila, choć dominujący argentyńską pobożność, nie jest oficjalnie uznany przez żadną religię. Nigdy nie uznano go za oficjalnego świętego. Księża katoliccy reagują różnie, niektórzy próbują go bezskutecznie zwalczać. Ale większość Gauchito toleruje, jak papież Franciszek, któremu nie przeszkadzała kapliczka postawiona przy kościele, w którym odprawiał msze w jednym ze slumsów Buenos Aires. Protestanci, zwłaszcza ci żarliwi, zwykle wzruszają ramionami, uznając to wszystko za zabobon i nic więcej.

Argentyńczycy nie mają problemu z nieoficjalną świętością Gauchito Gila. Dla nich jest ich świętym, do niego się modlą, jemu składają dary. Bóg chrześcijański niby jest w to zamieszany, niby krzyże się pojawiają w kapliczkach i towarzyszą Gauchito, niby wypisane modlitwy wspominają o Bogu, niby czasem w kapliczkach jest też figurka Maryi. Ale żaden Argentyńczyk, z którym o tym rozmawialiśmy, nawet nie zająknął się w tych opowieściach o Bogu. Liczy się Gauchito Gil, jeden z nich. Ten, który ich wspiera, z którym łatwo się utożsamiają, z którym mogliby napić się wina, zapalić fajkę i ciężko pracować przy krowach. Ponarzekać na niesprawiedliwości świata. Człowiek z krwi i kości, który wiódł burzliwe życie i choć po śmierci osiągnął boską moc uzdrawiania, pozostał jednym z nich. Pomaga im, nie zapomniał o nich. A oni są mu za to niezmiernie wdzięczni.

Czy nie tak przed tysiącleciami rodzili się bogowie?

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Argentyński bóg ma na imię Gauchito Gil

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s