Autostopem w poprzek Argentyny, cz.2 – Sierras de Cordoba

Sierras de Cordoba – argentyńskie Karpaty, Niemcy i kosmici

Pampa kończy się na Sierras de Cordoba, pasmie gór w środku kraju, przypominającym nasze Beskidy. Poczuliśmy się tu jak u siebie, krajobraz stał się miło wypiętrzony. Góry te skrywają też co najmniej kilka ciekawych miejsc. Warto przyjechać na więcej niż kilka dni, jest co zwiedzać, jest gdzie pochodzić po szczytach.

Pierwsze miejsce na jakie trafiliśmy okazało się jednym z najbardziej absurdalnych i kiczowatych całej podróży. Miasteczko Villa General Belgrano. Pod niepozorną nazwą, kryje się coś, co ma być typową bawarską czy tyrolską osadą. Wszystko tu jest do szczętu niemieckie. Domy, naśladujące te alpejskie, bary stylizowane na tradycyjne bierhausy, kelnerki odpowiednio eksponujące swoje wdzięki na styl bawarski. Wszędzie pełno niemieckich flag i nazw. Piekarnia „Dresdeńska”, cukiernia „Frankfurt”, rękodzieło „Freunde”, kawiarnie „Risse”, spożywczak „Alemana”. Wszędzie do kupienia piwo z lokalnego browaru „Stare Monachium”. Domy stylizowane na mur pruski, napisy stylizowane na gotycką czcionkę, dziewczyny przebrane za wróżki z germańskich mitów. Jest nawet festiwal piwny „Oktoberfest”, jakże by inaczej. Argentyńczycy lubią to miejsce, które wyrosło na główną atrakcję regionu Cordoby, jako „typowo niemieckie miasteczko”. Ot park tematyczny. Naród z pewnym kompleksem Europy, może faktycznie się tym bawić, może to być coś egzotycznie ciekawego. Dla nas, wszystko tu było przerysowane i nieprawdziwe, oparte na stereotypach. Bardziej niemieckie niż same Niemcy.

Autentycznie ciekawa jest jednak historia tego miejsca. Na początku II wojny światowej, u ujścia La Platy Brytyjczycy osaczyli niemiecki pancernik kieszonkowy „Admiral Graf Spee”. Doszło do bitwy, po której Niemcy schronili się w porcie Montevideo. Brytyjczycy rozpuścili plotkę, że port został zablokowany przez ich ciężką flotę, w tym lotniskowiec, podczas gdy były tam tylko lekkie okręty. Niemcy dali się jednak nabrać i dowódca pancernika rozkazał zatopić własny okręt, chcąc oszczędzić załodze samobójczej bitwy. Gdy prawda o brytyjskiej flocie wyszła na jaw, dowódca pancernika popełnił samobójstwo, jednak ponad 600 marynarzy ewakuowało się z pomocą Argentyńczyków. I właśnie owi marynarze dali początek miasteczku General Belgrano, tutaj bowiem większość z nich została osiedlona przez rząd Argentyny. Jedynym śladem tego dziś, jaki znaleźliśmy jest podniszczony herb okrętu przed jednym ze sklepów. Czy jacyś marynarze wciąż tu żyją, nie wiemy. Ale stworzyli miejsce, które żyje już własnym życiem.

Kawałek za pseudo niemiecką osadą, droga biegnie szczytem sporej zapory wciśniętej w skaliste górskie zbocza. To jedno z dziwniejszych miejsc w jakich łapaliśmy stopa, ale się udało.

p1190092

Alta Gracia, to kolejne niewielkie miasteczko tych gór. Nie wyróżnia się niczym, poza centralnie położoną jezuicką posiadłością, z czasów gdy zakon ten nawracał kontynent i zakładał paragwajskie misje. Cordoba i okolice były sercem amerykańskiej gałęzi zakonu, w okolicy jest jeszcze kilka dawnych estancii, które dają wyobrażenie jak zakon zarabiał. Dziś to sympatyczne miejsce do zwiedzenia, warto zajrzeć na godzinkę będąc w okolicy.

Wreszcie Cordoba, jedno z największych miast Argentyny, stolica prowincji i ważne centrum przemysłowe. Dla nas, kolejna metropolia, którymi byliśmy już zmęczeni. Stare miasto jest pamiątką po czasach kolonialnych, z dużą katedrą i jezuickim uniwersytetem – siedzibą główną zakonu i jednocześnie jedną z najstarszych uczelni wyższych Ameryki. Tutaj widzieliśmy jedne z nielicznych na kontynencie pomniki konkwistadorów. Po jednej nocy, uciekliśmy z powrotem w okoliczne góry. Może kiedyś damy Cordobie drugą szansę.

p1190200p1190212p1190221 W górach otaczających Cordobę, jest jeszcze jedno dziwne miejsce. Capilla del Monte, na pierwszy rzut oka niewielka osada, okazuje się być stolicą argentyńskiej ezoteryki. Okolica ponoć charakteryzuje się silnym magnetyzmem, mocną aurą i częstymi odwiedzinami ufo. Zjeżdżają tutaj ludzie szukający kosmitów, nirwany, innych wymiarów, wewnętrznego ja, czakramów i innych rzeczy, których nie ogarniam i chyba nie chcę. Pełno tu dziwnych ludzi rysujących magiczne kręgi w ziemi, medytujących pośród dziwnych symboli, ćpających hipisów, ale też zwyczajnych turystów chcących iść w góry. My też chcieliśmy, ale pokonał nas piekielny upał argentyńskiego lata, pogoda która raczej nie dawała nam szans na zdobycie odsłoniętego szczytu. Zagłębiliśmy się więc w tutejszy folklor. Wiecie, że są tu ludzie, którzy sprzedają kamienie? Nie jakieś tam szlachetne czy półszlachetne. Nawet nie jakieś ładne minerały. Takie zwykłe, niczym się nie wyróżniające, szare kamienie, jakich pełno wszędzie. Ale sprzedawca twierdzi, że są namagnesowane pozaziemskimi mocami. Ma manekin kosmity przy straganie, pewnie wie co mówi. Kupcy pewnie się znajdą.

W Capilla na państwowym kampingu poznaliśmy Natalię. Miła dziewczyna. Uznała że kamping na którym koczuje od tygodnia zrobił się niebezpieczny bo po spaleniu kolejnego blanta zobaczyła spacerującego policjanta. Pewna, że ktoś na nią doniósł, przenosi się na inne, bardziej wyluzowane, hipisowskie miejsce, kilometr dalej. Nam też to radziła, a na dowód dobrej woli zostawiła litr wina, pudełko morelowej marmolady i woreczek ziarenek marihuany. Ziarenka mieliśmy zabrać do Polski i tu wyhodować, aby nasi przyjaciele mogli poznać smak najlepszej argentyńskiej trawy. Wybacz Natalia, jak tylko poszłaś wywaliliśmy je za płot. Ostatnie czego potrzebuje to latynoskie więzienie za przemyt. Ale za wino i marmoladę dziękujemy, nie zmarnowały się. 🙂

W nocy, dwa namioty dalej, ktoś okradł chłopaka, który poszedł na chwilę do sklepu. Złodzieje przecięli ogrodzenie z siatki przeplecionej drutem kolczastym, rozcięli ścianę namiotu chłopaka z afro i bębenkiem, i ukradli mu wszystko. Silny wiatr tej nocy narobił tyle szumu wśród drzew, że nikt nie usłyszał przecinania metalu. Po drugiej stronie ogrodzenia gęste pole kłujących krzaków jeżyn. Ktoś był serio zdesperowany.

cdn

Michał

p1190282 p1190297 p1190291 p1190347 p1190345p1190344p1190303

 

Reklamy

10 uwag do wpisu “Autostopem w poprzek Argentyny, cz.2 – Sierras de Cordoba

  1. Niezwykła mieszanka miejsc – trochę Niemiec, trochę Hiszpanii. Kolejna relacja z podroży, która przekonuje mnie że podróżowanie stopem to najlepsza z wersji poznawania naszego ciekawego świata.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Nigdy nie jeździłam stopem, ale jak widać bardzo dużo tracę. Mam teraz u siebie w domu podróżników, którzy właśnie stopem zwiedzili już Nową Zelandię i teraz zwiedzają Australię:)

    Lubię to

  3. Faktycznie, osobliwe i kiczowate do bólu to miasteczko Villa General Belgrano (choć, historia jego powstania interesująca). Za to Cordoby żałujemy. Może podczas kolejnej podróży uda się tam dotrzeć…

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s