Autostopem w poprzek Argentyny, cz.3 – La Rioja

La Rioja – pierwsze spotkanie z pustkowiem.

Zjeżdżając z gór Cordoby, kraj zmienia się dość drastycznie. Zieleń gór przechodzi w suchą równinę La Rioja. Początkowo w dolinie mijanej rzeki widać jeszcze ludzi i sady oliwkowe. Później droga przecina czterystu kilometrową, jałową półpustynie, czasem urozmaiconą słonymi mokradłami. Na granicy prowincji brama, niczym do innego państwa, stojąca pośrodku niczego, po horyzont równina pokryta rzadkimi krzaczkami i wodą słonego jeziora. Policjant zatrzymuje nieliczne samochody, w tym nasz, prowadzony przez zirytowanego rzeczywistością tubylca z Chepes. Pada seria pytań do naszego kierowcy. „-Dokąd jedziesz? -Do domu. -Skąd? -Z pracy. -Czemu pracujesz w innej prowincji? -Bo w mojej nie ma pracy. -A oni to kto? -Polacy. -Kto? -Turyści. -W La Rioja?”. Policjant puszcza nas dalej, a my obserwujemy zardzewiały na poboczu, częściowo zanurzony w solnisku, przewrócony autobus. Kiedyś miał wypadek, a na tym odludziu nie opłaca się złomować wraków, więc auta zostają tam gdzie się rozbiły. Później mijamy następne wraki, już osobówek.

Nasz kierowca, który przewiózł nas przez połowę prowincji, do swojego niewielkiego Chepes to człowiek nie mogący się pogodzić z rzeczywistością. Pomstuje na policjanta, który codziennie go zatrzymuje na granicy prowincji i pyta o to samo. Na drogi, które równo z granicą prowincji, z porządnych zamieniły się w żwirówki z nieregularnymi plamami dziurawego asfaltu co parę kilometrów. Na rodaków, którzy wolą siedzieć na hojnych zasiłkach darowanych im przez byłą prezydent niż iść do pracy. Połowa prowincji siedzi na bezrobociu, region bodaj najbiedniejszy w Argentynie, ale wszyscy tutaj mają to gdzieś, bo kasa z Buenos na przeżycie jest. A on dojeżdża 200 km do pracy.

Przed Chepes nowa kontrola policji. „Senior, uważaj na drodze, gdzieś tu będzie leciał rajd Dakar.”. La Rioja to faktycznie idealne miejsce na trasę Dakaru, przez całą prowincję widzieliśmy jedno miasteczko, owo Chepes, złożone z dwóch stacji benzynowych i szerokiej na jakiś kilometr siatki ulic. Poza tym, jakakolwiek cywilizacja istnieje tylko na mapach. Ponazywane wioski okazały się w nie istnieć, lub być pojedynczymi domami. Pustkowie, po którym poruszanie się bez własnego środka transportu graniczy z cudem. Trochę szkoda, bo chcieliśmy zobaczyć tutejszą „Dolinę Księżycową”, ale 100 km boczną drogą na stopa przez półpustynię to kiepski pomysł.

Za Chepes kolejna brama. Policjanci pozwalają nam się rozbić z namiotem w okolicy, ale każą iść kawałek dalej, bo tu posterunek policji, ważne miejsce. To idziemy. Kilometr dalej po drodze dziurawej jak ser szwajcarski, odkrywamy nasyp kolejowy, biegnący równolegle do drogi. Za nim kawałek piasku pokryty kaktusami i i zielonymi krzakami, jest nawet trochę drzewek. Idealne miejsce na namiot, osłonięte od drogi, schowane przed światem. Tory biegną prosto jak strzała, po horyzont. O zachodzie słońca leniwie przetoczył się po nich długi skład towarowy. Maszynista pomachał nam z uśmiechem. Kilka metrów namiotu już drut kolczasty, a za nim w krzakach słychać krowy. Sielanka.

Ostatni odcinek, na horyzoncie już majaczą Andy. Zwijamy namiot. Nie chce nam się wracać do miasteczka, więc łapiemy tu gdzie jesteśmy. Ruch niewielki, ale jakiś jest. Mamy dwie flaszki wody, nie będzie źle.

Było. Słońce momentalnie po wzejściu zamieniło okolicę w rozpalone piekło. Cień nie istnieje, więc postanawiamy iść kawałek dalej jakiś poszukać. Nie znaleźliśmy. Jakieś pięć kilometrów za cywilizacją, doszliśmy do wniosku, że oszaleliśmy, wody ubywa w zastraszającym tempie, a nikt się nie zatrzymuje, wszyscy pędzą ponad 100 na godzinę, nikomu ani w głowie kogoś podrzucić. Pierwszy kryzys tej podróży, który wiele nas nauczył. Nie warto szukać cienia na pokrytej krzakami półpustyni. Nie warto oddalać się od miasteczka, choćby nie wiem jak liche było. Nie warto liczyć, że ktoś się zatrzyma, zanim woda się skończy, a słońce nie będzie takie złe. Cóż, nie mieliśmy doświadczenia z takim klimatem. Wioska na mapie oddalona o jakieś pięć kilometrów, w której liczyliśmy na uzupełnienie wody, okazała się małym gospodarstwem. Jego mieszkańcy siedzieli przed domem na plastikowych krzesełkach i gapili się na nas jak na kosmitów. Pomachaliśmy im z oddali na powitanie, ale nie odpowiedzieli. Super.

Po jakichś czterech godzinach, gdy nasze morale pikowało w dół, minął nas w tumanie pyłu terenowy wóz. Ku naszemu zdziwieniu kawałek dalej się zatrzymał i zawrócił. Czwórka ubranych na śnieżno biało ludzików wesoło zaprosiła nas na pakę swojego wielkiego pick-upa. Auto obklejone reklamami nie pozostawiało wątpliwości. Zatrzymała się nam jedna z ekip wparcia rajdu Dakar. Nie wiemy kim byli, nie wiemy co dokładnie robili. Ale pędziliśmy przez pustą La Rioję z prędkością grubo ponad 150km/h, po ubitej, gruntowej drodze. Liczyłem czas jaki upływał między symbolami kolejnych kilometrów i przecierałem oczy ze zdumienia. Kierowca z łatwością wyprzedzał tych, którzy minęli nas tego dnia. Razem z nami na pace przypięty był zapiaszczony, oklejony reklamami dakarowy motocykl. Był jedyną rzeczą, której dało się trzymać, więc zapamiętamy go na długo. Trasa do odległego o ponad 200 km San Juan minęła w nieco ponad godzinę.

W San Juan przywitały nas Andy, majaczące na horyzoncie. I wielkie billboardy, oznajmiające wprost: jutro w mieście meta odcinku rajdu. Tam właśnie jechali nasi przyjaciele, z którymi zamieniliśmy tylko kilka zdań, uścisków dłoni i uśmiechów. Duże miasto, słynące z wina i dinozaurów, których w okolicy odnaleziono mnóstwo, nie zachęciło nas do pozostania. Do Mendozy było jakieś 100 km, dzień był jeszcze młody. Wkroczyliśmy na legendarną Ruta Quarenta, Drogę nr. 40. Zmiana kursu, z zachodniego na południowy, bardzo nam się spodobała i jeszcze tego samego dnia byliśmy w zielonej Mendozie. Pierwszy solidny kawałek Argentyny, pokonany. Teraz już tylko 3000 km na południe.

Michał

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Autostopem w poprzek Argentyny, cz.3 – La Rioja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s