Tipi na krańcu świata – Tolhuin

Podróżowanie autostopem ma swoje lepsze i gorsze strony. W trakcie stopowania przez całą Argentynę doświadczyliśmy chyba wszystkiego, poza kradzieżą i uprowadzeniem. Codzienne składanie i rozkładanie namiotu, niepewność tego dokąd uda nam się dotrzeć i czy znajdziemy miejsce na namiot, to coś, co stało się codziennością. Tak samo jak było to niesamowite, to równocześnie było to męczące. Będąc prawie u celu, prawie na końcu świata, trafiliśmy na Camping Hain w Tolhuin i od razu wiedzieliśmy, że zostaniemy dłużej.

Nie pamiętam już czy na wzmiankę o tym miejscu natknęliśmy się gdzieś w odmętach internetu czy polecił nam je ktoś spotkany po drodze. Trafiliśmy tam w piękny, słoneczny dzień. Podobno była to sensacione termica, a i tak raz prawie zwiało nas do rowu. Tak trafiliśmy w zasadzie do raju – camping nad samym jeziorem, wokół góry, a namioty od wiatru chroniły drewniane tipi. Patrząc na to miejsce z perspektywy czasu, nadal uważam to za najfajniejszy camping, na którym spaliśmy. Wszędzie pełno było też Roberto, właściciela tego miejsca, któremu szczery uśmiech nie znikał z twarzy. Wszystko tutaj zrobił sam, do wielu ozdób używa śmieci pozostawionych przez turystów.

Czas spędzony na campingu w Tolhuin to czysty relaks, spacery i patrzenie w dal jeziora. Nie brakło też rozmów z innymi ludźmi w niesamowitym „salonie”. Tutaj po raz pierwszy nauczyłam się dostrzegać Krzyż Południa, śmialiśmy się i bawiliśmy w międzynarodowym towarzystwie albo sami z sobą. Tutaj poznaliśmy Francuza jadącego do Ushuai na rowerze z Quito, a który opowiedział nam o swoim spotkaniu z pumą. Był też Holender piszący książkę o swojej drodze przez Ameryki i wiele innych ciekawych postaci. Nie ma tu za wiele, a jednak jest tu wszystko. Internetu tu nie znajdziecie, prąd jest tylko w „saloniku”, a i tak można tam zostać wieczność.

Jeśli będziecie kiedyś na tej trasie, to odwiedźcie ten zakątek. Naprawdę warto, dla ciszy i spokoju, dla wiatru, dla odpoczynku i jednocześnie dla ludzi, którzy tu się spotykają, a każdy niesie z sobą swoją historię.

Aśka

Advertisements

9 uwag do wpisu “Tipi na krańcu świata – Tolhuin

    • Hmm rady? Łatwo nie było, ale chyba pomogło dobre towarzystwo, odrobina alkoholu i idealnie bezchmurne niebo, a także osoba, która cierpliwe wskazywała paluchami, gdzie mam patrzyć 😉

      Lubię to

  1. Lokalizacja kempingu faktycznie zacna. Przy takich widokach z pewnością można zapomnieć o trudach podróży. A właściciel – patrząc na wykonane przez niego ozdoby – bardzo pomysłowy…

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s