W krainie pingwinów – Isla Magdalena

W Polsce pingwiny możemy spotkać jedynie w zoo. Zawsze też podglądanie tych nieporadnych zwierzątek cieszy nie tylko dzieci, ale też dorosłych (a może przede wszystkim ich?). Spotkałam w swoim życiu już osoby, które były i nadal są zakochane w pingwinach – jedna znajoma ma nawet wytatuowanego pingwina na nadgarstku, czego do momentu odwiedzenia Isla Magdalena w Chile, nie rozumiałam. Ten tekst, a raczej zdjęcia, przybliżą Wam cudowność tego miejsca i bliskość tych nielotów.

Bilet na wycieczkę kupiliśmy dwa dni wcześniej w Punta Arenas za 35000 peso chilijskich, są rzeczy na które zawsze znajdowaliśmy środki. W wyczekiwaną środę wybraliśmy się spacerem do portu, przecież 5 kilometrów to nic wielkiego. Prom o wdzięcznej nazwie „Melinka” okazał się łodzią, która nie do końca wyglądała na taką, która spełnia normy przewozu osób, ale już na niej byliśmy i płynęliśmy na spotkanie z pingwinami. Sam rejs w jedną stronę trwał około dwóch godzin, a jedynym urozmaiceniem okazały się skaczące wokół promu delfiny.

Powoli dobijaliśmy do portu, którym okazał się niewielki, drewniany pomost. Już z oddali widać, że na wyspie nic nie rośnie, ale za to setki małych punkcików ciągle się rusza. Tak, to pingwiny. Do uszu coraz wyraźniej docierają dźwięki i różnego rodzaju skrzeki wydawane przez ptaki. Już widać je z bliska i są dosłownie wszędzie. Na kamienistej plaży, w głębi wyspy, w wykopanych norkach. Szlak dla odwiedzających jest rygorystyczny i niezbyt szeroki. Od terytorium pingwinów oddziela nas jedynie gruby sznurek, pingwiny wszak muszą jakoś przebiegać po ludzkiej ścieżce. Gdziekolwiek nie odwraca się wzroku, na pewno napotka się pingwiny – samotne, w grupkach, z rodzinami, do wyboru do koloru. Małe pingwiny okazały się już niewiele mniejsze od swoich rodziców, jednak nadal pokryte, chociaż częściowo, miękkim puchem. A jak uroczo to futerko z nich złazi.

Po wydzielonej sznurkami ścieżce często przebiegają pingwiny wracające z połowów albo właśnie się na nie wybierające. Wystarczyło tylko przez chwilę postać nieruchomo, wymuszając to poniekąd na innych obserwatorach i oto dumny pan pingwin z dumą przekrada się zaraz obok. W sumie te nieloty niewiele sobie robią z obecności tłumu ludzi – leżą, chodzą grupami jak jakieś pingwinie mafie – w końcu ta wyspa jest ich. Wyspa sama w sobie nie jest duża, ale kręcące się w kółko pingwiny widać aż po horyzont z każdej strony.

Na wyspie jest się tylko przez godzinę. Ten czas wystarcza na przejście całej wyznaczonej ścieżki, jednak to zdecydowanie za mało dla nacieszenia się widokiem pingwinów. W pewnym momencie obsługa wycieczki zaczyna głośno nawoływać i zgarniać ludzi w dół, do przystani i na statek. A każdy chciałby uchwycić jeszcze choć chwilę na tej wietrznej wyspie. Choćby jedno pingwinie spojrzenie więcej.

Aśka

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s