Ścieżką wielkiego W – Torres del Paine

Na całym świecie znajdują się miejsca i szlaki, których nie sposób ominąć. Ciągną do nich wszyscy, zawsze można być pewnym zatłoczenia, ale są to takie miejsca, których nie chce się pominąć w swojej wędrówce. Takim właśnie punktem na mapie Ameryki Południowej jest chilijski park narodowy Torres del Paine. My też nie mogliśmy go tak po prostu ominąć. O najpopularniejszym szlaku, czyli „W” wielu już pisało, ale i my dołożymy do tego swoje trzy grosze.

Jak dostać się do parku? Najlepiej dotrzeć do Puerto Natales, które jest niewielkim chilijskim miastem stanowiącym bazę wypadową. W pierwszej kolejności trzeba zaopatrzyć się w bilet autobusowy do i z parku (my płaciliśmy 12.000 peso). Wyjazd zaczyna się wcześnie, najczęściej około 7:30 wyjeżdżają wszystkie firmy autobusowe. Czymś czego nie zapomnę były ulice miasteczka, które wydawały się opustoszałe o tej wczesnej godzinie, jeśli nie liczyć oczywiście pojawiających się znikąd pojedynczych ludzi z wielkimi plecakami, którzy wraz ze zbliżaniem się do dworca stworzyli niewielki tłumek. Uśpione miasto zostało zawładnięte przez łaknących przyrody i widoków turystów – zombie. Jestem przekonana, że to wygląda tak każdego dnia.

Autobus toczył się blisko dwie godziny, ale od chwili, w której można dostrzec słynne wieże – ludzie budzą się pełni energii. U bram parku Torres del Paine, jeden z jego pracowników tłumaczy cały proces, który czeka każdego – kolejka, wypełnienie formularza (w którym zaznaczamy między innymi, którą trasę wybieramy i ile dni nam to zajmie), opłata za wstęp (18.000 peso/osoba), jak ma się szczęście, to można zarezerwować miejsce na bezpłatnym campingu, obejrzenie filmu o przepisach obowiązujących w parku (nie wolno palić ognia i korzystać z palnika poza miejscami oznaczonymi). I po tych formalnościach można ruszać w drogę!

Ruszyliśmy na szlak zaczynając w jego najpopularniejszym miejscu, z tego powodu też często szliśmy w długim ogonku mijając szczęściarzy, którzy szli już w drugą stronę. Każdy krok w górę i przed siebie potęguje w tym miejscu zachwyt otaczającą przyrodą, w końcu z każdym metrem potrafi otworzyć widok na kolejną górę, zbocze, lodowiec. Ścieżka często rozstępowała się na dwa odłamy – jedna dla ludzi, druga dla koni. Czasem łatwo było zejść na tą ostatnią, do momentu nie spotkania na drodze jeźdźców wszystko było dobrze. Żeby też wszystko nie szło gładko i przyjemnie, to po jednym z postojów, w plecaku Michała oderwała się jedna z szelek, jak okazało się później do był dopiero początek.

Nie będę Wam opisywać każdej minuty z tego szlaku, jednak postaram się Wam przybliżyć to miejsce i ogrom przyrody, która otacza tam człowieka. Wybierając się na trasę legendarnego „W” decydujecie się na mniej więcej 4 dni wędrówki to w górę, to w dół lub po względnie płaskim terenie. Wspinając się w stronę najbardziej znanego elementu tego parku, czyli trzech wież, spoglądamy w rosnącą dolinę po prawej stronie i dalej strome zbocze. Przed nami majaczą odległe szczyty i lodowce. Dobrze mimo wszystko czasem patrzeć też pod nogi, zdarzają się też tabliczki ostrzegające o kamiennych osuwiskach.

Jak wyglądają słynne wieże Torres del Paine? Chyba większość z nas zna je ze zdjęć. Kamienne gruzowisko, za którym odsłania się piękne, polodowcowe jezioro. To właśnie nad nim górują szczyty, dla zobaczenia których przybywa tu najwięcej ludzi. Widok jak z pocztówki onieśmiela, przytłacza swą bliskością pionowych skał. Czasem można zobaczyć je w całości, kiedy indziej przesłaniają je chmury pędzące tylko w sobie znanym kierunku, ale one dodają im tylko tajemniczości, która tylko zaprasza do bliższego poznania. Czasem też może padać śnieg.

Każdy krok, który oddala nas od popularnych szczytów sprawia, że z większą swobodą można cieszyć się ścieżką, przyrodą, ludzi robi się znacznie mniej. Słońce i wiatr nadają górom po prawej stronie groźnego wyglądu, a liczne wodospady jakby wołały, że mogą więcej, ponieważ tam, gdzie nasz wzrok nie sięga znajduje się woda, lód i śnieg. Strome, kamienne ściany, porośnięte tylko do pewnego momentu zapraszają wędrowców do ciągłego spoglądania. Z lewej strony rozpościera się widok na niższe wzgórza, jezioro, a wzrok chciałby sięgać aż po horyzont. Słońce w spółce z chmurami tworzy kolorowe obrazki, które kiedy tylko odwrócimy wzrok na chwilę, zmieniają się.

Środkowa część „W” to wspinaczka przez Dolinę Francuzów. Gruzowiska i jeszcze więcej kamieni w pewnym momencie ukazuje nam potężny lodowiec schodzący z gór. Wypływają z niego liczne rzeczki i wodospady, które na dnie doliny tworzą jedną rzekę. Tutaj, będąc tak małym w porównaniu z wysokością i masą otaczającego nas lodu i skał, można się wyciszyć i wsłuchać w muzykę wiatru. Dalsze części parku nie są mniej piękne, martwy i spalony las, wiatr tańczący na jeziorach.

Torres del Paine to nie tylko wieże o tej samej nazwie. To cała przestrzeń i przyroda, które tworzą w tym odległym od nas miejscu coś niesamowitego i pięknego. Nie powinniśmy się spieszyć, każdy krok może być przyjemnością i doświadczaniem świata, który nas otacza. W czasie naszego pobytu w parku mieliśmy i śnieg i deszcz (nawet dużo deszczu) i wiatr porywający namioty i karimaty. Bez względu na to, jeśli tylko będę mieć okazję, to tam wrócę i tym razem przejdę całe „O”, nic tak nie przybliża życia ja góry.

W Torres del Paine byliśmy w połowie lutego 2016 roku.

Aśka

Reklamy

10 uwag do wpisu “Ścieżką wielkiego W – Torres del Paine

  1. Kocham gory, zwlaszcza te wysokie gdzie dociera praktycznie znikoma liczba turystow. Na jednym ze zdjec jest base camp 😉 rozumiem, ze na calym szlaku jest przygotowana infrastruktura dla potencjalnych zdobywcow szczytu czy tylko w tym jednym, darmowym campingu ? Trzeba miec przewodnika czy mozna samemu podazac szlakiem ? 🙂

    Polubienie

    • Na trasie W są trzy bezpłatne campingi i 4 płatne, każdy oddalony jest na miarę kilkugodzinnego marszu. Dostać się do tych bezpłatnych jest ciężko, nam się nie udało ze względu na wcześniejszą rezerwację. Na wstępie do parku dostajesz mapkę ze szlakami i idziesz sama szlakiem w swoim tempie. Oczywiście wycieczki konikami są z przewodnikiem stada 😉

      Polubienie

  2. Przepiękne miejsce! Wciąż marzenie, ale jakoś już mi coraz bliżej realizacji. Co trzeba zrobić, żeby zarezerwować darmowe miejsce na campingu? I co jeśli się nie uda? Jest jakiś inny? Jak długi jest szlak W? Kocham ten kolor wody!

    Polubienie

    • Aby rezerwowa miejsca, to trzeba do nich dzwonić wcześniej najlepiej. Mają swoją piękną stronę i tam telefon się znajdzie. Kiedy się nie uda, to są płatne, więc spokojnie jest gdzie się rozbijać, jednak pamiętaj, że poza wyznaczonymi miejscami jest to zabronione. Płatne campingi to koszt od osoby około 8-9 tys peso (przynajmniej my tak płaciliśmy). A jeśli chodzi o sam szlak, to na spokojnie można go przejść w 4 dni, ale warto na spokojnie rozłożyć to na 5 lub nawet 6, tak żeby się nie spieszyć. I wodę o tym kolorze spokojnie można pić, choć nikt nie gwarantuje, że nie będzie przebojów 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s