Spoglądając na szczyty – Fitz Roy i Cerro Torre

Przygotowując się do podróży trafiliśmy na jedną z wielu książek podróżniczych o Ameryce Południowej. „Dalej od Buenos” okazała się jedną z tych lepszych i odcisnęła na nas swoje piętno, ponieważ to właśnie przez jej autora postanowiliśmy zobaczyć górę, o której on zawsze marzył. Dotarcie do El Chaiten skąd wyrusza się na szlak nie było łatwe, a raczej usiane potężnym patagońskim wiatrem, pustkowiem i pyłem, a na dokładkę deszczem, który zmuszał nas do czekania. Jednak powiem Wam coś, warto czekać, okazja może się już nigdy nie powtórzyć.

Początek szlaku w stronę Fitz Roya zaczyna się niewinne – mała budka strażników, którzy mówią, jakie są zasady, uśmiechają się i życzą miłego dnia. W górach, nawet tak niepozornie zaczynających się jak tutaj pojawiają się strome podejścia, a w chwili złapania oddechu i marszu zboczem znów zapiera dech, ale tym razem widok na to całe piękno wokół. Przed nami rozciąga się niesamowity widok na potężną, zieloną dolinę, nad którą górują. Spotykani tu ludzie najczęściej kierują się tylko do pierwszego punktu widokowego na Fitz Roy, spotkaliśmy pana, który miał przy sobie tylko małą butelkę wody i gazetę.

Otaczają nas góry, doliny i lodowce, które widać z daleka. W dolinie prowadzącej bezpośrednio do darmowego campingu czasem wieje, chociaż to mało powiedziane, a wiatr potrafi przynieść śnieg spod szczytów. Ścieżka cały czas jest widoczna, wręcz szeroka. Można tu spotkać drapieżne ptaki patrzące na nas z ciekawością z odległości kilku metrów. Podejście pod Fitz Roya jest wymagające, poprowadzone zygzakiem, ale warte całego wysiłku. Potęga lodu, skał i wody wymieszana i tworząca jeden z piękniejszych widoków. Nawet kiedy szczyt złośliwie zakrywany jest postrzępionymi chmurami – zniewala.

Camping w tej części parku jest wyznaczony, stanowiska pod namioty płaskie, a wbijanie śledzi nie sprawia trudności. Z gałęzi spoglądają wielkie ptaki, a z namiotów obok dobiegają ciche rozmowy i nie tylko, zdarzył się ktoś oglądający serial. Przygotowano tu nawet toaletę, na której drzwiach widnieje informacja, że jak się komuś nie podoba, to tu jest łopata i można iść głębiej w las. Nie dziwie się wyboru większości, zapachy rozchodziły się na wiele metrów.

Wymarzona góra Stefana Czernieckiego znajduje się po drugiej stronie potężnej doliny z dwoma jeziorami. Kilkugodzinny marsz po bardziej płaskim niż górzystym terenie jest czystą przyjemnością. W tej części parku pokazuje się zdecydowanie mniej ludzi, więc szczyty i wzgórza, które nas otaczają, w spokoju obserwują właśnie nas. W momencie, w którym powoli się zbliżaliśmy do celu, na ostatniej prostej widzieliśmy ścianę deszczu i chmur. Na szczęście zatrzymała się w górach, a camping pozostawiła stosunkowo suchy.

Cerro Torre – trzy skaliste iglice, lodowiec i jezioro pod nimi. Ścieżka wiedzie najpierw po potężnej morenie, a później zboczem. I tak trudno patrzeć pod nogi, kiedy przed nami malują się takie widoki. Siedząc na skale i wypatrując bezradnie momentu odsłonięcia szczytu łatwo można zrozumieć dlaczego ta góra może być celem i marzeniem.

A potem nagle przelewające się przez grzbiet lodowych gór chmury odsłaniają ją na kilka minut. Strzelista iglica, pnąca się na trzy kilometry w niebo ukazuje się nam w całym swym pięknie, pozostawiając nas w absolutnym oniemieniu. Nie każdy kto tu dotarł dostąpił tego zaszczytu. Dziękujemy góro!

Aśka

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s